Brzęczek zapowiada "eksperymenty" w kadrze

/ Zrzut ekranu z youtube.com

  

Selekcjoner polskich piłkarzy Jerzy Brzęczek w drugiej części rozmowy z PAP mówi m.in. o Lidze Narodów. "Jesteśmy gotowi, jeżeli chodzi o analizę Włochów. Będziemy przeprowadzać w tych rozgrywkach pewne eksperymenty i sprawdzać zawodników. Być może komuś zmienimy pozycję" – przyznał.

Jerzy Brzęczek podkreślił, że obserwuje szeroką grupę zawodników i przed żadnym nie zamyka drzwi.

Jednak nie mamy do dyspozycji 70-80 piłkarzy grających w silnych ligach. Jest wielu zawodników, którzy są w klubach zagranicznych, ale nie wszyscy mają tam mocną pozycję. Teraz środek ciężkości przeniósł się z Niemiec na Włochy. Jesteśmy po spotkaniu z trenerami reprezentacji młodzieżowych: Czesławem Michniewiczem (U-21) i Jackiem Magierą (U-20). Na najbliższym zgrupowaniu może zabraknąć u nas kilku piłkarzy, którzy mogą występować w tych reprezentacjach. Są w kręgu naszych zainteresowań, ale tworzą siłę zespołu Michniewicza. Nie chcemy osłabić młodzieżowej reprezentacji, kosztem kilkuminutowej gry w seniorskiej drużynie. Znamy ich wartość – dodał.

Przed nadchodzącymi meczami Ligi Narodów trener Brzęczek powiedział, że "nie wyobraża sobie, żeby w tych meczach nie grał o zwycięstwo".

Na pewno będziemy przeprowadzać pewne eksperymenty i sprawdzać zawodników. Być może niektórym zmienimy pozycję. Jednak dopiero bezpośrednia sytuacja na treningach da nam wiele odpowiedzi. Trudno znaleźć okres, kiedy nasza reprezentacja rozegrałaby w jednym "okienku" mecze w krótkim czasie z wysoko notowanymi drużynami. Przed nami po dwa spotkania z Włochami i Portugalią w Lidze Narodów oraz towarzyskie z Irlandią oraz Czechami. Wszystko w ciągu trzech miesięcy. Idziemy od razu na "głęboką wodę" i czeka nas bezpośredni test. Przekonamy się, czy jesteśmy tacy słabi jak zaprezentowaliśmy się na mistrzostwach świata w Rosji, czy nie. Wszystko się może wydarzyć. Ale myślę, że aż tacy słabi nie będziemy – mówił.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Dulkiewicz: nie ma miejsca dla pomnika ks. Jankowskiego

/ Mejtus [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)]

  

- Nie ma miejsca dla pomnika ks. Henryka Jankowskiego w przestrzeni publicznej Gdańska. Powinien być on usunięty zgodnie z prawem - takie stanowisko przedstawiła p.o. prezydenta Gdańska Aleksandra Dulkiewicz.

Oświadczenie napisane przez Dulkiewicz (przebywa ona na urlopie) odczytała na konferencji prasowej rzeczniczka prasowa prezydent Gdańska Magdalena Skorupka-Kaczmarek.

W oświadczeniu tym Dulkiewicz przypomniała, że już w grudniu 2018 r. prezydent Gdańska śp. Paweł Adamowicz uznał, że nie ma miejsca dla pomnika ks. Henryka Jankowskiego w przestrzeni miejskiej. Tym samym stanął on po stronie ofiar prałata, podkreśliła Dulkiewicz.

Przypomniała jednak, że władze miasta muszą "działać zgodnie z literą prawa i przyjętymi normami współżycia społecznego". "Nie może być zatem zgody na akty wandalizmu, które noszą znamiona przemocy symbolicznej. Przewrócenie monumentu jest aktem samosądu, naruszającym polski porządek prawny" - oceniła p.o. prezydenta Gdańska, przypominając, że zniszczony pomnik stał na gruncie miejskim, ale jest własnością społecznego komitetu złożonego m.in. z wiernych i przedstawicieli NSZZ "Solidarność".

Dulkiewicz przypomniała, że władze Gdańska podjęły już działania zmierzające do usunięcia pomnika. Przytoczyła też prośbę prezydenta Adamowicza z grudnia 2018 r., żeby usunięcie pomnika odbywało się "z kulturą i uszanowaniem procedur", oraz to, że Adamowicz apelował do społecznego komitetu budowy pomnika o jak najszybsze zdemontowanie monumentu.

W oświadczeniu Dulkiewicz poinformowała też, że na najbliższej sesji Rady Miasta Gdańska, w marcu, ma stanąć wniosek o odebranie ks. Henrykowi Jankowskiemu honorowego obywatelstwa miasta Gdańska oraz o zmianę nazwy skweru, na którym stał pomnik duchownego.

Dulkiewicz podkreśliła, że sprawcy przewrócenia pomnika „zrobili to, ujawniając swoje twarze”. „Nie zniszczyli pomnika, dbając, aby się nie roztrzaskał, a w akcie manifestu na przewróconej figurze położyli dziecięcą bieliznę i komżę. Tym samym dali wyraz sprzeciwu wobec milczenia Kościoła Katolickiego po fali publikacji medialnych" - napisała też Dulkiewicz.

"Ks. Henryk Jankowski, który zapisał w swoim życiu jasną solidarnościową kartę, jest oskarżany o mostowanie dzieci i należy tę sprawę dogłębnie wyjaśnić" - stwierdziła Dulkiewicz, przypominając, że w środę papież Franciszek spotkał się z przedstawicielem Fundacji "Nie lękajcie się" pomagającej osobom molestowanym przez polskich duchownych i ucałował w rękę jedną z ofiar. "To jasny sygnał dla Kościoła Katolickiego w Polsce" – napisała też Dulkiewicz.

Skorupka-Kaczmarek poinformowała, że w sąsiedztwie pomnika duchownego nie ma monitoringu, więc straż miejska czy policja nie mogły zapobiec przewróceniu monumentu. Rzecznik wyjaśniła, że jeszcze w czwartek miejska spółka – Gdański Zarząd Dróg i Zieleni - ma przetransportować obalony pomnik do magazynu, skąd właściciele będą mogli go odebrać.

"Pomnik, po tym jak został przewrócony (…) nie nadaje się do tego, żeby go na tym miejscu (ponownie) postawić" – powiedziała też rzecznik, wyjaśniając, że naruszona została struktura monumentu i jego ponowne ustawienie wymagałoby z pewnością wcześniejszej opinii ekspertów.

W nocy ze środy na czwartek trzech mężczyzn przewróciło pomnik księdza Jankowskiego, a nagranie filmowe z tego zdarzenia udostępnił na portalu społecznościowym dziennikarz Tomasz Sekielski. OKO.press podało, że sprawcami przewrócenia monumentu są trzej aktywiści (portal ujawnił ich imiona i nazwiska), którzy przesłali portalowi kilkustronicowy manifest, w którym wyjaśnili motywy swojego działania.

Mężczyźni założyli najpierw na szyję figury pętlę, podważyli cokół i ciągnęli, aż pomnik upadł na przygotowane wcześniej opony. Miały one zapobiec zniszczeniu pomnika, bo, jak zadeklarowali aktywiści, ich "celem jest rozbicie fałszywego i ohydnego mitu Henryka Jankowskiego, nie zaś – materii jego pomnika".

Następnie, na leżącym pomniku, który oddzielił się od cokołu, ale nie rozpadł, ułożyli strój ministranta i dziecięcą bieliznę. Miał to być symbol cierpienia molestowanych przez prałata dzieci. "Podejmujemy działanie, którego celem jest symboliczne strącenie ze wspólnotowego piedestału fałszywej pamięci i czci osoby Henryka Jankowskiego" – napisali aktywiści w manifeście.

Wyjaśnili, że "w tym prostym fizycznym akcie (obalenie pomnika) wyraża się nasza kulturowa i obywatelska niezgoda na obecność w przestrzeni publicznej zła uosobionego, pogardy dla drugiego człowieka i jego uprzedmiotowienia, gwałtu na jego wolności i prywatności, terroru psychologicznego, braku szacunku dla bólu i gniewu ofiar, wreszcie też – mowy nienawiści, jak również – bałwochwalczego kultu osób będących, jak Henryk Jankowski, nosicielami tych postaw oraz sprawcami podobnych czynów i zachowań".

W grudniu 2018 r. w "Dużym Formacie", magazynie "Gazety Wyborczej", opublikowano reportaż "Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?", w którym kapelan Solidarności, wieloletni proboszcz parafii św. Brygidy w Gdańsku Henryk Jankowski został oskarżany m.in. o seksualną przemoc wobec nieletnich.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl