Dlaczego relacje polsko-kaszubsko-niemieckie z początku XX wieku okazały się tak ważne? Film „Kamerdyner” powstawał przez siedem lat. Jego budżet to 15 mln zł.

To film o poszukiwaniu tożsamości i przynależności. Zarówno tej regionalnej czy państwowej, jak i takiej ludzkiej, rodzinnej. Ludzie zwykle, chcąc nie chcąc, przynależą. Chcą wiedzieć skąd są, od kogo się wywodzą, o co walczą itd. Tak było kiedyś i tak jest dziś. A filmowy kamerdyner to taki kundel. Matka mu umarła przy porodzie, a przygarnęła go Baronowa. O ojcu niewiele wiadomo. Wychowywał się w otoczeniu obcych ludzi, więc to musiało odcisnąć piętno na jego poczuciu przynależności czy tożsamości. Bo do kogo on przynależy? Do matki, która nie jest jego matką? Jest Kaszubem czy Polakiem? Może Niemcem? Finał filmu bardzo mocno koresponduje z tymi pytaniami.

Ty czujesz się przynależny?

Może nie czuję, ale na pewno jestem. Staram się nie być zależny od ludzi, więc moja sieć przyjaciół jest niewielka.

Gratuluję, że w ogóle ją masz.

Lista jest krótka. Mama i Bóg.

Nie jestem pewna, czy współczesny widz filmu „Kamerdyner” szuka przynależności...

W środku każdy z nas jest bezradnym dzieckiem, które biegnie do mamusi, tatusia czy żony, kiedy ma problem. To jest przynależność, która cię definiuje, stanowi o twoim poczuciu bezpieczeństwa, mimo że to tylko poczucie, a nie fakt.

Całość wywiadu w "Niecodziennej Gazecie Polskiej", dodatku do weekendowej "Gazety Polskiej Codziennie" z 22-23.09.2018 r.