W środę w Parlamencie Europejskim w Strasburgu odbędzie się głosowanie, w którym PE ma zdecydować czy wezwać państwa członkowskie do wszczęcia przeciw Węgrom procedury określonej w art. 7 traktatu unijnego w celu przeciwdziałania - jak informuje PE - zagrożeniu dla wartości leżących u podstaw UE, do których należy poszanowanie demokracji, praworządności i praw człowieka. Dzień wcześniej premier Węgier Viktor Orban wystąpi podczas debaty poselskiej na temat rządów prawa na Węgrzech.

Rzecznik rządu węgierskiego Zoltan Kovacs podczas konferencji prasowej zwołanej dziś w Brukseli mówił, że rząd jest gotowy, by "zaprezentować w PE swoją perspektywę i prawdę". Rezolucję i głosowanie nazwał "polowaniem na czarownice przeciwko Węgrom". Jak dodał, takie inicjatywy są niebezpieczne, bo dzielą Europę. Podkreślał, że większość zarzutów zawartych w raporcie to już zamknięte sprawy. Powiedział również, że projekt rezolucji jest "obrazą dla narodu węgierskiego".

Rzecznik przekonywał na konferencji, że za raportem stoją polityczne motywacje.

- Można na ten temat spekulować. Utrzymujemy, że prawdziwym motywem, który stoi za tym, jest nasze stanowisko wobec nielegalnej migracji

- zaznaczył. Jak wskazał, "proimigranckie grupy polityczne" chcą postawić Węgry przed sądem. Wśród polityków, którzy chcą podzielić Europę, wymienił prezydenta Francji Emmanuela Macrona.

Zdaniem Kovacsa stanowisko w sprawie migracji Węgier, jak również innych krajów regionu, należy traktować równorzędnie z odmiennym stanowiskiem krajów Zachodu na ten temat. Jak powiedział rząd węgierski ma silny mandat, bo większość Węgrów zgadza się z jego polityką. Powiedział też, że premier Orban wygłosi w PE "mocne przemówienie".

Temat rezolucji skomentował również szef węgierskiej dyplomacji, Peter Szijjarto. Jego zdaniem, jest ona "niegodziwym atakiem na Węgry" i "próbą zemsty na tym kraju za to, że Węgry bronią swoich granic i nie są skłonne przyjmować imigrantów". Jak dodał minister, w Parlamencie Europejskim większość stanowią zwolennicy nielegalnej imigracji.

Szijjarto oświadczył, że także wewnątrz PE trwa wielki spór o to, jak należy oceniać migrację i Węgry uczestniczą w niej „wielkim nakładem energii”.

Także rzecznik rządzącej na Węgrzech konserwatywnej partii Fidesz Balazs Hidveghi oświadczył dziś w telewizji M1, że projekt rezolucji jest pełen nieprawdziwych twierdzeń i kłamstw. 

- To polityczna zemsta, próba napiętnowania Węgrów i Węgier

 – oświadczył Hidveghi.


Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych PE (LIBE) opowiedziała się w czerwcu za uruchomieniem art. 7 unijnego traktatu wobec Węgier. W przegłosowanym przez nią dokumencie podkreślono, że na Węgrzech istnieje poważne ryzyko naruszenia praworządności.

Powodem zgłoszenia rezolucji były zarzuty o podważaniu przez rząd Orbana niezależności sądownictwa, wolności prasy i podstawowych praw obywateli, ale lista zarzutów w ostatnich miesiącach się wydłużyła. W czerwcu parlament Węgier przyjął poprawkę do konstytucji przewidującą, że w kraju nie wolno osiedlać obcej ludności, o ile osoby te nie mają prawa pobytu i swobodnego przemieszczania się. Przegłosowano też pakiet ustaw antyimigranckich, nazwany przez rząd "Stop Soros", w nawiązaniu do amerykańskiego finansisty, któremu władze Węgier zarzucają działania na rzecz sprowadzenia do Europy milionów imigrantów.

Art. 7 Traktatu o UE stanowi, że na uzasadniony wniosek jednej trzeciej państw członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej Rada UE może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez kraj członkowski wartości unijnych. Decyzja w tej sprawie, podejmowana przez kraje większością czterech piątych, nie wiąże się jeszcze z sankcjami, ale jest krokiem na drodze do nich. Ewentualne podjęcie decyzji o sankcjach wymaga jednomyślności państw UE.