Oddziały KOP dokonywały na wschodniej granicy cudów waleczności. Jak pisze prof. Tomasz Panfil w tygodniku GP, ciągle te karty naszej historii musimy wydzierać z niepamięci narodu.

O pamięć wciąż dopomina się Jan Bołbott, dowódca linii bunkrów w okolicy Sarn, w miejscowości Tynne. Trzy dni. To pozornie niewiele w porównaniu do Westerplatte, Helu, Warszawy… Trzy dni walki z tymi, którymi oficjalnie nie walczymy, bez nadziei na odsiecz (bo nie przecież nie walczymy), bez planu B, bez szans na przeżycie. Tak wyglądały 3 dni ma linii Dźwiny. Gdzie spoczywają szczątki, walczącego do końca, porucznika Jana Bołbotta? Czy pod wysadzoną kopułą bunkra? Czy został rozerwany wybuchem trotylu lub ropy? Tak bowiem Sowieci obezwładniali polskie bunkry. A może kilka kilometrów dalej, gdzie według zeznań świadków czerwonoarmiści mordowali wziętych do niewoli polskich żołnierzy? Nie znaleźliśmy dotychczas ani jego ani blisko 200 żołnierzy, którzy desperacko bronili umocnień w Sarnach. O ich determinacji i wierności świadczą rozproszone po pobliskim lesie guziki, monety i fragmenty kości.

Ma rację Pan Cogito:

w tych sprawach konieczna jest akuratność

nie wolno się pomylić

nawet o jednego

jesteśmy mimo wszystko

stróżami naszych braci.