Stadion specjalnej troski

Stadion Narodowy nie jest zwykłym obiektem budowlanym ani normalną firmą czy instytucją.

Stadion Narodowy nie jest zwykłym obiektem budowlanym ani normalną firmą czy instytucją. To strzelisty akt polityki sportowej, biało-czerwony pępek Europy, pomnik wzniesiony na gruzach PRL i IV RP, perła w koronie dokonań Platformy, oczko w głowie premiera piłkarza.

Stan wyjątkowy

Za rządów Donalda Tuska przygotowania do Euro 2012 są traktowane wyjątkowo. Nie szczędzono na nie grosza ani sił. Rzucono na front prac najlepszych spośród zaufanych. Dzieło powierzono pieczy samego Mira Drzewieckiego, skarbnika Platformy. Ten wybrał supermenedżerów i uwolnił ich pensje z okowów ustawy kominowej. Dbał też, jak mógł, o swoich wybrańców. Ich nagrody były stale przedmiotem gorszących sporów, bo zawistnicy z opozycji wytykali ministrowi rozrzutność. Ojczyzna zresztą też nie doceniła zasług Mira. Kiedy wybuchła afera hazardowa, musiał opuścić rząd i udać się do Ameryki. Wspominał jednak nasz „dziki kraj”, a myśli jego krążyły nad Narodowym, gdzie tyrali jego chłopcy. Nie mieli oni co prawda pojęcia o budownictwie, ale za to znali się na PR-ze. Potrafili przekonywać, że nieskończone jest skończone, koszt jest zyskiem, a nagroda karą.

Parada Oszustów (PO)

Chłopcy Mira dobrze radzili sobie w trudnej sztuce stwarzania pozorów. Kiedy mieli już wiele miesięcy opóźnienia w budowie, wciąż zapewniali, że stadion będzie gotowy na czas. Byli tak dobrzy w swoim fachu, że wierzył im nawet sam premier piłkarz, a tego – jak wiadomo – wykiwać niełatwo. Rok temu na uroczystym zawieszeniu wiechy na stadionie premier nie miał wątpliwości, że zostanie on ukończony w terminie. „Chciałbym bardzo podziękować wszystkim tym, którzy są zaangażowani w ten projekt. Stadion ten będzie pomnikiem waszej chwały” – zapewniał.

Prości budowlańcy pukali się jednak w czoło i mówili, że tylko cud mógłby sprawić, by stadion był na czas. Jeszcze wiosną władze i superfachowcy zapewniali, że latem odbędą się na stadionie mecze i masowe widowiska. Na otwarcie miały być gwiazdy i orgia świateł. Przygotowywano imponujące imprezy, na których miały być pełne trybuny. Na początku maja Rafał Kapler zapewniał, że żadna impreza nie jest zagrożona. Gdy zaraz potem wyszło na jaw, że budowa ma skandaliczne opóźnienie, gospodarską wizytę na stadionie złożył sam premier. Oczekiwano wtedy, że pozbędzie się krętaczy i nieudaczników, ale on okazał się miłosierny. Ograniczył się do wyznaczenia nowego nieprzekraczalnego terminu oddania obiektu – 30 listopada. Został on dotrzymany tak jak poprzednie. Dzięki temu pierwszą imprezą sportową na Narodowym zamiast meczu o Superpuchar był pasjonujący bieg z minister Muchą w roli głównej.

Całość artykułu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

 

 


Źródło:

Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo