Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym, która weszła w życie 3 kwietnia b.r., w dniu następującym po upływie trzech miesięcy od tego terminu w stan spoczynku przeszli z mocy prawa sędziowie SN, którzy ukończyli 65. rok życia. W związku z tym od 4 lipca przestali - według ustawy - pełnić swoje funkcje. Mogli dalej orzekać, jeśli w ciągu miesiąca od wejścia w życie nowej ustawy złożyli stosowne oświadczenie i przedstawili odpowiednie zaświadczenia lekarskie, a prezydent wyraził zgodę na dalsze zajmowanie przez nich stanowiska sędziego SN.

Małgorzata Gersdorf, która ukończyła 65. rok życia, nie złożyła takiego oświadczenia, ale - jak informował zespół prasowy SN - była I prezes nadal zamierza przychodzić do pracy.

Krzysztof Michałowski z zespołu prasowego Sądu Najwyższego podał, że wynagrodzenie Małgorzaty Gesrdorf po 4 lipca nie uległo zmianie i otrzymuje je w takiej wysokości, jaka należy się pierwszemu prezesowi Sądu Najwyższego.

"Nie ma również dyspozycji, aby w najbliższej przyszłości sytuacja ta uległa zmianie" - dodał.

Z informacji przekazanych przez zespół prasowy Sądu Najwyższego wynika, że miesięczne wynagrodzenie, które otrzymuje obecnie Gersdorf wynosi 29 tys. 120 zł brutto.

Michałowski wskazał też, że "prezesi SN, zastępujący pierwszego prezesa SN podczas jego nieobecności, nie otrzymują z tego tytułu żadnych dodatków i otrzymują wynagrodzenie przewidziane dla prezesa Sądu Najwyższego kierującego pracami izby".

Teraz już wiadomo, dlaczego Małgorzata Gersdorf nie chce przyjąć do wiadomości swojego odejścia w stan spoczynku. W wypowiedziach medialnych wielokrotnie podkreślała, że jest dalej pierwszym prezesem Sądu Najwyższego i będzie tak do 2020 roku. Mówiła nawet, że z tej funkcji zwolnić ją może tylko... śmierć.

CZYTAJ WIĘCEJ: Małgorzata Gersdorf upiera się i nie chce odejść! "Chyba że bym umarła"