Obietnice, będące elementem kampanii poprzedzającej jesienne wybory samorządowe, Płażyński złożył na konferencji prasowej zorganizowanej w historycznym centrum Gdańska. Poza jawnością i skrupulatnym egzekwowaniem zapisów umów (chodzi zapisy, w których deweloperzy zobowiązują się do wykonania np. oświetlenia, chodników czy innych konkretnych zadań służących mieszkańcom osiedli), kandydat zapowiedział zablokowanie budowy nowych osiedli w otulinie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego.

Za mojej prezydentury ani jedno drzewo nie zostanie sprzedane deweloperom w otulinie Parku Krajobrazowego w Gdańsku – zadeklarował.

Obiecał też, że – w razie wygranej w wyborach, ani on ani inni urzędnicy mający wpływ na decyzje związane z inwestycjami deweloperów, nie będą mogli posiadać udziałów w firmach działających w tej branży. Płażyński nawiązał w ten sposób do tego, iż obecny prezydent miasta Paweł Adamowicz posiadał przez jakiś czas pakiet akcji dewelopera inwestującego m.in. w Gdańsku.

To jest sytuacja skandaliczna, bo prezydent to jest organ, który w dużej mierze decyduje o tym, w jakiej kondycji w finansowej ostatecznie ten deweloper się znajdzie, bo to on (prezydent) decyduje o kształcie inwestycyjnym miasta Gdańska, o polityce planistycznej” – powiedział Płażyński.

Dodał, że z uzyskanych przez niego informacji wynika, że „od 2017 roku deweloper, którego akcje posiadał Adamowicz, siedmiokrotnie występował do samorządu z wnioskami dotyczącymi zmian w planach zagospodarowania przestrzennego".

Płażyński nawiązał też do niedawnej publikacji „Gazety Wyborczej”, która ujawniła, że wiceprezydent Gdańska Wiesław Bielawski jest gotów, bez przetargu, "zamienić dwie kamieniczki w centrum Gdańska na dwa mieszkania i dopłatę, łącznie za 607 tys. zł”.

To jest skandalicznie niska kwota, to jest działanie na szkodę miasta i na szkodę gdańszczan – powiedział.

Często zdarza się niestety tak, że kupuje się takie budynki, które miasto mówi, że już się do niczego nie nadają, często zabytkowe, a później te budynki płoną, później doprowadzone są do takiej dewastacji, że już zostaje tylko taka działeczka, ale bardzo cenna działeczka, która bez tych budynków okazuje się warta wielokrotnie więcej – dodał.

Zarzucił obecnym władzom miasta, że dokonują z deweloperami ustaleń dotyczących inwestycji, „na gębę”, z pominięciem pisemnych umów.

Właśnie w ten sposób w Gdańsku się załatwia interesy z deweloperami, robi się to - przepraszam państwa - na gębę, a nie w sposób rzetelny, nie w sposób transparentny, taki żebyśmy my wszyscy mieli pewność, że wszystko się dzieje w porządku – mówił.

Dodał, że wprowadzi też "egzekwowanie tego, do czego deweloperzy w umowach się zobowiązują”.