Wniosek o tymczasowe aresztowanie M. został skierowany do sądu w czwartek przez prowadzącą śledztwa ws. warszawskich reprywatyzacji Prokuraturę Regionalną we Wrocławiu.

W środę podczas przesłuchania M. złożył wyjaśnienia, ale nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Łącznie prokuratura postawiła mu trzy zarzuty.

O zastosowaniu aresztu po czwartkowym posiedzeniu sądu poinformował dziennikarzy prokurator Marek Kaczmarzyk z Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu.

Sąd w pełni uwzględnił wniosek prokuratury i zastosował trzymiesięczny areszt

- powiedział dziennikarzom prok. Kaczmarzyk.

O Marka M. byli pytani na antenie Telewizji Republika w programie „Wolne Głosy” poseł PiS Paweł Lisiecki oraz Ewa Andruszkiewicz z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów im. Jolanty Brzeskiej.

Polityk PiS ocenił, że im więcej wie na temat reprywatyzacji, w istocie wie coraz mniej.

Było to środowisko hermetyczne, rzadko kiedy dopuszczali osoby z zewnątrz. Sam Marek M. również miał pomocników, którzy wykonywali za niego "czarną robotę". Był on pośrednikiem między szeregowymi w całej siatce, a mocodawcami. Tworzy się pewien łańcuszek powiązań i interesów

– mówił członek komisji weryfikacyjnej.

Według Ewy Andruszkiewicz Marek M. nie mógł sam wykonywać tych wszystkich operacji.

Myślę, że to nie jest umysł, który byłby zdolny do tego. Jednemu człowiekowi byłoby trudno nad tym wszystkim zapanować. Myślę, że on był słupem

– stwierdziła.

Po części muszę się zgodzić. Pan Marek M. nie stał na szczycie całego procederu. Miał dostęp do rozdających karty, ale nie on o wszystkim decydował. Nie wykluczam jednak, że ma ogromną wiedzę nt. osób, które  były zaangażowane w cały proceder

– wyjaśnił Lisiecki.


Cytaty za telewizjarepublika.pl