Na łamach portalu niezalezna.pl informowaliśmy, że po burzliwych obradach Sejm nie powołał Rzecznika Praw Dziecka. Żaden z dwóch kandydatów nie uzyskał wymaganej bezwzględnej większości głosów. Wobec tego procedura powołania na stanowisko RPD zostanie przeprowadzona ponownie. W związku z zaistniałą sytuacją w mediach natychmiast ruszyła giełda nazwisk potencjalnych kandydatów na to stanowisko. Wśród nich coraz częściej wymienia się m.in. prof. Marka Konopczyńskiego, pedagoga i autora koncepcji twórczej socjalizacji i resocjalizacji, od lat stosowanej w polskich szkołach i placówkach opiekuńczo-wychowawczych oraz szkołach i placówkach dla dzieci młodzieży nieprzystosowanej społecznie. W rozmowie z portalem niezalezna.pl prof. Konopczyński wskazuje na istotną rolę Rzecznika Praw Dziecka w polskim systemie prawnym i społecznym.
 
CZYTAJ WIĘCEJ: Burza wokół wyboru Rzecznika Praw Dziecka. Tu nie ma miejsca na politykę! „Łączy nas dziecko”

Nie trzeba było długo czekać, żeby w mediach zaczęły pojawiać się publikacje na temat prof. Konopczyńskiego i jego szans na objęcie funkcji Rzecznika Praw Dziecka. Swoją cegiełkę dołożyła do tego redakcja fakt.pl w tonie sensacji przywołując oskarżenia kierowane pod adresem prof. Konopczyńskiego, przez jego byłego współpracownika Jacka Budnera. Z publikacji wynika, że Budner zarzuca Konopczyńskiemu doprowadzenie do „wyprowadzenia majątku” z instytucji, w celu założenia prywatnej uczelni.

Problem w tym, że Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Południe uznał Budnera za winnego zniesławienia właśnie prof. Marka Konopczyńskiego (wyrok jest nieprawomocny). Cała sprawa dotyczyła publikacji na stronie internetowej, w której Budner pomówił Konopczyńskiego o to, że przez bliżej nieokreślony czas „dokonał bezprawnego przywłaszczenia na swoją rzecz bliżej nieokreślonych rzeczy oraz porównał jego osobę do ekskrementów czym znieważył pokrzywdzonego oraz poniżył go w opinii publicznej, a także naraził na utratę zaufania potrzebnego do dalszego prowadzenia działalności naukowo-dydaktycznej”.
 
Obaj panowie byli właścicielami spółki - założyciela Pedagogium Wyższej Szkoły Pedagogiki Resocjalizacyjnej. Zasiadali również we władzach tej uczelni. Z powodu konfliktu zakończyli współpracę, a Konopczyński założył nową uczelnię - Pedagogium Wyższą Szkołę Nauk Społecznych.
 
W sprawie o zniesławienie Budner zaprzeczył zarzutom. Sąd pierwszej instancji nie dał wiary jego wyjaśnieniom, jednak Budner odwołał się od wyroku i zgodnie z ustaleniami portalu niezalezna.pl sprawa apelacyjna jest w toku.

Tymczasem pełnomocnik procesowy prof. Marka Konopczyńskiego wskazuje również na inny, dość intrygujący wątek dotyczący Budnera. Okazuje się, że jest on oskarżony przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie o wyrządzenie Pedagogium Wyższej Szkole Pedagogiki Resocjalizacyjnej w Warszawie szkody majątkowej na kwotę ponad 5 mln zł.

- W mojej ocenie umieszczanie przez portal internetowy informacji, która jest niesprawdzona, a która jednoznacznie krzywdzi osobę o której się wypowiadamy, jest działaniem mającym niewiele wspólnego z dziennikarską rzetelnością i wiarygodnością. Poprosiliśmy redakcję o sprostowanie, ukazujące cały kontekst sprawy. Osoba pojawiająca się w tekście została w pierwszej instancji skazana za zniesławienie mojego klienta. Wskazywanie argumentów takiej osoby, jako argumentów przeciwko ewentualnemu kandydowaniu prof. Konopczyńskiego na stanowisko Rzecznika Praw Dziecka jest niewłaściwe i oczekujemy tego, że redakcja „Faktu” stosowne wyjaśnienie zamieści – mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl mec. Michał Klimaszewski.

Jak wynika z naszych ustaleń, Jacek Budner został oskarżony o to, że w okresie od 1 stycznia 2006 roku do 31 stycznia 2009 roku pełniąc funkcję kanclerza Pedagogium Wyższej Szkoły Pedagogiki Resocjalizacyjnej w Warszawie i z racji pełnionej funkcji będąc osobą odpowiedzialną za sprawy majątkowe uczelni, nie dopełnił ciążących na nim obowiązków poprzez nieracjonalne zagospodarowanie mieniem uczelni. Chodzi o wypłaty gotówkowe z konta uczelni w wysokości 5 133 285,60 zł na poczet opłaty faktur za usługi, które były zawyżone i w znaczny sposób odbiegały od cen rynkowych za tego rodzaju usługi, a ich zakres był zdecydowanie za wysoki w stosunku do potrzeb uczelni.
 
Sąd Okręgowy w Warszawie wyrokiem z 9 grudnia 2016 Budnera uniewinnił, jednak apelacje od tego wyroku wnieśli prokurator i pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego Pedagogium Wyższa Szkoła Pedagogiki Resocjalizacyjnej w Warszawie. Sąd Apelacyjny uznał, że apelacje są zasadne.

„Stwierdzone przez Sąd Apelacyjny uchybienia powodują sąd orzekł uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania celem prawidłowego osądzenia sprawy oskarżonego” - czytamy w uzasadnieniu wyroku, do którego dotarł portal niezalezna.pl.

Kuriozalny błąd popełniła redakcja tabloidu, który cytuje Budnera.W rozmowie z portalem niezalezna.pl prof. Konopczyński wskazuje, że redakcji „Faktu” musiało się najwyraźniej mocno spieszyć z publikacją, bo na zdjęciu głównym ilustrującym materiał nie widnieje on, lecz znajduje się tam zupełnie inna, nieznana mu osoba.

fot. print screen fakt.pl

- Mamy tu do czynienia z klasycznym fake newsem. Ze smutkiem muszę stwierdzić pewną zauważalną tendencję charakterystyczną dla niektórych mediów, a wskazującą brak rzetelności dziennikarskiej. Otóż pojawiają się od pewnego czasu teksty prasowe mające jedynie za zadanie dyskredytowanie osób ubiegających się o jakieś stanowiska publiczne, ostatnio szczególnie jeśli są reprezentantami prawej strony sceny politycznej. Wspomniane teksty są zbiorami niesprawdzonych i nie potwierdzonych informacji, często zaczerpniętych z niewiarygodnych źródeł. W tym konkretnym przypadku, dziennikarz wziął starą, mającą prawie 10 lat informację internetową, nie sprawdził jej wiarygodności i nie próbował się  nawet skontaktować się ze mną w celu jej weryfikacji. Zacytowana w piśmie „Fakt” sprawa, dotyczyła zniesławiania mojej osoby w internecie przez dawnego współpracownika i znalazła swój finał w sądzie  zakończony  wyrokiem skazującym osobę mnie znieważającą. Ciekawostką jest to, że obok tekstu prezentującego moją sylwetkę zamieszczono zdjęcie, które nie jest moim zdjęciem, tylko jakiejś nieznanej mi osoby. Gdybym chciał być złośliwy, to mógłbym powiedzieć, że lepszego i bardziej namacalnego potwierdzenia braku wiarygodności opublikowanego materiału i przy okazji rzetelności dziennikarskiej trudno by było znaleźć – mówi portalowi niezalezna.pl prof. Marek Konopczyński.