Migranci zostali pod koniec sierpnia uratowani przez służby morskie niedaleko Lampedusy, a następnie na pokładzie statku włoskiej straży przybrzeżnej Diciotti przewiezieni do portu w Katanii na Sycylii.

Tam doszło do kilkudniowego kryzysu wokół tej jednostki, gdy MSW w Rzymie nie pozwoliło migrantom zejść na ląd, a rząd zaapelował do krajów UE o ich przyjęcie w ramach europejskiej solidarności. Po dłuższym impasie gotowość udzielenia gościny uciekinierom z Afryki, w większości Erytrejczykom, wyraziły władze Irlandii i Albanii, choć ten drugi kraj nie należy do Unii.

Około 100 migrantów postanowił przyjąć włoski Episkopat. Zostali oni umieszczeni w kościelnym ośrodku w miejscowości Rocca di Papa pod Rzymem, skąd mają trafić do poszczególnych włoskich diecezji.

W dniach kryzysu wokół statku Diciotti prokuratura na Sycylii wszczęła śledztwo wobec ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego i szefa jego gabinetu, rozważając możliwość postawienia im zarzutu przetrzymywania osób, co odnosiło się do wydania zakazu zejścia migrantów na ląd w Katanii.

Z informacji podanych w środę przez MSW wynika, że co najmniej 40 migrantów przewiezionych do podrzymskiego miasteczka oddaliło się stamtąd. Niektórzy z tej grupy opuścili ośrodek już w pierwszym dniu pobytu, czyli 31 sierpnia. Następni oddalili się w kolejnych dniach.

Cała grupa ograniczyła się, jak wyjaśnił resort, do "wyrażenia zainteresowania złożeniem formalnego wniosku o azyl". Wszyscy zostali zidentyfikowani i sfotografowani, a ich dane umieszczono w europejskim systemie cyfrowej rejestracji. Miejsce pobytu tych osób nie jest znane - przyznało MSW. Resort poinformował, że co najmniej sześć z tych osób pochodzi z wyspiarskiego państwa Komory.

Sytuację tę skomentował minister Salvini, który oświadczył: "Imigranci ci tak bardzo "potrzebowali" ochrony, wiktu i dachu nad głową, że postanowili zniknąć. (...) Ale jak to, czy ja ich nie przetrzymywałem? 

- zapytał Salvini nawiązując do śledztwa, którym został objęty.

To kolejne potwierdzenie, że nie wszyscy, którzy przypływają do Włoch, to "szkieleciki uciekające przed wojną i głodem". Będę jeszcze bardziej działał na rzecz zmiany błędnych przepisów i wyzerowania liczby przybyszów

- powiedział.

Dyrektor włoskiej Caritas ksiądz Francesco Soddu powiedział zaś agencji Ansa w nawiązaniu do zniknięcia 40 migrantów, że było to "dobrowolne oddalenie się, a nie ucieczka".

Ucieka się z miejsca przetrzymywania, a tak nie było w tym przypadku. Nikt nie chce pozostać we Włoszech, to wiadomo

- przyznał duchowny.