Ale te zdjęcia są także przykładem polskiej pamięci, spełniania obowiązków,pamięci o naszych przodkach. Tak wielu z nich nie ma mogił.

Staramy się zrobić to, co powinno być zrobione dawno. Na szczęście wreszcie Polska pochyla się nad swoimi bohaterami, szuka ich, chce wszystkich godnie pochować.

– mówił Szwagrzyk.

Władza ludowa zrobiła wszystko, co w swojej mocy, by Żołnierze Niezłomni zostali zohydzeni w oczach społeczeństwa, by ludzie myśleli, że to naprawdę byli „bandyci z lasu”. Plakaty o „bandach”, listy gończe, ogłoszenia z lat 50. XX wieku, wzorowano na tych, którymi oklejane były ulice polskich miast za czasów okupacji. Ta sama czcionka, ten sam kolor, a nawet rozmiar papieru – miały sugerować powiązania polskiego podziemia niepodległościowego z niemieckim okupantem.

Jedno ze zdjęć pokazywane przez prof. Szwagrzyka pokazuje sędziów z sądu krakowskiego z lat 50., którzy wydają wyrok mając na swym stole postawiony wielki krucyfiks. W ten sposób sędziowie – komuniści z krwi i kości, z przekonań, niewierzący przecież – legitymizowali swoje działania, pokazywali, że niby jest ciągłość władzy przedwojennej. Mało kto wie, że często wyroki śmierci wykonywano publicznie. Istnieją fotografie, na których tłum zebrany na jakimś placu miejskim, przygląda się wieszaniu rzekomych „bandytów”.

Między zdjęciami zabitych żołnierzy Profesor wstawił kadr z filmu „Mężczyźni wolą blondynki”.

Oczywiście to zdjęcie włożyłem tu świadomie. Robi ono wrażenie szczególnie na ludziach z innych krajów. Jest rok 1953. Kiedy Marilyn tańczy w różowej sukni, a w Polsce ludzie są więzieni, torturowani, mordowani przez komunistów. To najdobitniej pokazuje nieprzystawalność dwóch światów.

– powiedział.

Zaprezentował też serię sfotografowanych przedmiotów znalezionych w bezimiennych dołach. Medaliki ukrywane były w dłoniach, w  okolicach serca, czasem mają wyryte napisy, wiadomości przekazywane do rodzin, kto był właścicielem, adresy narzeczonych, matek. Starano się przechytrzyć oprawców. Tak jak niepozorna szczoteczka do zębów odnaleziona na Cmentarzu Bródnowskim. Po odczyszczeniu ukazał się wykaligrafowany starannie napis „Kazimiera Adamkiewicz Dęblin Lipowa 36. Kęska Zygmunt”, a potem jeszcze data z wyrokiem śmierci. Badania genetyczne potwierdziły, że szczoteczka należała do Kęski, żołnierza AK ze zgrupowania Orlika.

Prof. Szwagrzyk opisał też kolejne miejsca, w których pracowała jego ekipa. „Łaczkę”, o której już w pierwszych dniach wiedzieli, że to masowe groby śmierci, 2/3 czaszek nosiło ślady strzału zw. katyńskim. Znaleziono dowody na to, że budując groby dla komunistycznych bohaterów – o czym decyzja zapadła dopiero w latach 80. XX wieku – koparki wykopywały kości ludzkie, które potem wraz ziemią używane były do wypełnienia pustych przestrzeni między tymi grobami.

W Białymstoku, przy ul. Giedymina, zespół IPN pracował w dzielnicy domków jednorodzinnych. Tam doły śmierci odnaleziono w ogródkach, pod piaskownicami dla dzieci, pod miejscami na grilla czy wypoczynek.

Na warszawskiej ul. Strzeleckiej w kamienicy, w której były pokoje przesłuchań, gdzie więźniów torturowano, nadal mieszkają ludzie. W piwnicach  gdzie stały słoiki i niepotrzebne rzeczy,  wyryte było setki napisów uwięzionych m.in. modlitwy, prośby za ojczyznę, nazwiska…

Inne szokujące zdjęcia pokazują miejsca zbrodni UPA. Na Ukrainie szukać nie można, rząd jest skrajnie nieprzychylny polskim poszukiwaniom zamordowanych rodaków. Jak mówił prof. Szwagrzyk:

My badamy miejsca, staramy się dochodzić do prawdy, ale Ukraińców to nie interesuje. Bez względu na to, co zrobimy, nie zdołamy się porozumieć.

W tym miejscu zaprezentował szereg slajdów, na których pokazana jest droga do Huty Pieniackiej w dniu rocznicy, kiedy na miejsce udają się polskie rodziny, by upamiętnić swoich bliskich. Domy we wsiach są celowo udekorowane flagami banderowskimi, a przy drogach stoją członkowie bojówek ukraińskich, którzy jak tylko mogą utrudniają przejazd. Po zgładzonych wsiach nie został żaden ślad. Wycięto nawet drzewa owocowe, aby nikt nie zorientował się, że była tam jakakolwiek siedziba ludzka.

Za to zakończenie wykładu miało wydźwięk pozytywny. Oto Szwagrzyk pokazał zdjęcia tych, którzy wraz z nim szukają polskich bohaterów. Jak mówił, wolontariusze przychodzą zawsze i wszędzie. Są to profesorowie i kasjerki,  robotnicy i ministrowie, młodzi i starzy. Kilkaset osób rocznie. Widać szczególnie, jak wspaniałe jest młode pokolenie, jak im zależy. Ich patriotyzm to nie tylko noszenie koszulki z Niezłomnymi, ale i prawdziwe czynyDlatego profesor uważa, że w pochodzie pokoleń wszystko układa się pomyślnie i że Polskę czeka dobra przyszłość.