Deklaracja Sancheza jest odpowiedzią na pojawiające się od kilku dni w hiszpańskich mediach informacje, że kataloński rząd Quima Torry, tzw. Generalitat, planuje rozpisanie kolejnego referendum niepodległościowego w regionie.

Przebywający z oficjalną wizytą w Kolumbii Sanchez ostrzegł Torrę przed dążeniem do secesji regionu i zagroził uruchomieniem art. 155 hiszpańskiej konstytucji, uprawniającego Madryt do zawieszenia autonomii Katalonii.

- Pan Torra wie doskonale, jak można powstrzymać dążenia do podejmowanych jednostronnie decyzji - oświadczył.

Według barcelońskiego dziennika "La Vanguardia" 4 września Torra podczas konferencji prasowej ma postawić rządowi Sancheza ultimatum, wzywając go do wydania zgody na organizację kolejnego referendum w Katalonii. Jeśli władze w Madrycie nie zaakceptują tej propozycji, regionalny rząd ma ogłosić niepodległość Republiki Katalonii.

Gazeta ujawniła też, że we wrześniu rząd w Barcelonie będzie wspierał liczne manifestacje służące upamiętnieniu pierwszego referendum niepodległościowego, zorganizowanego 1 października 2017 roku. Plebiscyt zorganizowany przez gabinet ówczesnego katalońskiego premiera Carlesa Puigdemonta nie został uznany przez Madryt.

Torra, nowy szef Generalitatu, często powtarza, że głównym celem jego gabinetu jest osiągnięcie pełnej niepodległości Katalonii. W odpowiedzi na groźbę Sancheza o użyciu art. 155 konstytucji napisał na Twitterze, że jego rząd "musi być posłuszny (woli) ludności Katalonii".

W piątek lider największego ugrupowania parlamentarnego, konserwatywnej Partii Ludowej (PP), Pablo Casado zaapelował do Sancheza, który stoi na czele rządu mniejszościowego, aby przed próbą ponownego zastosowania art. 155 osobiście omówił z nim tę kwestię.