Policja demaskuje narrację o męczennikach opozycji. Co stoi za medialnym atakiem na policjantów?

zdjęcie ilustracyjne / fot. Igor Smirnow/Gazeta Polska

  

"Ignorancja, brak wyobraźni, czy chęć osiągnięcia doraźnych celów politycznych stoją za bezpardonowym atakiem na policjantów, jaki możemy ostatnio zaobserwować wśród niektórych polityków, dziennikarzy i osób uczestniczących w manifestacjach i zgromadzeniach? Skandaliczne opinie i wysnuwane w oparciu o niesprawdzone informacje wnioski powodują wprowadzanie w błąd opinii publicznej i wypaczają rzeczywisty przebieg zdarzeń w czasie zabezpieczania manifestacji przed siedzibą Sejmu RP" - pisze w specjalnie wystosowanym oświadczeniu rzecznik Komendanta Stołecznego Policji, kom. Sylwester Marczak.

Od kilku dni pod Sejmem trwają burzliwe protesty w związku z realizowaną przez rząd reformą sądownictwa. W wielu mediach proopozycjnych można było znaleźć dramatyczne relacje z wydarzeń pod budynkami parlamentu. Teraz głos w tej sprawie zdecydowali się zabrać stołeczni policjanci. Specjalne oświadczenie, pokazujące szczegóły zabezpieczania manifestacji przez policję, wystosował rzecznik KSP, kom. Sylwester Marczak.

"Osiągnąć cel: zostać bohaterem - w taki sposób, być może ironiczny i gorzki, ale bardzo przystający do zaistniałej sytuacji, można byłoby opisać zachowanie i chęć zaistnienia w przekazie medialnym niektórych osób, które kosztem policji usiłują w bezkompromisowy sposób wypromować siebie i swoje poglądy. Kumulację tego typu zachowań obserwowaliśmy w przekazie medialnym, odnoszącym się do manifestacji i ich policyjnego zabezpieczenia, które miały miejsce przed siedzibą parlamentu w minionym tygodniu" - czytamy w oświadczeniu.

W dalszej części rzecznik KSP przywołuje konkretne przykłady medialne.

„Naszej grupie – sześciu osób od sprejowania – udało nam się zrobić dwa napisy. Jeden na budynku sejmowym na terenie Sejmu, a drugi na zewnątrz na ul. Wiejskiej” - Klementyna (…), cytat z portalu oko.press.

"Czy malowanie sprejem po ścianach budynków stanowi naruszenie obowiązującego porządku prawnego? Oczywiście, ze tak. W tej mierze nic nie zmieniło się od lat. Kodeks wykroczeń stanowi w takim przypadku w Art. 63a. - Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym (…), napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny. Jeżeli natomiast wykonany sprejem napis zniszczył elewację zastosowanie ma Art. 124 Kodeksu wykroczeń - Kto cudzą rzecz umyślnie niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, jeżeli szkoda nie przekracza 1/4 minimalnego wynagrodzenia, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. Zastosowanie przy zniszczeniu elewacji może mieć także Art. 288 kodeksu karnego" - odpowiada kom. Marczak.

"Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdy określona grupa osób podejmuje celowe działanie wiedząc, że jednym z jego efektów będzie popełnienie wykroczenia lub przestępstwa. Czy w takim przypadku policja powinna zareagować? Zdrowy rozsądek podpowiada, że oczywiście tak i reakcja ta nie powinna wzbudzać żadnych wątpliwości. Przecież zapobieganie popełnianiu wykroczeń i przestępstw oraz zatrzymywanie osób dokonujących czynów o takim charakterze to podstawowe, umocowane w obowiązującym prawie, zadanie policji"

- wskazuje policjant.

Przyjrzyjmy się innej sytuacji, jaka miała miejsce w czasie zabezpieczania manifestacji przed siedzibą Sejmu RP

- pisze kom. Marczak.

21 lipca br. redaktor Piotr Pacewicz na łamach portalu oko.press pisał „Dawid (…), ciężko poturbowany w piątek pod Sejmem. (…) Nie jest wykluczone, że to właśnie w sejmowym Biurze Przepustek 24-letni Dawid (…) – zatrzymany za udział w demonstracji – został w piątek 20 lipca 2018 wieczorem pobity przez policję. Ciężko poturbowany Dawid trafił potem do warszawskiego szpitala (…).Po zatrzymaniu Dawida, policja nie chciała (lub nie umiała) udzielić informacji, jaki jest jego los. Żadnych wiadomości nie był stanie wydobyć nawet reprezentujący W(...) mecenas Jarosław Kaczyński"

- Przerysowany, podkoloryzowany, a często być może nieświadomie przekłamany rzeczywisty przebieg zdarzeń  powoduje, że czytający tekst wprowadzani są w błąd. Narzucany im przekaz, fałszujący prawdziwy obraz sytuacji sprawia, że u odbiorcy pojawia się nienawiść skierowana w stronę policji i oparta na niej fala hejtu, która przysłużyć może się wyłącznie kreowaniu przez zainteresowane tym osoby sytuacji kryzysowych, zagrażających bezpieczeństwu i podżegających do naruszania prawa - odpowiada rzecznik KSP.

Dziennikarz oko.press, Robert Kowalski tak relacjonuje zdarzenia: „Dziwne było zachowanie policji. Nie dopuścili adwokata Murawskiego, nie udzielali informacji, gdzie jest Dawid. Bałem się, czy nie został gdzieś pobity w suce (…).”

Odniesienie do tego zdarzenia możemy odnaleźć między innymi na portalu gazeta.pl:

„W wielu relacjach pojawia się informacja, że przez wiele godzin W(…) nie miał kontaktu ani z rodziną, ani ze swoim pełnomocnikiem, że był "poszukiwany". Taką informacje podaje m.in. oko.press i Obywatele RP. "Dawid (…) został odnaleziony w szpitalu po wielu godzinach poszukiwań. Policja odmawiała podania informacji o miejscu jego pobytu, tym samym uniemożliwiając zatrzymanemu dostęp do adwokata. Niestety jest to standardowa, bezprawna praktyka stołecznej policji" - czytamy we wpisie organizacji.”

W tym samym materiale gazeta.pl możemy przeczytać:

"Obrońca Dawida (…), mec. Jarosław Kaczyński, opisuje, że kontakt był utrudniony, ale tylko przez moment. - Nie można powiedzieć, żeby tutaj było jakieś wielkie zawinienie policji. Gdy tylko poprosiłem o kontakt i możliwość pojechania do szpitala, do pana W(…), to pan policjant, który sam tego nie wiedział, uzyskał informację o jego miejscu pobytu. Spotkaliśmy się ok. godz. 2.30. Mówienie, że policja nie chciała nam udzielić informacji to nadużycie - wyjaśnia mecenas Kaczyński i zaznacza, że on i inni obrońcy mieli możliwość kontaktu z każdym z zatrzymanych."

- W tym przypadku mamy do czynienia z aktywnością jednej z parlamentarzystek, która wprost atakuje policję. Poseł Joanna Scheuring-Wielgus na swoim koncie na Twitterze pisze „Dawid (…), chłopak w wieku mojego syna został wczoraj pobity przez policję. (…) Podajcie dalej, niech wszyscy zobaczą.” We wpisie tym nie ma miejsca na jakiekolwiek wątpliwości. Jest przedstawiona ofiara i wskazani są sprawcy. Tylko, czy rzeczywiście ktoś został pobity? Czy po raz kolejny przy okazji bezpardonowej walki politycznej nie mamy do czynienia z sytuacją, gdy w ocenie samych zainteresowanych cel uświęcać ma środki? - pyta kom. Sylwester Marczak. 

- Z jednej strony mamy więc redaktorów Piotra Pacewicza i Roberta Kowalskiego z oko.press głośno akcentujących, ze policja ukrywała informacje i utrudniała dostęp obrońcy do swojego klienta, z drugiej natomiast słowa samego adwokata, które wyraźnie przeczą takiej narracji - dodaje policjant.

- Jeżeli chodzi natomiast o rzekome pobicie, to na tę chwilę na zdjęciach zamieszczonych w serwisach informacyjnych i portalach internetowych możemy zaobserwować u „bohatera” tych wydarzeń zadrapania na boku, których geneza powstania nie jest dokładnie znana i mogła mieć miejsce chociażby podczas jego „ponadprzeciętnej aktywności” w pobliżu barierek odgradzających teren parlamentu lub w innych, bliżej nie określonych sytuacjach. Sugestywna fotografia w kołnierzu ortopedycznym i z ręką na temblaku także nijak się ma do zdjęć z dnia następnego, na których ów młody mężczyzna tryska wręcz tak zdrowiem, jak i dobrym samopoczuciem - podkreśla Marczak.

Redaktor Pacewicz w swoim tekście na stronach oko.press pisze zaś: „Kontaktowałem się ze szpitalem, skąd zabrała go policja. Nie ma żadnych złamań, nie stwierdzono wstrząśnienia mózgu. Stan Dawida jest niezły, aczkolwiek jest bardzo poobijany.”

- Skąd to „poobijanie”? Warto obejrzeć nagrania, na których widać Dawida w czasie manifestacji przed parlamentem 20 lipca br. Każdy, kto je obejrzy może wyrobić swoją, być może subiektywną, ale własną opinię na ten temat - odpowiada rzecznik KSP

Jak pisze redaktor Pacewicz w oko.press „W relacjach filmowych OKO.press z piątkowych protestów pod Sejmem, Dawid (…) pojawiał się wszędzie tam, gdzie było najgoręcej. O 19:27 kamera OKO.press uchwyciła moment trzeciego już tego dnia zatrzymania go.”

- Nie sposób patrząc na ubiegłotygodniowe wydarzenia i narrację, jaką usiłuje narzucać w związku z ich przebiegiem część polityków i dziennikarzy, nie cofnąć się wspomnieniami do sytuacji, jaka miała miejsce w nocy z 16 na 17 grudnia 2016 roku w czasie manifestacji przed Sejmem - zauważył policjant i przypomniał osobę "cudownie ożywionego" Wojciecha Diduszki.

- Można byłoby stwierdzić „ehh, powtórka z rozrywki” i opuścić na wszystko zasłonę milczenia. Można byłoby. Jednak pobłażanie takim manipulacjom lub przyzwalanie na nawet nieświadome, lecz znajdujące olbrzymi oddźwięk w opinii społecznej przedstawianie zaistniałych zdarzeń w sposób wypaczający ich prawdziwy przebieg, powodowałoby ich dalsze nasilenie i dawało przyzwolenie na powielanie tego typu zachowań

- podkreślił kom. Sylwester Marczak i przywołał wpis posła Michała Szczerby, który ujawnił personalia i wizerunek jednego z policjantów zabezpieczających manifestację pod Sejmem.

- Fala hejtu, jaka wylała się w Internecie na tego funkcjonariusza pokazuje dobitnie, jak w białych rękawiczkach można wyzwolić wśród ludzi nienawiść. W białych rękawiczkach, bo przecież poseł Szczerba nie nawołuje wprost do jakiejkolwiek agresji, nie używa wulgaryzmów, nie grozi. On po prostu w sposób jakże wysublimowany piętnuje jednego z policjantów za to, że ten wykonywał swoje służbowe obowiązki. Wykonywał je bez personalnego angażowania się w politykę, w sposób bezstronny i profesjonalny, adekwatny do sytuacji z jaką miał do czynienia, stanowczy, a jednak szanujący godność innych osób

- napisał kom. Marczak.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: policja.waw.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

Demokraci znów chcą impeachmentu. „Rozliczymy prezydenta, w ten, lub inny sposób”

Zdjęcie ilustracyjne/Donald Trump / flickr.com/Gage Skidmore/CC BY-SA 2.0

  

Demokraci w Izbie Reprezentantów Kongresu USA ponowili wczoraj żądanie wszczęcia procedury postawienia prezydenta Donalda Trumpa w stan oskarżenia po tym jak były prawnik Białego Domu nie stawił się w Kongresie na przesłuchanie mimo wezwania pod groźbą kary (subpoena).

Były prawnik Białego Domu Donald McGahn nie stawił się we wtorek na wyznaczone na ten dzień przesłuchanie przed komisją ds. sądownictwa Izby Reprezentantów stając się w ten sposób kolejnym byłym lub obecnym członkiem administracji Trumpa, który nie zastosował się do wezwania Kongresu.

Przewodnczący komisji, demokrata Jerry Nadler, zagroził pociągnięciem go za to do odpowiedzialności karnej pod zarzutem obrazy Kongresu.

"Nasze wezwania nie są opcjonalne. Ta komisja w ten czy inny sposób przesłucha pana McGahna, nawet jeśli musielibyśmy w tym celu udać się do sądu"

- powiedzial Nadler. "Rozliczymy prezydenta, w ten, lub inny sposób" - dodał.

Jak informuje agencja Associated Press coraz więcej demokratycznych członków Izby Reprezentantów domaga się od przewodniczącej Izby Nancy Pelosi uruchomienia procedury impeachmentu wobec Trumpa. Jest ona jednak zwolenniczką bardziej umiarkowanego podejścia opowiadając się za poczekaniem na wynik rozpoczynających się batalii sądowych.

Jej stanowisko jest jednak wsród demokratów coraz mniej popularne.

"Stoimy w obliczu tego, co może okazać się największą aferą w amerykańskiej historii. Jeżeli dochodzenie Izby doprowadzi do impeachmentu, niech tak będzie" - powiedział dziennikarzom przywódca demokratycznej większości w Izbie Steny Hoyer.

Podobny pogląd wyraził demokrata z Teksasu Joaquin Castro. "Wiąże się to (impeachment) z politycznym ryzykiem, ale jeszcze większym ryzykiem byłoby nic nie robić. To jest walka o naszą demokrację" - napisał na Twitterze.

Ignorując wezwanie komisji McGahn zastosował się do instrukcji Trumpa, który wcześniej zapowiedział blokowanie wszystkich kongresowych wezwań na przesłuchania byłych lub obecnych członków jego administracji.

McGahn miał zeznawać na temat raportu specjalnego prokuratora Roberta Muellera dotyczącego zarzutów zmowy Trumpa z Rosją i utrudniania przez niego pracy organów wymiaru sprawiedliwości. Administracja Trumpa stoi na stanowisku, że raport wszystko wyjaśnił i zwolnił Trumpa od wszelkich zarzutów, tak więc nie ma potrzeby składania dodatkowych wyjaśnień.

Prawnicy Białego Domu utrzymują ponadto, że nie można zmusić członków administracji do składania zeznań w Kongresie.

Trump argumentowal we wtorek na Twitterze, że "każdemu pozwalał zeznawać" przed zespołem Muellera i oskarżył demokratów, że chcą "jeszcze raz powtórzyć" śledztwo.

Kolejnym punktem spornym jest kwestia ujawnienia dokumentów finansowych Trumpa, a zwłaszcza jego zeznań podatkowych. Prezydent konsekwentnie odmawia ich ujawnienia, mimo żądań Kongresu. We wtorek odwołał się od decyzji sądu federalnego, który nakazał mu udostępnić te dokumenty komisji nadzoru Izby Reprezentantów.

Prawnicy prezydenta argumentują, że domagając się tych informacji Kongres przekracza swe uprawnienia. Utrzymują też, że wezwanie komisji nadzoru ma charakter wyłącznie polityczny.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl