Gdy w 1990 r., już w III RP, Józef Iwulski trafił do Sądu Najwyższego, awans ten wojskowa bezpieka odnotowała w karcie żołnierza WSW. W gorzkiej piosence Andrzeja Kołakowskiego o śmierci niepokornego czeskiego barda Karela Kryla i transformacji komunizmu w postkomunizm padają słowa: „A szpicel jak dawniej w knajpianych tkwił drzwiach i rozdział kolejny otwierał”. Tak właśnie nowy rozdział otwierał Józef Iwulski, kapitan wojskowej bezpieki, który znów miał idealne „predyspozycje”. Na miarę III RP.

Ojciec i matka w Milicji Obywatelskiej, żona w Służbie Bezpieczeństwa, on sam w Wojskowej Służbie Wewnętrznej (następcy Informacji Wojskowej i poprzedniczce WSI) – takie koligacje najważniejszego dziś polskiego sędziego najlepiej pokazują, czym był wymiar sprawiedliwości III RP. Takich sędziów było bardzo wielu, jak Polska długa i szeroka.

To dlatego Polska nie ukarała sprawców mordów bezpieki, tych z lat stalinowskich, a także tych z lat 80. To dlatego doszło do gigantycznego złodziejstwa przy okazji tzw. prywatyzacji. To rządy podobnych układów w wielu dziedzinach życia sprawiły, że Polska była państwem bezradnym po Smoleńsku.

Taka jest stawka walki o głęboką, prawdziwą reformę wymiaru sprawiedliwości, której najważniejszą odsłoną są zmiany w Sądzie Najwyższym.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”