Setna rocznica zamordowania cara

/ wikipedia.org

  

W miejscu zamordowania przez bolszewików w 1918 roku ostatniego cara Mikołaja II i jego rodziny w Jekaterynburgu dziś odbyły się uroczystości religijne. W 100-lecie kaźni Cerkiew nadal jednak nie uznała autentyczności zidentyfikowanych szczątków Romanowów.

Jak co roku, w rocznicę mordu odbyła się droga krzyżowa, tym razem z udziałem około 100 tys. wiernych. Przeszli oni od miejsca, gdzie stał niegdyś dom kupca Ipatiewa, w którego piwnicy zamordowano Romanowów, do terenu dawnej kopalni, gdzie bolszewicy próbowali ukryć ciała. Dziś w obu tych miejscach stoją świątynie prawosławne.

W soborze wzniesionym na miejscu, gdzie stał dom Ipatiewa, w nocy z poniedziałku na wtorek odprawił liturgię zwierzchnik Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, patriarcha Cyryl. Świątynia nie pomieściła wszystkich wiernych i nabożeństwo odbywało się pod otwartym niebem.

Stulecie kaźni Romanowów nie jest obchodzone na szczeblu państwowym. Jedną z przyczyn są utrzymujące się rozbieżności pomiędzy Cerkwią i organami świeckimi w sprawie szczątków Romanowów. W latach 90. zeszłego wieku po śledztwie i wielu ekspertyzach komisja rządowa uznała autentyczność szczątków, odnalezionych pod Jekaterynburgiem zaledwie kilka lat wcześniej. Cerkiew jednak ogłosiła, że dowody nie są wystarczające.

Według niektórych ocen u podłoża tej decyzji Cerkwi leżały spory personalne i obawa przed zarzutami o zbytnią uległość wobec instytucji państwowych. W rezultacie zwierzchnicy Cerkwi nie uczestniczyli w uroczystym pogrzebie Romanowów w Petersburgu.

W 2000 roku Mikołaj II wraz z rodziną zostali kanonizowani przez Cerkiew z uwagi na pokorę z jaką przyjęli śmierć z ręki bolszewickich oprawców. Jednak grób ostatnich Romanowów nie jest czczony przez wiernych, a niektórzy uważają, że spoczywające w nim szczątki są fałszywe.

Jak przyznała we wtorek rosyjska telewizja państwowa, spory wokół wydarzeń sprzed 100 lat „nie cichną do tej pory”. Brak decyzji Cerkwi uniemożliwia ostateczny pochówek dwojga dzieci Mikołaja II, carewicza Aleksego i wielkiej księżny Marii. Ich szczątki zostały odnalezione dopiero w 2007 roku i wówczas Cerkiew również powstrzymała się od uznania ich autentyczności.

W 2015 roku na prośbę Cerkwi wznowiono dochodzenie dotyczące autentyczności szczątków Romanowów. Działania prowadził Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej, powołano również specjalną komisję cerkiewną. Spodziewano się, że przed 100-leciem kaźni rodziny carskiej zapadnie rozstrzygnięcie i wypowie się w tej sprawie Święty Synod, który zebrał się w Jekaterynburgu. Decyzja jednak nie zapadła.

W poniedziałek Komitet Śledczy ogłosił, że „wnioski kompleksowych ekspertyz molekularno-genetycznych potwierdzają, iż odnalezione szczątki należą do byłego cara Mikołaja II, członków jego rodziny i osób z jego otoczenia”.

W nocy z 16 na 17 lipca 1917 roku bolszewicy rozstrzelali w podziemiach domu kupca Ipatiewa Mikołaja II, jego żonę Aleksandrę, ich pięcioro dzieci, a także lekarza, lokaja, służącą i kucharza rodziny carskiej. Dom Ipatiewa został w latach 70. XX wieku zrównany z ziemią. Władze sowieckie długo ukrywały okoliczności i miejsce zabójstwa. Dopiero w 1991 roku odnaleziono szczątki niemal wszystkich zamordowanych, oprócz dwóch ciał - carewicza Aleksego i wielkiej księżny Marii, które odnaleziono dopiero w 2007 roku.


 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalena.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Z chuliganów zrobił rugbystów. Podbili Europę! Posłuchajcie legendarnego Zbyszka Rybaka (FILM)

/ Fot. Kamil Tokarski/RC Arka Gdynia

  

- Historia Zbyszka Rybaka to najbardziej niesamowita opowieść o III RP. Niby-państwo we wczesnych latach 90. olało swoją trudną młodzież. Skazało ją na patologię, używało do szemranych interesów. I oto najgroźniejszy z ówczesnych kibiców-chuliganów zaczyna rozumieć, że coś jest nie tak. Najpierw wyznacza zasady honorowe tego świata, potem tworzy z nich drużynę rugby. I oto charakterni ludzie skazani na upadek, podnoszą się i wygrywają – tak o historii Zbyszka Rybaka opowiada Piotr Lisiewicz, który legendarnego chuligana i rugbystę zaprosił do „Wywiadu z chuliganem”. Całą rozmowę obejrzą Państwo poniżej (FILM)

- Myślę, że mamy w społeczeństwie ogólny kryzys męskości. Rugbyści są tego zaprzeczeniem. To faceci twardzi tak na boisku, jak i w życiu

– tak o chłopakach grających w drużynie Arki Gdynia mówił niedawno ich kapelan, ksiądz Tyberiusz Kroplewski.

Zbyszek Rybak w „Wywiadzie z chuliganem” bez autocenzury opowiada o największych chuligańskich bitwach lat 90. Wspomina m. in. wyjazd do Paryża na mecz Francja-Polska z 1995 roku:

- Akcja „Bagietka” to był mój pomysł. Kupiliśmy długie bagietki francuskie, a mieliśmy ze sobą pręty zbrojeniowe, które powkładaliśmy w te bagietki. Chrupaliśmy sobie te bagietki, kiedy nawinęło się kilkudziesięciu nieszczęśników z Paris Saint Germain, którzy postanowili nas zaatakować. No to poczęstowaliśmy ich tymi bagietkami. Po pierwszym uderzeniu bułka odpadała i na głowie lądował pręt.

Jak życie chłopaków z Gdyni zmieniło rugby?

- Sport nauczył mnie wiele pokory. Rugby jest tak ciężką dyscypliną, więc jak ciężką trenujesz, to nie masz potem pomysłów, żeby robić coś głupiego. Można powiedzieć, że rugby mnie wyedukowało

– mówi Zbigniew Rybak. A potem „zaraza” rozpoczęta od legendy Rybaka rozlała się po Polsce i  wielu drużynach rugby zmieniła życie setek młodych ludzi, którzy od dzieciństwa wychowywali się w trudnych rodzinach.

Jak podkreśla Lisiewicz, ta niesamowita historia pokazuje, czym III RP różniła się od Polski przedwojennej:

- Szkoły pełne zdziczałych chłopaków, którzy jako dumni weterani wojny polsko-bolszewickiej kładli pistolet na ławce w gimnazjum – taką rzeczywistość 1920 r. opisał przecież Ryszard Kiersnowski w książce „Młodość sercem pisana”. W internacie tłukli po ścianach butelki, a gdy wychowawczyni prosiła, by nie robili tego po północy, odpowiadali „Kto bił bolszewika, teraz może tłuc butelki”.

Jak zareagowało przedwojenne państwo?

– Ono miało elity, mądre i patriotyczne. I walka o to, żeby ocalić tę młodzież była jej troską. II RP zawadiakom odpuszczała w gimnazjum, a potem brała ich do szkół oficerskich, co było marzeniem i dumą każdego z nich. Odwagi nie musiała ich uczyć, ale wpajała im honor, dyscyplinę, szacunek dla kobiet. W efekcie Polska z tych dzikich chłopców zrobiła najlepszych kawalerzystów na świecie

– stwierdza Lisiewicz.

A III RP? – Miała trudną młodzież gdzieś. Mam wrażenie, że scenariusz, by setki tysięcy chłopaków żyły w patologii, był jej władcom na rękę. Dlatego legenda Zbyszka Rybaka jest piękną historią. W  III RP mamy cholernie mało pięknych legend. I trzeba koniecznie poznać tę – mówi Lisiewicz.

Całą rozmowę Piotra Lisiewicza ze Zbyszkiem Rybakiem obejrzą Państwo poniżej:

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl