Nauczycielka stanęła przed sądem bo... pogodziła pierwszoklasistki

Dwa lata więzienia grożą nauczycielce, która wtrąciła się w kłótnię dwóch pierwszoklasistek i wymierzyła klapsa obu z nich. 49-letnia Dorota T. z podstawówki w Białymstoku stanęła wczoraj przed sądem. Zdaniem prokuratury doszło do naruszenia nietykalności cielesnej dzieci.

Tomasz Adamowicz / Gazeta Polska

Według aktu oskarżenia Prokuratury Rejonowej w Białymstoku 15 lutego 2018 r. nauczycielka ze Szkoły Podstawowej nr 2 w Łapach uderzyła dziewczynki z I klasy podstawówki w pośladki.

Dorota T. wyjaśniła, że dotknęła dzieci w żartach. Miało to rozwiązać konflikt między nimi. Dziewczynki wcześniej pokłóciły się i pobiły.

Przy interwencji nauczycielki obecna była matka jednej z nich. O dziwo nie zauważyła ona niczego niepokojącego. Przed sądem mówiła:

- Nie uważam, by było to naruszenie nietykalności fizycznej mojej córki. Było to zwykłe dotknięcie w żartach dla rozluźnienia atmosfery – mówiła kobieta.

Marek Konopczyński, profesor nauk społecznych z uniwersytetu w Białymstoku, ocenił w rozmowie z „Codzienną”, że była to normalna interwencja nauczycielska.

– Nauczycielka interweniowała w sprawie konfliktu dzieci. Nie chodziło o bicie i przemoc, ale odciągnięcie dziewczynek od siebie. Jeśli była dobra wola, a dzieci nie mają siniaków, interwencję należy ocenić jako prawidłową – zaznaczył Konopczyński.

Zawiadomienie do prokuratury złożyła matka, która nie była świadkiem zajścia. Jej zdaniem córka po powrocie ze szkoły do domu płakała z powodu kłótni z koleżanką. Kobieta zadzwoniła do nauczycielki, by dowiedzieć się czegoś więcej. Ta poinformowała ją o sytuacji. Zbulwersowana matka złożyła pozew o naruszenie nietykalności cielesnej dziewczynek.

Być może dzieci w tej sprawie są tylko pretekstem. Na jaw wyszedł ciągnący się konflikt obu matek. Panie spotkały się już na rozprawie o wzajemne pobicie.

Dorota T. zeznała, że zadawniony spór między matkami wpływa na relację dzieci. W dniu zdarzenia, które wyjaśnia sąd, córki owych pań pokłóciły się ze względu na nie.

Jak ocenia prof. Konopczyński, gdyby matki nie były skonfliktowane, sprawa nie trafiłaby do sądu.

– Podłożem sprawy jest matczyny spór. Na miejscu prokuratury wziąłbym ten kontekst pod uwagę – skomentował pedagog.

Proces odroczono do listopada. Zostaną wówczas przesłuchani pracownicy szkoły w Łapach. Sąd zapozna się z nagraniami z przesłuchań dzieci, odbywających się z udziałem psychologa.

 

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

#szkoła #sąd #nauczycielka

Maria Sokołowska
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo