Postępowanie IPN obejmuje podział na dzielnice, czyli zbrodnie popełnione m.in. na terenie Woli, gdzie doszło do największej masakry ludności cywilnej. Według różnych szacunków w pierwszych dniach sierpnia Niemcy zamordowali od 40 do 60 tys. mieszkańców dzielnicy - mężczyzn, kobiet i dzieci. Ludność była rozstrzeliwana, a ciała zabitych palono. Inne dzielnice, które IPN obejmuje swoim postępowaniem oraz analizuje przebieg i okoliczności zbrodni, to m.in. Ochota, Śródmieście i Mokotów.

- Prokuratorzy pionu śledczego IPN w Warszawie prowadzą już od kilku lat duże, zakrojone na szeroką skalę, śledztwo obejmujące szereg zbrodni niemieckich popełnionych w okresie Powstania Warszawskiego na szkodę ludności cywilnej, jak również na szkodę osób, także i rannych powstańców, przebywających w szpitalach powstańczych. W tej sprawie - kwestia jest bezsporna - przyjmujemy kwalifikację dotyczącą zbrodni niemieckich z tzw. dekretu sierpniowego z 31 sierpnia 1944 roku i wszystkie te czyny kwalifikujemy jako zbrodnie przeciwko ludzkości w związku z artykułem 3 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. To oznacza, że zbrodnie te są nieprzedawnialne, a ewentualni sprawcy bez ograniczeń czasowych mogą być pociągani do odpowiedzialności karnej - poinformował prokurator Marcin Gołębiewicz, kierujący pracami Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie.

W śledztwie prokuratorzy zgromadzili materiał m.in. po byłej Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich.

- To przede wszystkim protokoły przesłuchania świadków z lat 60-tych i 70-tych. Wówczas to postępowanie było prowadzone w sposób rozproszony, czyli nie było żadnego konkretnego kierunku prowadzenia tej sprawy; komisja zresztą nie miała funkcji śledczych, jedynie mogła badać niemieckie zbrodnie. Wygląda na to, że to sami pokrzywdzeni się zgłaszali i zostawiali te relacje w protokołach czy zeznaniach - powiedział prokurator.

Świadkowie zbrodni niemieckich z okresu Powstania Warszawskiego przesłuchiwani są do dzisiaj.

- Naszym celem jest uporządkowanie tej wiedzy, abyśmy byli w stanie przedstawić i opisać miejsca, gdzie dane osoby zginęły. Chcemy to zrobić idąc nawet kolejno po ulicach i budynkach - w którym budynku, którego dnia, kto został zabity i w jaki sposób, i również jakie jednostki - formacje niemieckie lub inne jednostki współdziałające z Niemcami dokonywały tych zbrodni. Istotne jest również dokładne przedstawienie skali tej przemocy, a więc ustalenie liczby osób pomordowanych (...), ale także określenie danych tych jednostek niemieckich, które dokonywały tych rozstrzeliwań – mówił prok. Gołębiewicz.

Jak się okazuje praca śledczych IPN dotyczy również danych osobowych konkretnych funkcjonariuszy i żołnierzy niemieckich, którzy dopuszczali się zbrodni na Polakach. Pytany o ustaloną do tej pory skalę niemieckiej przemocy wobec polskiej ludności cywilnej szef warszawskiego pionu śledczego IPN odpowiedział, że dotyczy ona dziesiątek tysięcy pokrzywdzonych. Historycy dziś wskazują, że straty wśród cywilów wynosiły nawet ok. 180 tys. zabitych.

- Wiemy, że te rozstrzeliwania były całkowicie bezprawne. Nikt ludności cywilnej, nikt Polaków tam mieszkających nie próbował nawet poddać jakimś procesom, nikt nie próbował przypisać jakiejkolwiek odpowiedzialności za cokolwiek, w związku z tym były to akcje czysto pacyfikacyjne, zbrodnicze i jeszcze dokonywane w sposób bardzo okrutny. Bo niejednokrotnie zanim poszczególni pokrzywdzeni zostali zabici, dochodziło do rabunków, do gwałtów czy pobić, których dopuszczali się niemieccy okupanci. Relacje o zbrodniach w Warszawie podczas powstania są przerażające i takich przypadków mamy dużo. To opisy, w których rodzice ginęli na oczach dzieci, gdzie dzieci podbiegały do ciał swoich rodziców. Ogromna tragedia, to także opisy sytuacji, podczas których Niemcy strzelali do dzieci. Mamy przypadek, gdzie przeżył pokrzywdzony, na którego oczach zabito najpierw rodziców, a potem siostry, on jako jedyny przeżył. Mamy też kilka przypadków, gdzie osoby pokrzywdzone, po iluś godzinach, wyczołgały się ze zwaliska trupów - ciał swoich kolegów, niejednokrotnie także bliskich, i takim szczęśliwym przypadkiem udało im się przeżyć. Te relacje są w naszym postępowaniu, są utrwalone, dotyczą sposobu dokonywania tych egzekucji - całkowicie bezprawnych, tylko po to, żeby zamordować Polaków w obawie przed ewentualnym zasileniem szeregów powstańczych – tłumaczy prokurator.

Prokurator IPN przypomniał, że jedną z najbardziej okrutnych jednostek niemieckich była brygada Oskara Dirlewangera, w skład której wchodzili zwolnieni z więzienia kryminaliści.

- Ta jednostka okryła się szczególnie złą sławą; jej żołnierze brali udział w działaniach pacyfikujących ludność cywilną od strony Woli, czyli już praktycznie od trzeciego dnia Powstania Warszawskiego. To właśnie żołnierze tej formacji dopuścili się tych okrutnych morderstw związanych właśnie z rabowaniem, biciem, gwałceniem i innymi formami stosowania przemocy - powiedział Gołębiewicz.

Naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie przypomniał, że celem śledztwa jest nie tylko pociągnięcie do odpowiedzialności sprawców, co jest trudne po ponad 70 latach od zbrodni, ale także ustalenie - w sposób procesowy - wszystkich ich okoliczności. Wciąż jednak możliwe jest postawienie zarzutów niemieckim zbrodniarzom.

- Dokumentujemy wszystkie przypadki i zawsze w każdej sytuacji, gdzie moglibyśmy zindywidualizować winę poszczególnego żołnierza czy funkcjonariusza, to również dzisiaj może wchodzić kwestia ewentualnego pociągnięcia go do odpowiedzialności karnej. Podkreślam jeszcze raz: to są zbrodnie przeciwko ludzkości, które nie ulegają przedawnieniu – wskazuje prokurator.