Zabił się, gdy Sowieci weszli do Polski

Portret wielokrotny, Stanisław Ignacy Witkiewicz

  

18 września 1939 roku Stanisław Ignacy Witkiewicz, który przebywał we wsi Jeziory na Polesiu, na wieść o ataku Związku Radzieckiego popełnił samobójstwo. Dodać należy, że Witkacy był w Moskwie, kiedy wybuchła rewolucja październikowa i dopiero po pół roku udało mu się wyjechać z ogarniętego szaleństwem kraju. O tamtych czasach nigdy nie chciał rozmawiać.

Co ciekawe, tuż przed wybuchem I wojny światowej Witkacy zaciągnął się do Armii Carskiej, uważając, że tylko walka u boku Rosji przyniesie Polsce niepodległość. Służył w elitarnej jednostce piechoty Lejb-Gwardyjskiego Pułku Pawłowskiego. Ślad tej służby zostawił w „Narkotykach”, zrobił sobie także w Polsce słynne zdjęcie w mundurze, które nazwał „Portretem wielokrotnym”.

Do czwartej roty zapasowego batalionu tego pułku, która rewolucję naprawdę zaczęła, miałem zaszczyt być później wybranym przez moich rannych żołnierzy z frontu (byłem tylko w jednej bitwie pod Witonieżem nad Stochodem). Zawdzięczam ten zaszczyt słabym zasługom negatywnym: nie biłem w mordę, nie kląłem „po matuszkie”, karałem słabo i byłem względnie grzeczny – nic ponadto; trzystu ludzi zamkniętych w ogromnej, okrągłej, pułkowej stajni przez kilka dni walczyło przeciw całej carskiej Rosji.

Witkacy „Narkotyki”

Jesienią 1915 roku pułk został skierowany na front, w okolice miasta Wilejka. Uczestniczył w ciężkich walkach, 17 lipca 1916 roku nad Stochodem, w których po drugiej stronie walczyły Legiony Piłsudskiego. Pod wsią Witonież Witkiewicz został ranny, dwa dni leżał na polu bitwy, zanim przewieziono go z innymi rannymi do Petersburga. Na front już nie wrócił.

Po wybuchu II wojny światowej Witkacy udał się do punktu mobilizacyjnego, ale go odrzucono ze względu na wiek i stan zdrowia. 5 września ruszył w stronę wschodniej granicy. Razem z kochanką Czesławą Oknińską opuścił Warszawę i skierował się, razem z innymi uchodźcami, na wschód. 18 września 1939 roku dotarły do nich informacje o ataku Sowietów na Polskę. Witkiewicz podciął sobie żyły i połknął środek nasenny. Siedemnastoletni Włodzimierz Ziemlański odnalazł jego ciało. Pochowano go na miejscowym cmentarzu.

 

 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Wisła Płock znów wygrywa. Tym razem w Kielcach

/ korona-kielce.pl

  

W sobotnim meczu 12. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na własnym boisku z Wisłą Płock 0:1. Zespół z Mazowsza odniósł piąte kolejne zwycięstwo w rozgrywkach.

Początek spotkania to ostrożna gra z obu stron. Na pierwszą groźną akcję kibice zgromadzeni na kieleckim stadionie musieli czekać do ósmej minuty. W pole karne Korony wbiegł Piotr Tomasik, piłka trafiła do Suada Sahiti, ale skrzydłowy gości uderzył bardzo niecelnie. Korona odpowiedziała trzy minuty później. Po znakomitym podaniu Marcina Cebuli sam na sam z bramkarzem ekipy z Płocka znalazł się Matej Pucko, ale Thomas Daehne udaną interwencją zażegnał niebezpieczeństwo.

Zespół trenera Radosława Sobolewskiego pozornie oddał inicjatywę gospodarzom, ale w 19. minucie goście byli bardzo blisko objęcia prowadzenia. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Dominika Furmana, strzał głową Damiana Michalskiego był minimalnie niecelny. Drużyna z Kielc nie wyciągnęła wniosków z tego ostrzeżenia i trzy minuty później straciła bramkę. Po centrze Cezarego Stefańczyka przed bramką Marka Kozioła powstało ogromne zamieszanie. Piłka trafiła do Ricardinho, a Brazylijczyk pewnym uderzeniem wyprowadził płocczan na prowadzenie.

Drużyna Mirosławy Smyły starała się szybko odrobić stratę, ale momentami była zupełnie bezradna wobec dobrze zorganizowanej defensywy Wisły. W 37. minucie kielczanie mogli jednak doprowadzić do wyrównania. Z autu piłkę w pole karne rywali wrzucił Cebula, piłkę trącił Ivan Marquez (zmienił w 25. min kontuzjowanego Piotra Pierzchałę). Bliski oddania strzału był Michał Żyro, ale obrońcy zespołu z Mazowsza wyjaśnili sytuację.

Cztery minuty później okazję na podwyższenie prowadzenia mieli goście. Piłkę w środku pola stracił Jakub Żubrowski. Mateusz Szwoch wypuścił w uliczkę Ricardinho, ale napastnika Wisły uprzedził odważnym wyjściem bramkarz Korony.

Po zmianie stron Wisła widząc słabość rywala dążyła do zdobycia drugiej bramki. W 52. min po kolejnym rzucie rożnym, z dziesięciu metrów uderzył Jakub Rzeźniczak, ale piłka poszybowała nad poprzeczką bramki Korony. Goście imponowali spokojem i bez trudu przedostawali się pod pole karne przeciwnika. Zdesperowany trener zespołu z Kielc wprowadził do gry Urosa Duranovica i Milana Radina, już w 68. min wykorzystując limit zmian.

W 71. min kielczanie domagali się rzutu karnego po zagraniu ręką w polu karnym Wisły Tomasika, ale sędzia Daniel Stefański nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki. W ostatnich 20 minutach spotkania gospodarze zagrali znacznie odważniej i w 81. min mogli doprowadzić do wyrównania. Po podaniu Radina, strzał Duranovica wylądował jednak na poprzeczce bramki gości.

Piłkarze Korony walczyli ambitnie do końca, okazję miał m.in. Pucko, ale wynik spotkania już się nie zmienił.

                     

Korona Kielce - Wisła Płock 0:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Ricardinho (22)

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów 3 621.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl