Polska fregata rakietowa na Dynamic Mongoose

/ mat. 3. FOkr. / http://3fo.wp.mil.pl/pl/4_743.html

  

Do Portu Wojennego w Gdyni powróciła fregata rakietowa ORP "gen. T. Kościuszko". Jednostka wzięła udział w ćwiczeniu pod kryptonimem Dynamic Mongoose. Polska Marynarka Wojenna uczestniczyła w nim już po raz czwarty — informuje 3. Flotylla Okrętów.

W tegorocznych międzynarodowych ćwiczeniach pod kryptonimem Dynamic Mongoose udział wzięły jednostki z 8 państw noszących bandery: Danii, Turcji, Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Polski, Norwegii oraz Holandii. Polską Marynarkę Wojenną reprezentowały fregata rakietowa ORP T. Kościuszko oraz zbiornikowiec ORP Bałtyk — czytamy na portalu gdyńskiej Flotylli.

Manewry, które rozpoczęły się 25 czerwca, odbywały się przez dwa tygodnie. Głównym celem cyklicznych ćwiczeń na morzu Sojuszu Północnoatlantyckiego pk. Dynamic Mongoose jest doskonalenie procedur współpracy podczas poszukiwania, śledzenia i atakowania okrętów podwodnych. Zadania te jednostki realizowały samodzielnie jak i w składzie zespołu oraz przy współpracy ze śmigłowcami i samolotami zwalczania okrętów podwodnych — podaje 3. FOkr. 

Dynamic Mongoose to manewry morskie państw członkowskich NATO przygotowane i realizowane ściśle według procedur obowiązujących podczas działań sojuszniczych. Ich głównym celem jest doskonalenie poziomu wyszkolenia sił sojuszu w aspekcie prowadzenia jednych z trudniejszych operacji na morskim teatrze działań - operacji zwalczania okrętów podwodnych (ZOP). Siły zdolne do prowadzenia skutecznego poszukiwania, śledzenia i zwalczania okrętów podwodnych mają kluczowe znaczenie dla utrzymania bezpieczeństwa morskich szlaków komunikacyjnych w sytuacjach kryzysowych, gdyż okręty podwodne to jeden z najefektywniejszych środków bojowych na morzu. Jednostki tej klasy zapewniają skrytość działania i mogą być wykorzystane do szerokiego spektrum zadań: rozpoznania, operacji uderzeniowych oraz przerywania i tworzenia blokad. Autonomiczność i nieograniczona dzielność umożliwia jego wykorzystanie w dużej odległości od macierzystych baz. Jeden okręt podwodny może skutecznie sparaliżować funkcjonowanie dużego portu lub zaangażować do działań znaczne siły okrętowe i lotnicze. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: 3. FOkr.
Tagi

Wczytuję komentarze...

Co przemilczano w produkcji Sekielskich? W "Końcu systemu" o agenturalnej przeszłości bohaterów filmu

Zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/CC0/Senlay

  

Trzech bohaterów filmu braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu" - Alfreda Cybulę, Jana A. oraz Eugeniusza M. - łączy jeden wspólny mianownik. Wszyscy trzej byli zarejestrowani jako tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa. Tej informacji w filmie jednak próźno szukać. Prof. Jan Żaryn w programie Doroty Kani "Koniec systemu" mówił o zasadzie "korek, rozporek i worek", stosowanej bezwzględnie w komunistycznej bezpiece. - Chodziło o alkoholizm, wszelkie formy rozpusty, jak pederastia czy posiadanie nieślubnych dzieci, oraz pieniądze, które są pewną formą uznania przez SB, że po rozpoznaniu danego kapłana można mu zaproponować duże pieniądze – wszystko po to, aby księża stali się posłusznymi narzędziami - tłumaczył historyk.

Znajdujące się w Instytucie Pamięci Narodowej dokumenty dotyczące księży – Alfreda Cybuli, Jana A. oraz Eugeniusza M.- bohaterów filmu Sekielskich, mają wspólny mianownik – byli zarejestrowani jako tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa. Informacje na temat duchownych trafiły do zajmującego się walką z Kościołem Katolickim Departamentu IV komunistycznego MSW.

Jan A. został zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako TW „Paweł”. W jego teczce znajduje się informacja o skłonnościach duchownego do młodych dziewcząt, jednak o tym w dokumencie nic nie ma.

W zasobach IPN znajdują się także dokumenty dotyczące kolejnych bohaterów filmu Tomasza Sekielskiego – księdza Alfreda Franciszka Cybuli – zarejestrowanego jako TW „Franek” oraz Eugeniusza M. - zarejestrowanego jako TW „Sikorski”. Wymienieni księża utrzymywali homoseksualne kontakty z ministrantami; o swoich traumatycznych przeżyciach ich ofiary – już jako dorośli mężczyźni -opowiedzieli w filmie.

Z dokumentów dotyczących Alfreda Franciszka Cybuli (ur. 10 sierpnia 1940 – zm. 21 lutego 2019 r.) wynika, że został on zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Franek” 28 listopada 1969 roku na zasadzie dobrowolności do zagadnień dotyczących kleru. Materiały dotyczące ks. Cybuli – jak czytamy w notatce SB – zostały 21 lutego 1990 roku „komisyjnie zniszczone we własnym zakresie ze względów operacyjnych” .

Ksiądz Cybula od 1981 roku utrzymywał bliskie kontakty z Lechem Wałęsą, podobnie ksiądz Henryk Jankowski - w filmie jest pokazana scena obalenia jego pomnika w Gdańsku i jest on wymieniony w kontekście księdza Cybuli. Według ustaleń historyków, ksiądz Henryk Jankowski został zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako kontakt operacyjny.

W rozmowie z Dorotą Kanią w programie "Koniec systemu", prof. Jan Żaryn stwierdził, że "nie tylko Wałęsa wiedział o agenturalnej przeszłości ks. Cybuli". 

- Przypomnijmy, że jako pierwsza komisja, która weszła na teren akt SB składała się z takich osób, jak Bogdan Kroll, prof. Jerzy Holzer historyk z PAN, historyk prof. Andrzej Ajnenkiel i Adam Michnik, ówczesny poseł OKP oraz jednocześnie redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”. Ta czwórka zdobyła pewną wiedzę, którą będzie do końca życia obciążona. Ta decyzja, i kolejnych ludzi, którzy weszli do tych akt, mogła uzdrowić nasze życie społeczno-polityczne. Tamci ludzie podjęli decyzję, że będzie można wykorzystać różne postawy z przeszłości do tego, żeby wygrywać w bieżącym życiu politycznym. Niezależnie od tego, czy widzieli wszystkie akta, to przez to, że zdecydowali się wykluczyć innych w latach '90, my Polacy nie mieliśmy odpowiedniej wiedzy. Próba lustracji nie powiodła się nie dlatego, że była źle przygotowana, tylko dlatego, że ówczesna strona posiadająca władze nie dopuściła do tego

- powiedział prof. Żaryn.

Wcześniej gość Doroty Kani tłumaczył zasady działania bezpieki przy werbowaniu duchownych i zobowiązywania ich do współpracy. Powiedział o stosowanej - najpierw przez UB, potem przez SB - zasadzie "korek, rozporek i worek".

-  To były zasady brutalnie nazwane przez aparat bezpieczeństwa. Chodziło o alkoholizm, wszelkie formy rozpusty, jak pederastia czy posiadania nieślubnych dzieci oraz pieniądze, które są pewną formą uznania przez SB, że po rozpoznaniu danego kapłana można mu zaproponować duże pieniądze – wszystko po to, aby księża stali się posłusznymi narzędziami

- ocenił Jan Żaryn.

Więcej o tym, co zostało przemilczane w filmie Sekielskich - w tekście Doroty Kani w środowym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska" - NIE PRZEGAP

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: telewizjarepublika.pl, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl