Nadać sens śmierci Siwca

Na początku chciałem po prostu dowiedzieć się i zrozumieć – tak po ludzku, jak to się stało, że człowiek płonął na oczach 100 tysięcy ludzi, a ten dramatyczny protest pozostał bez jakiegokolwiek echa – mówi Maciej Drygas, reżyser filmu „Usłyszcie mój krzyk”, który będzie wyświetlany podczas X Festiwalu Filmowego NNW. Po filmie zaplanowane zostało spotkanie reżyserem oraz z synem Ryszarda Siwca – Witem.

Kadr z obrazu „Usłyszcie mój krzyk" Macieja Drygasa

8 września, 50 lat temu, Ryszard Siwiec dokonał aktu samospalenia podczas uroczystości centralnych dożynek na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. Zaprotestował w ten dramatyczny sposób przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Jednak gdyby nie Pana film, jego historia prawdopodobnie pozostałaby nadal w mrokach zapomnienia. Czy pamięta Pan okoliczności, w jakich natrafił Pan na ślad Ryszarda Siwca?

Maciej Drygas: To był kompletny przypadek. W 1989 roku, po wyborach do sejmu kontraktowego, kiedy zbliżała się kolejna rocznica wkroczenia naszych wojsk do Czechosłowacji w 1968 roku, parlamentarzyści zastanawiali się, w jaki sposób przeprosić Czechów. Przeczytałem wywiad z Adamem Macedońskim, znanym artystą plastykiem, bardem i działaczem niepodległościowym na temat założonej przez niego wspólnoty imienia Ryszarda Siwca i Jana Palacha. Był to ruch mający na celu szukanie płaszczyzny, która mogłaby łączyć Polaków i Czechów. To właśnie z tego wywiadu po raz pierwszy dowiedziałem się o samospaleniu Siwca. Było to dla mnie zaskakujące, jednak w 1968 roku miałem 12 lat, mieszkałem w Łodzi i miałem prawo o niczym nie wiedzieć. Bardziej zadziwiła mnie niewiedza starszych kolegów. Postanowiłem rozpocząć prywatne śledztwo. Nie marzyłem jeszcze, że uda mi się zrealizować film dokumentalny. Chciałem po prostu zrozumieć – tak po ludzku, jak to się stało, że człowiek płonął na oczach 100 tysięcy ludzi, a ten dramatyczny protest pozostał bez jakiegokolwiek echa.

Zaczął Pan szukać Jego śladów?

Rozpocząłem dokumentację od archiwów prasowych, fotograficznych i filmowych. Udałem się również do Krakowa na spotkanie z Adamem Macedońskim, od którego otrzymałem adres do rodziny Siwców w Przemyślu. Zastałem tam żonę – Marię Siwiec i najstarszą córkę Elżbietę. Reszta – trzech synów i córka wyemigrowali do Kanady i USA. Poznałem ich dopiero pod koniec zdjęć. Pani Maria widać mi zaufała, bo jeszcze podczas pierwszej wizyty otrzymałem do przegrania taśmę magnetofonową, którą Ryszard Siwiec nagrał przed wyjazdem na stadion. To było ponad czterdziestominutowe, wstrząsające posłanie do naszych narodów zniewolonych. Wynika z niego, że Ryszard Siwiec był kompletnie świadomym obywatelem, o ogromnej wiedzy społeczno-politycznej.

Nie wierzył w socjalizm z „ludzką twarzą”…

Ryszard Siwiec  w PRL świadomie  udał się na emigrację wewnętrzną, był obywatelem „drugiej kategorii”. Kiedy proponowano mu objęcie stanowiska nauczyciela historii – odmówił. Odpowiedział, że nie będzie uczył nieprawdziwej historii. W konsekwencji , mając ukończone studia na wydziale filozofii Uniwersytetu Lwowskiego , pracował jako księgowy w zakładach winiarskich w Przemyślu. Bardzo pilnie studiował literaturę historyczną, prowadził permanentny nasłuch Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki. Miał więc Siwiec głęboką wiedzę i brak wiary, że ten ustrój można jakoś zreformować. Nie wierzył w „socjalizm z ludzką twarzą”, co najwyraźniej można odczytać z jego wstrząsającego nagrania.

Podczas rozmowy trudno nie odnieść wrażenia, że Ryszard Siwiec jest dla Pana kimś więcej niż bohaterem Pana filmu.

Szybko zrozumiałem, że Ryszard Siwiec jest dla mnie bardzo ważnym człowiekiem. I to z wielu powodów. Tak się w moim życiu poukładało, że nigdy wcześniej, aż do czasu realizacji filmu „Usłyszcie mój krzyk”, nie zajmowałem się filmami dokumentalnymi. Byłem w tym kompletnym debiutantem. Zarówno to, jak i poczucie, że w końcu, po ponad dwóch dekadach, pojawia się szansa, aby tym filmem nadać sens śmierci Siwca, sprawiło, że nie była to dla mnie tylko przygoda reżyserska, ale też bardzo ważna misja – czas ogromnego zaangażowania i napięcia.

Poczucie misji udzieliło się też ekipie filmowej? 

Wszyscy mieli świadomość, że robimy coś bardzo ważnego. Siwiec był dla nas bohaterem uniwersalnym. Podziwialiśmy jego kodeks moralny, pryncypialną postawę i heroizm czynu. Dramatyzmu jego postaci dodawał fakt, że w przeciwieństwie do plotek rozsiewanych przez bezpiekę, nie był alkoholikiem i szaleńcem. To inwazja wojsk Układu Warszawskiego przelała w Siwcu czarę goryczy, a akt samospalenia był przemyślaną koncepcją protestu. Pamiętajmy, że Ryszard Siwiec zostawił kochającą rodzinę, miał piątkę dzieci. Był też człowiekiem głęboko wierzącym, co dodawało kolejny dramatyczny kontekst jego czynowi. Dlatego też jako ostatni punkt w swoim planie zapisał spowiedź.

„1) wstęp na stadion nareszcie załatwiony,
2) komu protesty?,
3) jakie hasła?,
4) ubranie,
5) benzyna i zapałki,
6) miejsce na stadionie,
7) czas akcji,
8) spowiedź po raz drugi i ostatni”

(Fragment notatek Ryszarda Siwca)

W realizację tego filmu włożyłem ogromnie dużo energii i wszystko to, co najlepsze potrafiłem z siebie wydobyć, ale też bardzo dużo od Ryszarda Siwca dostałem. Całe moje dalsze życie było i jest pewnego rodzaju symbiozą pomiędzy mną, a nim. Od samego początku miałem poczucie, że muszę się o niego upominać i tak jest do teraz. Można powiedzieć, że do dzisiejszego dnia czuję się całkowicie odpowiedzialny za jego historię i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej.

Więcej na temat filmu „Usłyszcie mój krzyk” w wywiadzie z Maciejem Drygasem w katalogu X Festiwalu Filmowego Niepokorni Niezłomni Wyklęci.

 

 


Źródło: festiwalnnw.pl, Stowarzyszenie Scena Kultury

#Siwiec #Usłyszcie mój krzyk #Festiwal Filmowy NNW #Maciej Drygas

Lidia Skrzyniecka
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo