Obrońcy polskiej demokracji gotowi są do najwyższych poświęceń. Przekonujemy się o tym po raz kolejny, odkrywając kulisy ich bohaterskiej akcji pod parlamentem. 

Paweł Kasprzak, który wraz ze swoim kolegą został wwieziony na teren Sejmu w bagażniku byłej posłanki Nowoczesnej, opowiedział "Wyborczej" o swoich traumatycznych przeżyciach.

Było strasznie. Mam klaustrofobię, był upał, leżeliśmy tam z Wojtkiem Kinasiewiczem z pół godziny.

Dochodziły do tego szczególnie cierpienia moralne.

Baliśmy się, że jak nas w tym bagażniku złapią, to będzie upokarzająca scena

- przyznał Kasprzak. Dodał, że alternatywą dla wjazdu w bagażniku było "fikanie" przez ogrodzenia wokół Sejmu:

Chciałem, żebyśmy dostali się do Sejmu, ale nie żebyśmy fikali przez barierki. Zresztą nie wygramy z policją na siłę. Wejście na teren Sejmu można przedstawić jako zadymę oszołomów, ale można też jasno mówić – Aśka Wielgus to robi – że chodzi o prawa człowieka i obywatela. I żeby koszta dla tej władzy rosły.

Okazało się też, że w akcji miało wziąć dużo więcej parlamentarzystów "totalnej opozycji". 

Umawialiśmy się z PO i Nowoczesną, że dostaniemy się tam z ich posłami. 

Swoimi patetycznymi refleksjami po akcji w bagażniku podzielił się też (na Facebooku) drugi jej uczestnik - Wojciech Kinasiewicz. Napisał on:

Uśmiechy, radość na Waszych twarzach w tych tragicznych dla Polski dniach, to dowód na to, że warto było jechać w bagażniku. Warto było wziąć cały hejt na twarz. Wasze uśmiechy i radość pokazują, co by się stało, gdyby plan był zrealizowany w całości. Kto tego nie rozumie - jego strata.

18 lipca na teren Sejmu wjechał samochód, którym kierowała Joanna Schmidt. Straż przepuściła posłankę, bo samochody parlamentarzystów nie są przez funkcjonariuszy sprawdzane. Gdy auto wjechało na teren Sejmu, z bagażnika wyszli Kasprzak i Kinasiewicz, po czym obaj przesiedli się na miejsca dla pasażerów. W tym samym momencie dosiedli się Ryszard Petru i Joanna Scheuring-Wielgus, po czym wspólnie poszli na konferencję prasową.