Włochy i… lekarze do wynajęcia

/ pixabay.com/HolgersFotografie/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/deed.pl

  

Coraz więcej młodych włoskich lekarzy, którzy nie znaleźli zatrudnienia w placówkach publicznej służby zdrowia z powodu blokady etatów, współpracuje z nią, korzystając z pośrednictwa zakładanych przez siebie spółdzielni i agencji. Podróżują po całym kraju.

Ci "lekarze do wynajęcia" - jak nazywają ich media - zasilają w dużej mierze przede wszystkim personel pogotowia ratunkowego przy wielu szpitalach na północy Włoch, gdzie go brakuje.

Udaje im się także otrzymać zastępstwo na niektórych szpitalnych oddziałach, głównie na ginekologii i położnictwie. W związku z brakami personelu rośnie liczba placówek, które korzystają z usług spółdzielni.

Młodzi medycy pracują od czterech do pięciu dni w tygodniu, często przez dwanaście godzin na dobę. W połowie każdego miesiąca ustalają ze spółdzielnią czy agencją, kiedy będą do dyspozycji w kolejnym miesiącu.

Ich zarobki wynoszą od 30 do 40 euro za godzinę, a zatem od 4 do 6 tysięcy euro miesięcznie.

Dziennik "La Repubblica", który opisał to nowe zjawisko w służbie zdrowia, podał przykład 29-letniego lekarza z Sycylii, który lata samolotem do Turynu, a następnie jedzie do jednego ze szpitala na przedmieściach. Nocuje w hotelu, a po pięciu dniach pracy wraca do domu na wyspie. W firmie, która wysyła go do pracy, zarejestrowanych jest 500 lekarzy; połowa z nich podróżuje po całym kraju.

Jak zauważyła gazeta, na ogół dyrekcje szpitali, do których trafiają "lekarze do wynajęcia" zadowolone są z ich obecności. Zdarzają się jednak przypadki jawnej niechęci do nich ze strony zatrudnionych na stałe kolegów.

W niektórych regionach trwa polemika na temat takiej formy współpracy z lekarzami. Dominuje przekonanie, że powinna to być ostateczność, a nie powszechna praktyka.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Śmiertelne zlekceważenie pieprzyka

Zdjęcie ilustracyjne / Szlomo Lejb [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], from Wikimedia Commons

  

800 tys. zł dostaną bliscy kobiety, która zmarła z powodu niewykrytego w porę czerniaka. Takich spraw będzie przybywać - pisze dziś "Rzeczpospolita".

Gazeta przytacza historię jedenastoletniej Pauli, która w 2013 r. straciła mamę w wyniku błędu medycznego. Do czasu uzyskania pełnoletności dziewczynka będzie otrzymywać od szczecińskiej kliniki uniwersyteckiej 1 tys. zł miesięcznej renty.

"Oprócz tego ona i jej tata dostaną po 50 tys. zł odszkodowania i po 200 tys. zł zadośćuczynienia. Łącznie z odsetkami i skapitalizowaną rentą bliscy otrzymają ok. 800 tys. zł. Tak zadecydował Sąd Apelacyjny w Szczecinie sześć lat po śmierci ich mamy i żony"

- podaje "Rz". Jak czytamy, wcześniej szczeciński Sąd Okręgowy przyznał zmarłej 100 tys. zł odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu, ale uznał, że nie można wykazać związku przyczynowo-skutkowego między błędem medycznym a śmiercią pacjentki.

"Dla mnie ta sprawa była trudna emocjonalnie, bo klientka zmarła w jej toku. Wyrok jest istotny dla innych tego rodzaju spraw, gdyż sąd apelacyjny uznał argumenty, że istniał związek przyczynowo-skutkowy między błędem a śmiercią, a przynajmniej, że gdyby nie popełniony błąd, pacjentka miałaby większe szanse na przeżycie i na to, by dłużej cieszyć się życiem z rodziną" – mówi "Rz" pełnomocnik zmarłej adwokat Zbigniew Kruger.

28-letnia Barbara trafiła do lekarza w 2009 r. po zacięciu się w pieprzyk na łydce.

"W szpitalu w Skwierzynie w woj. lubuskim chirurg wycina znamię, a próbkę wysyła do badania histopatologicznego w szczecińskiej klinice należącej do Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, z którą szpital podpisał umowę na takie badania. Wynik uspokaja: ziarniniak, czyli łagodna zmiana. Gdy pieprzyk odrasta i w dodatku boli, lekarz wysyła Barbarę do szpitala w Nowej Soli

" - relacjonuje gazeta.

W Nowej Soli wycięto znamię, a próbki znowu przesłano do badania. "Tym razem wynik jest jednoznaczny: czerniak, czyli jeden z najzłośliwszych nowotworów skóry. To IV, najgorszy stopień raka, którego chora miała od trzech lat" - czytamy. Zdaniem lekarzy to niemożliwe, by rok wcześniej nie został wykryty. "W 2011 r. chora prosi o wyciągnięcie preparatu z 2009 r. i przesyła go do Wielkopolskiego Centrum Onkologii. Tamtejsi lekarze nie mają wątpliwości, że to czerniak" - podaje "Rz".

Kobieta zmarła 6 stycznia 2013 r.

"Do mec. Zbigniewa Krugera chora zgłosiła się jeszcze przed śmiercią, twierdząc, że nie jest mściwa, ale ma żal"

- czytamy.

Jak zaznacza "Rz", o podobnych historiach fundacje pacjentów słyszą regularnie, ale chorzy rzadko mają siłę, by dochodzić praw w sądzie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl