Każdy zamożny ród w dawnej Rzeczypospolitej musiał mieć przynajmniej kilka zamków i pałaców, które były jego prywatną stolicą, miejscem odpoczynku, zarządzania włościami, ale też ośrodkiem kultury, przepychu czy życia rodzinnego. Od zadnieprzańskich Łubniów Jaremy Wiśniowieckiego po łotewski zamek Konstantego Ludwika Platera w Krasławiu i od Pałacu Przebendowskich w Wejherowie po zamek w Nowym Wiśniczu przyozdobiona była Rzeczypospolita cudami architektury. Gdy Zachód skupił wielkie gmachy w miastach, polscy szlachcice woleli uciekać z dala od miejskiego zgiełku na prowincję, gdzie każdy czuł się panem u samego siebie. Ot na przykład poza Warszawę chciał uciec Jan III Sobieski, który postanowił…

Zudować polski Wersal

Dziś Wilanów jest dostępny dla wszystkich zwiedzających, z możliwością zajrzenia nawet do królewskiej sypialni, swojego czasu obrastał skandalem. Monarcha nie miał prawa nabywać ziemi, o co dbała szlachta, by władcy nie oddawać za dużo narzędzi do bogacenia się, więc Sobieski dał przyjacielowi Markowi Matczyńskiemu pieniądze na zakup włości, które następnie… król otrzymał „w prezencie”. Dziś dzielnica Wilanów kojarzy się z nowoczesnym stylem życia, a powstała dzięki pobożnemu monarsze, który poprzez staranną propagandę, ale i zamiłowanie do rozgłosu uczynił z rezydencji kamienną opowieść o swoich zwycięstwach - rzeźby, malowidła i obrazy opowiadają o nim samym bezpośrednio - albo poprzez mity o Herkulesie czy Prometeuszu. Autorem dzieła od zewnątrz był holenderski architekt Tylman von Gameren, zaś w środku swoje ręce przyłożyły dziesiątki polskich i zagranicznych artystów.

Prawie Wawel na Kielecczyźnie

Takiego szczęścia jak Wilanów nie miał zamek Krzyżtopór. Zamek, ale z pałacem, bo wzniesiony w myśl włoskiej myśli architektonicznej Pallazzo in fortezza (Pałac w fortecy) spełnia warunki zarówno wystawności jak i obronności. Gmach jest naprawdę monumentalny, o czym zaświadczą liczby: 600 metrów łącznej długości murów, blisko półtora hektara powierzchni, kubatura obiektu wynosi ponad 70 tysięcy metrów sześciennych. Do ukończenia samego dachu było potrzebne 30 tysięcy dachówek! Gdy Ossolińscy wznosili go w połowie XVII wieku, byli faktycznie u szczytu potęgi, ale początek nieomal półwiecznych wojen w Rzeczypospolitej nie pozwolił ich właścicielom nacieszyć się swoją siedzibą. Dziś jedynie ruiny świadczą o bogactwie i zamiarach senatorskiego rodu, ale już same ruiny robią wrażenie!

(…)

[O rezydencjach w Krasiczynie, Radzyniu Podlaskim i Puławach, a także o kodzie kulturowym zawartym w staropolskiej architekturze, możecie Państwo przeczytać w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska” (nr 29 z 18 lipca 2018 r.)]

Kod na polityczną wielkość

Wsłuchując się w historię magnackich rodów można nie tylko zrekonstruować wielkość dawnej Rzeczpospolitej, ale i usłyszeć ich testament i rozpoznać przepis na udane polityczne projekty. Wspomniane pięć magnackich rezydencji opowiada bowiem o elitach bez kompleksów, dyskutujących i wprowadzających w życie nowe ustrojowe przedsięwzięcia. W Krzyżtoporze swoje propozycje o stłumieniu buntowniczych nastrojów Kozaczyzny snuł przyrodni brat właściciela rezydencji - potężny kanclerz Jerzy Ossoliński. Z Wilanowa do stolic całej Europy (a nawet do Persji!) szli kurierzy Sobieskiego z projektami antytureckiej koalicji, w Radzyniu Podlaskim dyskutowano jak utrzymać republikański charakter Rzeczypospolitej bez despotyzmu królewskiego. Krasiczyn nieraz się zmagał z Tatarami, a jeden z jego ostatnich sapieżyńskich właścicieli zginął w obronie Lwowa w 1919 roku, w Puławach zaś liczono rachunki na sprowadzenie nowych artystów z zachodniej Europy i kształcenie własnych literatów czy budowniczych. Przechadzając się wśród tych murów warto się wsłuchać w te dyskusje, bo współcześni oligarchowie nie mogliby u dawnych magnatów nawet koni poić.

NIE PRZEGAP: Cały tekst w najnowszym numerze „Gazety Polskiej” (nr 29 z 18 lipca 2018 r.)