„New York Times” o bohaterskim Polaku

/ Bundesarchiv, B 285 Bild-04413 / Stanislaw Mucha / CC-BY-SA 3.0 [CC BY-SA 3.0 de (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/deed.en)], via Wikimedia Commons

  

"New York Times" opisuje we wtorkowym wydaniu losy zmarłego niedawno w USA Hermana Shine'a, który w dramatycznych okolicznościach zdołał uciec z obozu koncentracyjnego Auschwitz. Gazeta podkreśla, że pomógł mu w tym narażając swoje życie Polak, Józef Wrona.

Według nowojorskiego dziennika Shine należał do nielicznych osób, które zbiegły z obozu w Auschwitz. Podczas niemieckiej okupacji deportowano tam co najmniej 1,3 mln ludzi, a zginęło - blisko 1,1 mln. Tylko nielicznym, mniej niż 200 więźniom, udało się stamtąd uciec i przeżyć – przypomina "NYT".

Gazeta opisuje historię urodzonego w 1922 roku w Berlinie Hermana Shine'a, który zmarł w czerwcu w kalifornijskim San Mateo w wieku 95 lat. Jego ojciec, Gerson Scheingesicht, wyjechał po pierwszej wojnie światowej z Polski do Niemiec.

Zaraz po ataku hitlerowskich Niemiec na Polskę Shein, który wówczas nazywał się Mendel Scheingesicht, wraz z innymi Żydami, w tym przyjacielem Maxem Drimmerem, został osadzony w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. W roku 1942 trafili oni do obozu pracy Monowitz (Monowice).

Według polskich źródeł obóz ten początkowo był podobozem Auschwitz. W roku 1943 został przemianowany na KL Auschwitz III-Aussenlager. Stanowił jednostkę nadrzędną nad wszystkimi podobozami. Zmuszeni do ciężkiej pracy więźniowie szybko tracili tam siły i umierali.

Dopóki byłeś wystarczająco zdrowy, miałeś szansę przeżyć kolejny dzień

– mówił Shine w 2001 roku w wywiadzie dla kalifornijskiego "County Times".

W Monowitz jako robotnik cywilny zatrudniony był Józef Wrona, który zaprzyjaźnił się z Drimmerem. Polak ostrzegł go w roku 1944, że podsłuchał SS-manów, którzy nie wiedząc, że zna niemiecki, rozmawiali o planach zabicia więźniów obozu.

Pan Wrona wymyślił sposób na wywiezienie pana Drimmera z obozu, co mogło być śmiertelnym przedsięwzięciem. Polacy ukrywający uciekinierów mogli zostać zabici wraz ze swoimi rodzinami

– podkreśla "New York Times".

Jak dodaje, na prośbę Drimmera Polak zgodził się, aby planem ucieczki objąć także Hermana.

Pan Wrona zrobił małą kryjówkę na placu budowy w pobliżu Monowitz, a podczas przerwy na lunch wskoczyli do niej pan Shine i pan Drimmer. Tłoczyli się tam przez ponad dzień, ukryci pod izolacją budynku, dopóki pan Wrona nie wrócił nocą z cywilnymi ubraniami

– opisuje ryzykowne przedsięwzięcie gazeta.

Zwraca też uwagę na dramatyzm sytuacji, ponieważ kiedy mężczyźni przedostali się przez wycięty przez Polaka w ogrodzeniu otwór i byli w drodze do jego oddalonego o ponad dziewięć kilometrów domu, zatrzymał ich niemiecki żołnierz. Na szczęście uwierzył Wronie, że wszyscy są polskimi robotnikami i puścił wolno.

W domu pan Wrona ukrył uciekinierów w stodole i przyniósł im jedzenie. Zgodził się również, by wysłali pocztą listy do przyjaciół - usługę, która mogła stać się ich zgubą. Raz pan Drimmer nieświadomie naraził wszystkich na niebezpieczeństwo, pisząc do przyjaciółki, Herty Zowe

– relacjonuje "NYT".
Niemcy faktycznie odkryli list, zatrzymali Zowe, po czym z psami otoczyli i przeszukali dom Wrony, a także stodołę. Nie dotarli jednak do schowka na poddaszu, gdzie schronili się przerażeni zbiegowie. Zdali sobie oni wówczas sprawę, że nie mogą tam dłużej zostać.

Dotarli do odległego o niemal 100 kilometrów, znajdującego się w Gliwicach domu poznanej wcześniej przez Hermana Marianne Schlesinger. Została ona zmuszona do pracy dla Niemców. Ponieważ była tylko w połowie Żydówką, pozwolono jej jednak mieszkać poza obozem. Po wojnie obaj mężczyźni wyemigrowali do USA i osiedlili się w pobliżu San Francisco wraz z żonami, Marianne Schlesinger i Hertą Zowe.

Nie widzieli Józefa Wrony aż do 1990 roku, kiedy przybył on do Los Angeles. Wzięli tam wszyscy udział w ceremonii uhonorowania go najwyższym izraelskim odznaczeniem cywilnym nadawanym nie-Żydom, medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Wyróżnienie przyznaje Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Jad Waszem. Józef Wrona zmarł w rok później.

Chcemy, aby naszą historię poznało jak najwięcej ludzi. (…) Józef nie tylko ryzykował swoje życie - nasze życie i tak nie było nic warte - ale ryzykował życie całej swojej rodziny i całej wioski

- przytacza nowojorska gazeta pochodzącą z 1990 roku wypowiedź Hermana Shine'a w "Los Angeles Times".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Gronkiewicz-Waltz stanie przed sądem

Zdjęcie ilustracyjne/Hanna Gronkiewicz-Waltz / flikr.com/Makoto Harris/CC BY-SA 2.0

  

Była prezydent stolicy została wezwana na czwartek do sądu jako świadek ws. b. wiceprezydenta Jacka Wojciechowicza, który pozwał działacza ruchów miejskich Jana Śpiewaka za sugerowanie, że Wojciechowicz został odwołany z ratusza w związku z aferą reprywatyzacyjną.

Była prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz została wezwana na czwartek do Sądu Okręgowego w Warszawie w charakterze świadka w sprawie pomiędzy Wojciechowiczem a Śpiewakiem ws. o ochronę dóbr osobistych. Wojciechowicz pozwał Śpiewaka za jego wypowiedzi dotyczące powodu odwołania go ze stanowiska w 2016 r. Działacz ruchów miejskich pisał o b. wiceprezydencie, że stracił pracę z powodu udziału w aferze reprywatyzacyjnej.

Do sprawy odniósł się Śpiewak.

"Jacek Wojciechowicz był odpowiedzialny za planowanie przestrzenne, był członkiem zespołu koordynującego warszawskiego ratusza, był człowiekiem, którego decyzje miały podstawowe znaczenie, jeśli chodzi o wartość reprywatyzowanych nieruchomości i Hanna Gronkiewicz-Waltz odwołała go wtedy - w naszej ocenie - w kontekście afery reprywatyzacyjnej, wydarzyło się to tego samego dnia"

- powiedział.

"Trwa nagonka na sygnalistów, którzy ujawnili aferę reprywatyzacyjną, te procesy są coraz bardziej polityczne, coraz mniej jest w nich logiki, tylko widać chęć coraz większej liczby sędziów, żeby karać tych, którzy ujawnili te nieprawidłowości"

- powiedział.

"Sam fakt, że Hanna Gronkiewicz-Waltz nie została do tej pory przesłuchana przez komisję weryfikacyjną, ani nie ma postawionych zarzutów, a jest świadkiem w procesie wytoczonym mi, pokazuje jak daleko odeszliśmy od jakichkolwiek zasad przyzwoitości i odpowiedzialności wśród urzędników, którzy przecież za te dramaty byli odpowiedzialni"

- stwierdził.

We wrześniu 2016 r. po posiedzeniu zarządu PO - na wspólnej z szefem Platformy Grzegorzem Schetyną konferencji prasowej - ówczesna prezydent Warszawy powiedziała, że rezygnację ze stanowiska złożył wiceprezydent Jarosław Jóźwiak, dotychczasowy pierwszy wiceprezydent, który nadzorował m.in. zajmujące się kwestiami reprywatyzacji Biuro Gospodarki Nieruchomościami. Gronkiewicz-Waltz poinformowała też, że odwołała - "za słaby" wynik - odpowiedzialnego dotychczas za inwestycje wiceprezydenta Wojciechowicza.

Wojciechowicz odnosząc się do decyzji ówczesnej powiedział: "Mam żal o jedną rzecz, bo jeśli rzeczywiście po 10 latach bumu inwestycyjnego, zainwestowania w Warszawę 20 miliardów (...) odwołuje się mnie w kontekście afery reprywatyzacyjnej, to to jest po prostu podłość. Podłość, ponieważ łączy się moją osobę i moje odejście z urzędu po 10 latach pracy, śmiem twierdzić, że jednak pewnych sukcesów, właśnie z takim nieprzyjemnym kontekstem".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl