Frasyniuk - według policji i prokuratury - w czerwcu 2017 r. dopuścił się złamania prawa blokując w Warszawie legalny marsz pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej. Pokazał też, że prawo przestrzega tylko, kiedy chce. Gdy funkcjonariusze wzywali go do podania danych osobowych, początkowo odmówił. Nie chciał też okazać policjantowi dowodu tożsamości. Na ponowne żądania podania nazwiska przedstawił się najpierw jako Jan Kowalski, a potem Jan Józef Grzyb. Zwracając się do funkcjonariuszy policji stwierdził, że ma „prawo w du…e”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Frasyniuk pod rękę z Obywatelami RP: "przyłączył się do barbarzyńców". I to chamstwo pisane cyrylicą

Po tym zdarzeniu policja skierowała sprawę do Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia, gdzie dziś rozpoczął się proces. Za czyn popełniony przez Frasyniuka grozi kara grzywny.

10 czerwca ub.r. - zanim doszło do prób wylegitymowania byłego opozycjonisty - zachowywał się on agresywnie wobec funkcjonariuszy usuwających z trasy marszu pamięci ofiar katastrofy osoby siedzące na ulicy i blokujące przejście. Według prokuratury, bił i szarpał funkcjonariuszy policji. Za to będzie odpowiadał w innym procesie przed prokuratorem i sądem.

Dziś w sądzie Frasyniuk nie przyznał się do zarzucanego mu wykroczenia. Stwierdził, że policja i tak od początku wiedziała z kim ma do czynienia.

Nie wprowadziłem ani nieświadomie, ani świadomie policji w błąd

– mówił.

Sugerował, że policja nie podała powodu swej interwencji wobec niego. Sąd dopytywał o to, czy skoro obwiniony uznaje tę interwencję za niewłaściwą, to składał skargi na działanie policji.

Władzy, która łamie konstytucję, nie można ufać, nie wolno z nią współpracować i nie warto się do niej samej skarżyć

– stwierdził Frasyniuk.

A jednak - jak się okazało - poskarżył się na policję do sądu za to, że podczas interwencji założono mu kajdanki.

Sąd wysłuchał też zeznań policjanta, który legitymował Frasyniuka podczas próby zakłócania przez niego miesięcznicy. Funkcjonariusz zaprzeczył wersji obwinionego jakoby nie podawał mu podstawy prawnej i faktycznego powodu interwencji policji.

Frasyniuk na poprzedzające przesłuchanie standardowe pytanie sądu o dochody i stan majątkowy odmówił odpowiedzi. Sąd usłyszał, że nie zamierza on odpowiadać na takie pytania. Stwierdził też, że doszło podczas rozprawy do złamania ustawy o ochronie danych osobowych, bo sędzia przy rejestrujących proces kamerach pytał go o adres.

Do sądu przyszedł też towarzyszyć obwinionemu w rozprawie były prominent UOP Piotr Niemczyk.

Nie przyszedłem wspierać go, bo on sam się obroni i wsparcia nie potrzebuje, a z wami w ogóle nie chce mi się rozmawiać

– powiedział w korytarzu sądowym portalowi niezalezna.pl Niemczyk.

Sprawę rozpatruje sędzia Łukasz Biliński, który uniewinniał Obywateli RP, którzy w lipcu 2017 r. próbowali uniemożliwić przemarsz poświęcony pamięci ofiar katastrofy. W uzasadnieniu sędzia Buliński stwierdził wtedy, że miesięcznice smoleńskie to "prywatne spotkania". Uznał też, że przeskakiwanie przez barierki przez Obywateli RP nie może być traktowane jako przeszkadzanie w manifestacji.