Co ciekawe, tuż przed wybuchem I wojny światowej Witkacy zaciągnął się do Armii Carskiej, uważając, że tylko walka u boku Rosji przyniesie Polsce niepodległość. Służył w elitarnej jednostce piechoty Lejb-Gwardyjskiego Pułku Pawłowskiego. Ślad tej służby zostawił w „Narkotykach”, zrobił sobie także w Polsce słynne zdjęcie w mundurze, które nazwał „Portretem wielokrotnym”.

Do czwartej roty zapasowego batalionu tego pułku, która rewolucję naprawdę zaczęła, miałem zaszczyt być później wybranym przez moich rannych żołnierzy z frontu (byłem tylko w jednej bitwie pod Witonieżem nad Stochodem). Zawdzięczam ten zaszczyt słabym zasługom negatywnym: nie biłem w mordę, nie kląłem „po matuszkie”, karałem słabo i byłem względnie grzeczny – nic ponadto; trzystu ludzi zamkniętych w ogromnej, okrągłej, pułkowej stajni przez kilka dni walczyło przeciw całej carskiej Rosji.

Witkacy „Narkotyki”

Jesienią 1915 roku pułk został skierowany na front, w okolice miasta Wilejka. Uczestniczył w ciężkich walkach, 17 lipca 1916 roku nad Stochodem, w których po drugiej stronie walczyły Legiony Piłsudskiego. Pod wsią Witonież Witkiewicz został ranny, dwa dni leżał na polu bitwy, zanim przewieziono go z innymi rannymi do Petersburga. Na front już nie wrócił.

Po wybuchu II wojny światowej Witkacy udał się do punktu mobilizacyjnego, ale go odrzucono ze względu na wiek i stan zdrowia. 5 września ruszył w stronę wschodniej granicy. Razem z kochanką Czesławą Oknińską opuścił Warszawę i skierował się, razem z innymi uchodźcami, na wschód. 18 września 1939 roku dotarły do nich informacje o ataku Sowietów na Polskę. Witkiewicz podciął sobie żyły i połknął środek nasenny. Siedemnastoletni Włodzimierz Ziemlański odnalazł jego ciało. Pochowano go na miejscowym cmentarzu.