Do sądu trafił dzisiaj akt oskarżenia wobec sędziego Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu Roberta W. Chodzi o zarzuty dwu kradzieży sprzętu elektronicznego. Jak poinformowała Prokuratura Krajowa  oskarżeniem objęta została także żona sędziego Ewa W., której prokuratura zarzuciła dokonanie jednej kradzieży. Akt oskarżenia przygotowany przez Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej trafił do Sądu Rejonowego w Wałbrzychu.

Według prokuratury, materiał dowodowy wskazuje, że 4 lutego 2017 r. w markecie w Wałbrzychu sędzia W. - wspólnie z żoną Ewą - dokonał kradzieży dwóch głośników, dwóch pendrivów oraz kabla o łącznej wartości ponad 2,1 tys. zł. Prokuratura podawała też, że dwa dni później - 6 lutego 2017 r. - w markecie we Wrocławiu sędzia W. dokonał kradzieży dwóch głośników, 13 pendrivów, dwóch kart Micro SD i słuchawek o łącznej wartości ponad 2,4 tys. zł.

Między innymi do tej kwestii odniósł się na antenie programu "Minęła 20", Michała Rachonia - redaktor naczelny "Gazety Polskiej" i "Gazety Polskiej Codziennie" - Tomasz Sakiewicz.

Problem polega na tym, że te czarne owce do tej pory były bezkarne. Dopóki nie zaczęła się dyskusja o wymiarze sprawiedliwości, to naprawdę bardzo rzadko zdarzyło się, żeby za o wiele większe przestępstwa ukarać sędziego. Oni kryli swoich, szczególnie kiedy popełniali przestępstwa typowo przeciwko wymiarowi sprawiedliwości: kiedy fałszowano dowody, kiedy były powiązania pomiędzy adwokatami a sędziami, kiedy brali łapówki. Tego typu rzeczy, które były wyłapywane nawet przez służby. Pozostawali bezkarni, wszyscy drwili z wymiaru sprawiedliwości i rzeczywiście zaczęto działać w momencie, gdy wybuchł wielki pożar i całej kaście grozi to, że jednak nie będzie nietykalna

- ocenił Sakiewicz.

Dzisiaj, kiedy w Parlamencie Europejskim Ci, którzy bronią dotychczasowych polskich sądów twierdzą, że jest jakaś nagonka na sądy... Ta nagonka polega na tym, że sędzia, który ukradł, będzie ukarany, że złodziej zostanie ukarany. To jest ta zmiana, która została wprowadzona w wymiar sprawiedliwości. Może nie weszła jeszcze mocno w życie instytucjonalnie, ale psychologicznie i zaczęli poświęcać najgłupszych ze swoich. Bo kradzież pendriva nie tylko świadczy o tym, że ten człowiek był zły, ale i głupi

- dodał.