Przybliżając kulisy rozwiązania pierwszego zgromadzenia środowisk narodowych odbywającego się wczoraj w Warszawie policja ujawnia, że funkcjonariuszy poinformowano, iż powodem rozwiązania zgromadzenia była koszulka jednego z uczestników manifestacji.

- Decyzją pełnomocnika Prezydent m.st . Warszawy będącego obserwatorem zgromadzenia, którego uczestnicy przechodzili z ronda Dmowskiego na pl. Zamkowy, zostało ono rozwiązane. Policjanci zostali o tym poinformowani przez urzędnika ratusza.  Po decyzji urzędnika, reprezentującego Prezydent m.st . Warszawy, policjanci zatrzymali zgromadzenie na wysokości ronda gen. de Gaulle'a. Policja przy wykorzystaniu urządzeń nagłaśniających prosi uczestników rozwiązanego zgromadzenia o rozejście się.  Policję poinformowano, że powodem rozwiązania zgromadzenia jest fakt, że jeden z jego uczestników ma na sobie koszulkę z symboliką zakazanego prawnie ustroju totalitarnego, a także z uwagi na używanie przez niektórych manifestujących materiałów pirotechnicznych.  Po rozwiązaniu zgromadzenia przez urzędnika ratusza, część osób rozeszła się chodnikami w stronę pl. Zamkowego, a następnie dołączyła do odbywającego się tam, zarejestrowanego w urzędzie miasta innego zgromadzenia – wyjaśniają oficerowie prasowi Komendy Stołecznej Policji.

Tymczasem okazuje się, że stołeczna policja dokonała zatrzymaniu pięciu osób, które zdaniem organizatorów zgromadzenia środowisk narodowych mogły zakłócić manifestację. Powodem zatrzymania miała być odmowa podania danych legitymującym ich policjantom.

- Organizator zwrócił uwagę na małą grupę osób - dwóch mężczyzn i trzy kobiety - które w jego ocenie mogły to zgromadzenie zakłócać, ponieważ wyrażały poglądy przeciwstawne do uczestników legalnego zgromadzenia – tłumaczy asp. sztab. Mariusz Mrozek z KSP.

W rozmowie z portalem niezalezna.pl asp. sztab. Mariusz Mrozek potwierdza, że organizator „zażądał” od tych osób opuszczenia terenu zgromadzenia, gdy nie chciały one zastosować się do tych zaleceń, poproszono o pomoc policję.

- Chcieliśmy te osoby wylegitymować, one odmówiły podania danych, nie chciały ujawniać tożsamości. Zostały zatrzymane i przewiezione do jednostki policji. Tam podały swoje dane i wtedy zostały zwolnione - mówił Mrozek.

Jak się dowiadujemy wszystko wskazuje na to, że policja skieruje wobec zatrzymanych osób wnioski do sądu o ukaranie „za odmowę podania danych osobowych policji”.
 
Przebieg zgromadzeń był rejestrowany przez funkcjonariuszy, a obecnie trwa ustalanie tożsamości osób, które w trakcie marszu odpalały race.

- Osoby, które używały pirotechniki, muszą się liczyć z odpowiedzialnością, bo naruszały prawo i to jest jasne dla wszystkich - wyjaśnia Mrozek.


Marsz zorganizowany przez środowiska narodowe, m.in. ONR, który miał uczcić rocznicę wybuchu powstańczego zrywu, rozpoczął się od ronda Dmowskiego. Jego uczestnicy przeszli Al. Jerozolimskimi, następnie mieli przejść Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem na pl. Zamkowy. Jednak przy rondzie de Gaulle'a kordon policji zablokował przemarsz. Powodem było rozwiązanie zgromadzenia przez stołeczny ratusz. Uczestnicy marszu odbyli jednak inne zgromadzenie, przed Kolumną Zygmunta.

Z kolei w internecie pojawiają się nowe informacje o różnego rodzaju prowokacjach, do których miało dochodzić w trakcie marszu. Na Twitterze pojawiła się m.in. informacja o konkretnym incydencie: