Chciał usłyszeć od Putina, że Rosja nie wtrącała się wybory, które on wygrał. Putin zapewnił go, że GRU nie istnieje i że Rosja się nie wtrącała (ponieważ jest tak samo demokratycznym państwem jak USA), czym obaj się bardzo ucieszyli

- wskazuje portalowi niezalezna.pl dr Targalski. A jeśli mówić na poważnie, podkreśla, „bo oczywiście cały ten targ to była jedna wielka farsa”, to „porozumienie dotyczy dwóch punktów”. Po pierwsze, że Trump i Putin będą "likwidowali" Hillary Clinton, zaś po drugie, że sprawa Nord Stream II została poświęcona przez prezydenta USA w zamian za deklaracje Rosji w kwestii południowo-zachodniej Syrii.

To jest uderzenie w Hillary Clinton i w prowadzone śledztwo - taki był główny cel wizyty Trumpa. Putin zaś chciał osiągnąć, co się da. Trump od Putina usłyszał to, co chciał, czyli „że się nie wtrącał, skoro tak mówi”

- podkreśla Targalski. Jak zdradza w rozmowie z naszym portalem, „najbardziej się ubawiłem, jak Putin deklarował, że bardzo ważni biznesmeni amerykańscy nie są inwigilowani, kiedy przyjeżdżają do Rosji”. 

Natomiast drugi punkt porozumienia amerykańskiego i rosyjskiego przywódcy dotyczy, zdaniem doktora, faktu, że Trump poświęcił Nord Stream II w zamian za obietnice pomocy rosyjskiej w Syrii południowo-zachodniej, na granicy z Izraelem. 

Z tym, że oczywiście nie zawarto żadnego porozumienia, bo Izrael dąży do tego, żeby w ogóle z Syrii wycofać oddziały irańskie i Hezbollahu. Putin mówił, że może załatwić wycofanie ich na 80 km od granicy i chyba na tym stanęło

- podkreśla.

Jeżeli zaś chodzi o konkrety, według Targalskiego, tak naprawdę nie osiągnięto nic. Jedyna operacja, którą przeprowadzono, to nieporuszanie tematów spornych

Ważne jest to, co mówił Trump. Putin chciał do całej sprawy przyłączyć Ukrainę, a temat ukraiński nie był w ogóle poruszany. Zresztą Putin został zmuszony do odpowiedzi, że Ameryka nadal uznaje okupację Krymu za nielegalną. Oczywiście, o zniesieniu sankcji nie było mowy. Nie było mowy również o żadnych krokach normalizujących stosunki. Oba państwa zostały na swoich pozycjach

- zapewnia Targalski i dodaje, że można zaryzykować stwierdzenie, iż Trump tam pojechał w swojej prywatnej sprawie, czyli wkręcenia się GRU do wyborów. Wszystkie zaś kwestie sporne zostały pominięte milczeniem. 

Te zachwyty, jak się doskonale rozumieją, jak sobie z dzióbków miodek spijają, są zwyczajnie bezsensowne

- stwierdza, a na nasze pytanie, czy zdawkowe uprzejmości Trumpa wobec Putina i vice versa mogą stanowić dla nas powód do obawy, mówi:

Dla nas powodem dla obawy są konkrety, a tych nie ma. Jedyny minus jest taki, że Ameryka nie będzie zwalczała Nord Stream II. Ale z drugiej strony my nie mamy żadnych szans, żeby to zablokować, a Niemcy i tak go wybudują. 

Targalski wykazuje zarazem, że mówienie o tym, iż Rosja i USA będą konkurowały na rynku gospodarczym w sprzedaży ropą i gazem oznacza, że Trump za Syrię poświęcił Nord Stream II. Ale, podkreśla doktor, prezydent USA w Syrii niczego nie uzyska, ponieważ Putin nie może ustąpić - "straciłby atut przetargowy". "Może tylko zwlekać i kombinować", dodaje.