Gorąco w Strasburgu. „Rządu Węgier nie wybrała ani Śnieżka ani krasnoludki”

/ Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

Dzisiejsze Węgry nie zostałby przyjęte do UE - przekonywali dziś europosłowie Zielonych i liberałów podczas debaty w PE. - To kolejny przypadek ataku na demokratyczne władze - broniło Viktora Orbana PiS. Chadecy nie zajęli wyraźnego stanowiska.

Szef frakcji Europejskiej Partii Ludowej (EPL), do której należy Fidesz, Manfred Weber wypowiadał się w debacie poprzedzającej głosowanie nad rezolucją uruchamiającą art. 7 wobec Węgier w bardzo dyplomatyczny sposób.

Jak mówił, jego grupa zawsze wspierała w PE dyskusje na temat sytuacji na Węgrzech, wspierała również działania podejmowane przez wiceszefa KE Fransa Timmermansa. Zaznaczył jednak, że „Fidesz był zawsze gotowy do współpracy”. Zwracał uwagę, że kiedy na Węgrzech chciano zmienić konstytucję, wzięto pod uwagę zalecenia ówczesnej unijnej komisarz Viviane Reding.

Z jego słów wynika, że EPL nie zdecydowała jeszcze, jak zagłosuje w środę. Jednak decyzja w tej sprawie ma zapaść jeszcze dziś. 

To rząd węgierski powinien rozwiązać spory ustawodawcze, a wówczas ta procedura nie będzie konieczna. Mówmy o dialogu, dialog powinien rozpocząć się w Radzie UE

– powiedział Weber i wezwał, by temat Węgier został omówiony na posiedzeniu Rady UE.

Tuż po nim głos zabrał lider socjalistów Udo Bullmann. Powiedział, że jest zirytowany, gdy słucha Orbana, ponieważ węgierski premier nie rozumie, co jest tematem dyskusji. 

Ta dyskusja nie może toczyć się dalej w takim formacie, nie chcę, abyśmy obserwowali biernie upadek europejskich wartości

– zaznaczył.

Bullmann oświadczył, że na Węgrzech funkcjonuje najbardziej skorumpowany system w UE. Tłumaczył, że według danych OLAF (Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych) w przypadku 30 proc. przetargów na Węgrzech zgłaszany jest tylko jeden oferent, a korzyści – jak mówił – czerpie z tego rodzina Orbana.

Zaapelował do EPL, aby europosłowie tego ugrupowania zagłosowali „na rzecz Europy, a nie na rzecz skorumpowanego rządu Orbana”. Podobne apele wygłaszali również przedstawiciele innym frakcji, Zielonych, liberałów czy skrajnej lewicy z GUE (Zjednoczona Lewica Europejska). W obronę premiera Węgier wzięli eurosceptycy i konserwatyści.

Wypowiadający się w imieniu EKR europoseł PiS Ryszard Legutko przypominał, że rząd Fideszu otrzymywał w ciągu ostatnich lat kilkakrotnie wsparcie wyborców. 

Ktoś ten rząd wybrał i tego nie zrobiła wcale królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków. Jeśli państwu się to nie podoba, to proszę zrezygnować z takiego wydarzenia jak wybory. Proszę mianować kogoś z wewnątrz, żeby był namiestnikiem. Myślę, że pan Timmermans byłby chętny

- ironizował Legutko.

Jego zdaniem rezolucja w sprawie Węgier nie opiera się na faktach i całkowicie pomija argumenty węgierskiego rządu.

Dobra strona całej sprawy jest taka, że cały ten spektakl jest całkowicie kontrproduktywny. W moim kraju po każdym takim przedstawieniu, takim najeździe na Polskę, wsparcie dla rządu w sposób gwałtowny za każdym razem rosło

- podkreślił eurodeputowany PiS.

Ostrą krytykę posunięć władz Budapesztu przypuścili liberałowie. Ich lider w PE Guy Verhofstadt powiedział, że nie posunie się do tego, żeby nazwać Orbana neofaszystą, zaznaczył jednak, że niewygodna prawda jest taka, iż dzisiejsze Węgry nie weszłyby do UE. 

W tych okolicznościach trudno byłoby dopuścić do przystąpienia obecnych Węgier do UE. Tak wygląda rzeczywistość

- oświadczył polityk.

Odrzucał przy tym argumenty premiera Węgier o atakowaniu narodu węgierskiego, wskazując, że jest on jedynie przywódcą politycznym, szefem rządu, a naród to coś więcej niż tylko on.

Nie chodzi o społeczeństwo Węgier. Chodzi o działania rządu Węgier

- wtórował mu szef frakcji Zielonych Philippe Lamberts. 

Fakt, że ma pan większość, w demokracji nie oznacza, że może pan robić wszystko, będąc u władzy

- zwracał się do Orbana polityk Zielonych. Również on wyraził pogląd, że obecne Węgry nie zostałyby przyjęte do UE.

Szef eurosceptycznej grupy Europa Wolności i Demokracji Nigel Farage ocenił, że cała sytuacja to „proces pokazowy” wobec Węgier. 

Bogu dzięki, że jest lider europejski, który jest gotowy bronić swoich zasad, swojego narodu, swojej kultury i swoich ludzi

- mówił o węgierskim przywódcy Brytyjczyk.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Brytyjska gazeta: pani premier, odejdź

Theresa May / / By Jim Mattis - 170511-D-GY869-0152, Közkincs, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=58793190

  

Dziennik "Times" wezwał brytyjską premier Theresę May do ustąpienia ze stanowiska w razie niepowodzenia w głosowaniu nad umową wyjścia z UE. Gazeta zaapelowała o powołanie technicznego szefa rządu, "który wyprowadzi kraj na bezpieczniejsze wody".

Na koniec tego przełomowego tygodnia, nie da się uciec od jednego wniosku: Theresa May nie tylko nie ma rozwiązania dla kryzysu politycznego, który trawi Wielką Brytanię, ale nawet stała się przeszkodą w znalezieniu jakiegoś wyjścia 

- oceniono w komentarzu redakcyjnym.

Jak wskazano, premier "straciła kontrolę nad swoim rządem, który od tygodni pogrążony jest w otwartej wojnie, a także nad parlamentem, który dwukrotnie zagłosował przeciwko jej projektowi porozumienia w sprawie brexitu".

Jej polityczne braki, które uwidoczniły się podczas katastrofalnej kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2017 roku, postawiły kraj na krawędzi przepaści: jej upartość, jej brak słuchu, wyobraźni i empatii oraz niezdolność do oczarowania, przymilania się czy przekonania do swoich racji 

- dodano.

"Times" zaznaczył, że problemy May są w szczególności "pogłębione przez katastrofalną utratę zaufania", wskazując na środowe ostre przemówienie premier wobec parlamentarzystów. Kosztowało ono ją poparcie nie tylko niektórych wahających się posłów, ale nawet własnego rzecznika dyscypliny partyjnej, który ocenił, że "jej komentarze zniweczyły jego wysiłki, aby przekonać deputowanych Partii Pracy do poparcia porozumienia".

Dziennik podkreślił także, że jedynie dzięki decyzji unijnych liderów o przedłużeniu o dwa tygodnie procesu wyjścia z UE "uda się uniknąć konsekwencji lekkomyślności" premier. "Kluczowe, aby parlament wykorzystał ten dodatkowy czas na wyciągnięcie kraju z kryzysu" - napisano.

Wciąż najlepszym sposobem, aby to zrobić byłoby przegłosowanie przez parlament porozumienia wynegocjowanego przez May, ale za sprawą porażki jej przywództwa to wydaje się być ekstremalnie mało prawdopodobne. (...) O ile rząd nie przyjmie jakiejś nowej strategii, posłowie mają duże szanse na to, że uda im się w tym tygodniu przejąć kontrolę nad parlamentarnym porządkiem obrad 

- oceniono.

Gazeta skonkludowała, że "May nie może być jednak tą osobą, która stanie na czele takiej nowej strategii".

"Parlament musi znaleźć drogę naprzód, która może liczyć na ponadpartyjne poparcie (...). Celem powinno być zrealizowanie brexitu bez konieczności dłuższego przeciągania procesu" - argumentowała redakcja "Timesa", zaznaczając, że "tak długo jak ona (May) zostaje na stanowisku to ryzyko bezumownego wyjścia pozostaje wysokie".

Aby znaleźć wyjście z tej sytuacji, May powinna ustąpić. Nie ma teraz czasu na wybory lidera (Partii Konserwatywnej) lub wybory parlamentarne. To, czego potrzebujemy, to techniczny premier, idealnie z ponadpartyjnym poparciem, który może poprowadzić kraj w tych kluczowych tygodniach na bezpieczniejsze wody 

- skończono.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl