We wtorek prezydent Andrzej Duda spotkał się w Białym Domu w Waszyngtonie z prezydentem USA Donaldem Trumpem, gdzie m.in. doszło do podpisania wspólnej polsko-amerykańskiej deklaracji dot. współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności, energetyki oraz wymiany handlowej i inwestycji. Podczas konferencji prasowej Andrzej Duda wyraził nadzieję, że Donald Trump podejmie decyzję o skierowaniu kolejnych jednostek wojsk do Polski. Z kolei Trump ocenił, że stałe bazy amerykańskie byłyby "przydatne" dla zwiększenia bezpieczeństwa Polski i USA.

Spychalski ocenił na konferencji prasowej, że politycy opozycji próbują umniejszać znaczenie wizyty prezydenta w USA. Przypomniał, że we wrześniu 2009 roku, gdy premierem był Donald Tusk, szefem MSZ - Radosław Sikorski, a MSWiA - obecny lider opozycji - Grzegorz Schetyna, rząd "otrzymał od USA notę, w której poinformowano, że rząd amerykański rezygnuje z planów budowy tarczy antyrakietowej w Polsce".

- Dziś ci politycy, którzy wtedy tworzyli rząd, próbują w niezrozumiały dla nas sposób dezawuować niewątpliwy, ogromny sukces wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych - podkreślił Spychalski.

- Rozumiem, że jest kampania wyborcza (...) ale nie możemy robić tak, żeby kampania wyborcza uderzała w to, co jest najważniejsze, czyli nasze bezpieczeństwo - zaznaczył.

Prezydencki minister pytał też, o "pomysły" opozycji "na bezpieczeństwo Polski i jej status międzynarodowy".

- Czy tą polityką jest to, co robi dziś Donald Tusk, czyli konfrontacja ze Stanami Zjednoczonymi? - pytał.

Według Spychalskiego, dzięki aktywności prezydenta Dudy, Polska "jest w zupełnie innym miejscu".

- Dzisiaj tarcza antyrakietowa już powstaje, dziś amerykańscy żołnierze są już obecni w Polsce - dodał.

Prezydencki minister zapewnił, że Andrzej Duda nie szuka konfrontacji w relacjach międzynarodowych.

- Prezydent zabiega o to, żebyśmy mieli w świecie coraz więcej przyjaciół, żebyśmy współpracowali i żeby nasze relacje dwustronne z tak ważnymi krajami jak Stany Zjednoczone, rozwijały się jak najlepiej - oświadczył.

Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski zaznaczył na konferencji prasowej, że sekwencja prezydenckich podróży była przemyślaną sprawą: najpierw szczyt Trójmorza, a potem wizyta prezydenta w Białym Domu. Podkreślił, że sytuacja Europy Środkowej była ważnym tematem wtorkowych rozmów z Donaldem Trumpem.

- Od samego początku mieliśmy pomysł, by spiąć te dwa wydarzenia, by pokazać łączność i koncepcję polityki zagranicznej pana prezydenta, łączącą silną pozycję w regionie ze wspólnotą transatlantycką, to się udało osiągnąć, to był pierwszy zamierzony cel, który został zrealizowany"- powiedział Szczerski.

Po drugie - mówił - "udało się wywołać w amerykańskiej opinii publicznej dwa bardzo ważne tematy do dyskusji, które wybrzmiały bardzo silnie podczas rozmowy z Donaldem Trumpem, a potem publicznie". Pierwszym z nich, jak zaznaczył, jest stała obecność amerykańska w Polsce. Szczerski podkreślił, że temat rozwoju kontaktów wojskowych w ramach NATO i rozwijania wschodniej flanki NATO dzięki spotkaniu zaistniał i w amerykańskiej i w polskiej opinii publicznej.

Według Szczerskiego drugi temat, który podczas tej wizyty wybrzmiał, "to kwestia energetyczna" i on także jest szeroko komentowany w mediach amerykańskich w ten sposób, że Polska - oraz region (Europa Środkowa) i USA postawiły na energetykę oraz współpracę gospodarczą.

- Ważne jest także to, że w tym kontekście, co było pewną strategią negocjacyjną pana prezydenta, połączyliśmy w tych rozmowach dyskusję o bezpieczeństwie z dyskusją o biznesie, o wzajemnie korzystnych relacjach biznesowych - powiedział Szczerski zaznaczając, że jest to argumentacja, która obecnie "sprzyja w Waszyngtonie osiągnięciu zamierzonych celów" i że to połączenie "dobrze wybrzmiało".

Efektem tych rozmów - zaznaczył Szczerski - jest podpisana przez prezydentów Polski i USA deklaracja. "Te treści, które są w niej zawarte, będą mapą drogową w relacjach polsko-amerykańskich w najbliższym czasie" - ocenił.