"Ostatnie konklawe" to szalona powieść, w której przedziwny, sklecony nieco przypadkowo zespół bohaterów znad Wisły musi stawić czoła... samemu szatanowi, który nagle staje przed szansą przejęcia Stolicy Piotrowej. To możliwe jest naprawdę tylko u Wolskiego. W książce mamy zatem opis kuluarowych starań diabelskich, który niezwykle starannie i precyzyjnie przygotowuje swoją czarcią misję w Watykanie, mamy obraz Kościoła (zarówno tego w Polsce, jaki w wymiarze globalnym), mamy wreszcie próbę zablokowania nieuchronnego scenariusza w wykonaniu polskiej drużyny ekscentrycznych postaci. James Bond i jego wyzwania to przy bohaterach Wolskiego naprawdę gracz drugoligowy. 

Wolski przyzwyczaił nas do tego, że w swoich książkach szuka możliwości scenariuszy alternatywnych (zarówno w historii Polski, jak i całego świata), a political fiction w jego opowieściach bardzo mocno zwraca uwagę na rolę Opatrzności i czynników nadprzyrodzonych. Także w przypadku "Ostatniego konklawe" mamy do czynienia z tego rodzaju ingerencją - i choć momentami jest ona wyraźnie naciągana, a czasami fabularnie niedopracowana, to jednak nową książkę Wolskiego czyta się tak jak niemal wszystkie poprzednie - szybko, pożerając kolejne rozdziały, dając się porwać literackiemu rollercoasterowi. Rzecz jasna nie jest to wielka literatura, ale i autor nie wydaje się mieć takich ambicji - to prosta, zajmująca i przejmująca rozrywka podana Czytelnikowi w naprawdę smacznym opakowaniu. Tylko tyle, ale i aż tyle - na książkowym rynku Marcin Wolski dawno wyciosał sobie ważną pozycję i wydaje się, że "Ostatnie konklawe" będzie kolejnym potwierdzeniem tego stanu rzeczy.

Czy polskiej ekipie uda się przechytrzyć wysłannika piekieł, który w biskupich szatach walczy o wygraną w konklawe? Jaką rolę w tej wielkiej geopolitycznej, a momentami metafizycznej układance odegra suspendowany ksiądz, a jaką zakonnik-komandos? Kto z środowiska Telewizji Polskiej okaże się pomocnikiem Lucyfera? Na te i setki tysięcy innych pytań "Ostatnie konklawe" daje szereg odpowiedzi. Jedno jest pewne - za przejażdżkę tym literackim rollercoasterem Czytelnik na pewno będzie Wolskiemu wdzięczny. O ile oczywiście lubi się wesołe miasteczka. Także te w wersji książkowej.

ZOBACZ TEŻ: Czy nadchodzi koniec Watykanu? Marcin Wolski odpowiada