Piotr Lisiewicz w programie TVP Info zachęcił do przeczytania najnowszego wydania "Gazety Polskiej", gdzie przedstawiono powiązania sędziów z ustrojem komunistycznym. Przytoczył też bardzo znany przykład sędziego Józefa Iwulskiego.

- Bezpieka i sądy to to samo tak naprawdę. W obecnym numerze "Gazety Polskiej" na czołówce jest tekst "Straszny dwór" Macieja Marosza, który pokazuje właśnie jak to wyglądało. Dziesiątki nazwisk i wszyscy z komuny. Nie było tak strasznie tylko z wojskowymi sądami, gdzie był sędzia Iwulski, był on funkcjonariuszem WSW, a jednocześnie sędzią. On poszedł do sądów cywilnych, do dzielnicowego sądu w Krakowie, a w 1990 roku trafia do Sądu Najwyższego

- mówił.

Ważnym aspektem reformy sądownictwa jest społeczne poparcie dla niej. Nie da się ukryć, że większość społeczeństwa domaga się zmian w wymiarze sprawiedliwości. Wiele ludzi było skrzywdzonych przez sądy. Teraz ma się to zmienić

- Jarosław Kaczyński mówił o tym, że gdzieś gdzie jeździł, wszyscy na sądy reagowali w ten sposób. Dziesiątki stron internetowych: Barwy Bezprawia i różne inne strony o bezprawiu, które mówią, że ludzie doskonale zdają sobie z tego sprawę. Najbardziej w małych miasteczkach, gdzie wszyscy się znają i wszyscy wiedzą, kim jest córka czy syn sędziego z czasów komuny i co on robił. I że syn, córka dalej rządzą sądem. To musi zostać przecięte, bo inaczej Polska nie ma szans na rozwój

- wyjaśnia Piotr Lisiewicz.

Redaktor naczelny Radia Wnet Krzysztof Skowroński stwierdził, że nie wszyscy sędziowie są upolitycznieni i wielu z nich wydaje wyroki w niezależny sposób. Lisiewicz odpowiedział, że tacy sędziowie są, ale w mniejszości.

Nie zgadzam się polemicznie z Krzysztofem Skowrońskim, że to tak jest, że jest dużo sędziów działających w sposób niezależny od tego układu. Tacy sędziowie są, ale dominacja tej negatywnej selekcji, która polegała na tym, że ludzie ulegli wobec systemu komunistycznego, a później poprzez zamknięcie korporacji prawniczych ich dzieci zajmowały stanowiska w wymiarze sprawiedliwości, spowodowała to, że ludzi mających predyspozycje do pełnienia funkcji sędziego jest tam mało.

Jak dotychczasowa sytuacja w sądownictwie wpływa na rozwój gospodarczy w Polsce? Dziennikarz "Gazety Polskiej" twierdzi, że w bardzo wydatny sposób.

- To wie wielu zwykłych Polaków. Ktoś próbował założyć zwykłą firmę w małej miejscowości po 1989 roku, okazywało się, że SB-ek z tej samej miejscowości ma firmę w strefie, w której nie płaci się podatków, a na firmę tego zwykłego człowieka nasłane są kontrole inspekcji pracy, które stwierdzą, że śmietnik, który stoi na terenie firmy narusza zasady ochrony przyrody. Wszystkie te komunistyczne układy powodowały, że przedsiębiorczość w Polsce była dławiona. Emigranci mówili, że chcielibyśmy przyjechać do Polski, a nie będziemy ich inwestować bo je stracimy, bo beton komunistyczny siedzący w sądach powoduje, że nie ma tu wolnej konkurencji. To kluczowa sprawa dla rozwoju Polski. Nie mogą istnieć obiektywne kryteria

- zakończył.