Polska kolej z historią

polona.pl

  

Pierwszą trasę kolejową na terenie obecnej Polski uruchomiono w 1842 r. Było to połączenie z Wrocławia do Oławy. Trzy lata później oddano do użytku pierwszy odcinek Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej, tzw. wiedenki.

W tym roku mija 150. rocznica śmierci inżyniera Stanisława Wysockiego, projektanta i budowniczego tej drogi. Prace nad budową linii kolejowej rozpoczęły w kwietniu 1840 r. Koszt budowy kolei oszacowano na 20 mln złotych polskich. Ale proces wcale nie był łatwy – już dwa lata później skończyły się pieniądze pożyczone przez Bank Polski, do tego doszły kryzysy kadrowe, i koniec końców Towarzystwo Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej upadło, a roboty wstrzymano, aż do lipca 1843 r. Dalszą budowę przejął działający w imieniu państwa Zarząd Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej pod kierownictwem płk. Edwarda Gerstfelda. Uroczysty przejazd trasą pierwszego odcinka Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej z Warszawy do Grodziska Mazowieckiego nastąpił 14 czerwca 1845 r. Podróż trwała 40 minut. Pociąg składał się z 24 wagonów wiozących ok. 600 osób. 15 października 1845 r. tory doprowadzono do Skierniewic i Łowicza, 1 grudnia 1846 r. do Częstochowy, a 1 kwietnia 1848 r. otwarto odcinek do granicy w Maczkach (dziś dzielnica Sosnowca). Cała linia miała długość 327,6 km i liczyła 27 stacji, a więc była to najdłuższa jednorazowo budowana linia w Europie. Była to też pierwsza linia kolejowa na ziemiach Królestwa Polskiego, a zarazem druga linia kolejowa w całym Imperium Rosyjskim. Ale wróćmy do jej twórcy – Stanisława Wysockiego, inżyniera w Banku Polskim. To on w 1835 r. opracował dla Banku Polskiego raport dotyczący projektu kolei łączącej Warszawę z leżącym przy granicy Królestwa Polskiego okręgiem przemysłowym, a trzy lata później rozpoczął realizację tego projektu. Zorganizował prace i nadzorował je jako naczelny inżynier. On też doprowadził do wprowadzenia na nowo budowanej drodze żelaznej trakcji parowej, a nie preferowanej przez władze trakcji konnej. Gdy budowę ukończono, został naczelnikiem wydziału technicznego DŻWW, a w 1857 r. mianowano go głównym inspektorem dróg żelaznych w Królestwie Polskim. W ostatnich latach życia pracował jako doradca techniczny kolei Warszawsko-Terespolskiej. Wysocki był z pewnością pionierem kolejnictwa w Polsce, ale nie był jedynym, który zapisał się na kartach historii. Wybitnym budowniczym był też Ernest Malinowski, twórca do niedawna najwyżej położonej linii kolejowej na świecie w peruwiańskich Andach. W Polsce trochę zapomniany, w Peru wciąż o nim pamiętają i do dziś korzystają z jego dzieła. Trafił tam za sprawę ówczesnego prezydenta Ramona Castillo, który postanowił sprowadzić inżynierów z Europy i pobudzić gospodarkę kraju. Malinowski nie miał łatwego zadania, poza Peru jego przedsięwzięcie uznano wtedy, w latach 1970– 1976 za nierealne i skazane na porażkę. Nawet po zakończeniu budowy nie chciano uwierzyć w istnienie tego ciągu mostów i tuneli. Inżynier Wojciech Folkierski, przyjaciel Malinowskiego, pisał w swoich relacjach, że budowa: „przedstawiała tak w szczegółach, jak i w całości tyle osobliwości, że inżynierowie europejscy długo w nią uwierzyć nie chcieli, uważając za oszustwo. Trzeba było dopiero każdego ministra europejskiego, każdego z admirałów angielskich lub francuskich, w miarę jak przybywali do Callao, zapraszać po kolei w tę jednodniową wprawdzie, ale pełną osobliwości wycieczkę, by wreszcie w Europie uwierzono w istnienie nadzwyczajnego dzieła”. Dzięki polskiemu inżynierowi połączono drogą lądową wybrzeże Pacyfiku i Atlantyku, co z kolei umożliwiało transport bogactw naturalnych w głąb kraju. W sumie wykuto 63 tunele o długości ponad 6 km, zbudowano kilkadziesiąt mostów i wiaduktów o łącznej długości 2 km. Wśród wielu zbudowanych przez Polaka mostów szczególnie imponujący jest ten znajdujący się nad wąwozem Verrugas. Mierzy on 175 m długości i jest wysoki na aż 77 m. Te liczby plasowały go przez długi okres w ścisłej czołówce największych tego typu obiektów na Ziemi. Miano największego budowniczego dróg żelaznych w 170-letniej historii kolei na ziemiach polskich zyskał jednak Józef Tymoteusz Nowkuński. To on bowiem kierował budową najdłuższej w Polsce i bardzo ważnej magistrali kolejowej (węglowej) Śląsk–Bałtyk na trasie: Herby Nowe– Karsznice–Inowrocław–Bydgoszcz–Kościerzyna–Gdynia (485 km). Zbudował ją z dużym rozmachem w krótkim czasie, pomimo trudności związanych m. in. z błotami sięgającymi 25 m głębokości pod stacją Kack Wielki oraz kłopotów organizacyjnych, spowodowanych przez kryzys gospodarczy. Inwestycję rozpoczął w roku 1927 jako naczelny kierownik budowy w ramach Ministerstwa Komunikacji, a od 1931 r. prowadził ją jako dyrektor zarządu budowy Francusko-Polskiego Towarzystwa Kolejowego, które na podstawie koncesji rządowej ją finansowało i potem do wybuchu wojny eksploatowało. Nie jest tajemnicą, że z koleją wiele wspólnego miał też Władysław Stanisław Reymont. Początkowo pracował przy odśnieżaniu torów i wymianie szyn w okolicach Wolbórki, a później dostał staż jako kancelista na stacji w Rogowie. Staż skończył się po czterech miesiącach. Jak wynika z zapisów zachowanych w  notatniku pisarza, przyczyną był „bałagan” w powierzonych mu dokumentach oraz nadmierna sympatia, jaką okazywał młodej żonie zawiadowcy stacji. Po powtórnym stażu zdał egzamin kolejowy ze znajomości licznych przepisów i instrukcji i został pracownikiem kolei. Do jego obowiązków należał codzienny obchód ok. 11-kilometrowego odcinka między stacją Rogów a przejazdem drogowym we wsi Lipce. Pracował tak dwa lata, po czym, jak napisał w jednej z autobiografii: „Porzucił kolej z jej winy”. Dziś pewnie już by tego nie zrobił, biorąc pod uwagę, w jakim tempie rozwija się kolej w Polsce i jak bardzo jest nowoczesna .Dom, w  którym mieszkał Władysław Reymont, można podziwiać do dziś. Znajduje się w pobliżu stacji kolejowej Lipce Reymontowskie.  

Artykuł powstał przy współpracy z PKP S.A

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Pijany kierowca chciał uniknąć policyjnej kontroli. Wpadł na absurdalny pomysł

Zdjęcie ilustracyjne / policja.pl

  

Jadący autem "na podwójnym gazie" kierowca starał się za wszelką cenę uniknąć policyjnej kontroli. Wpadł na bardzo osobliwy pomysł. Uznał bowiem, że policja nie zatrzyma go, gdy zamiast jezdnią, będzie jechał... chodnikiem. Na niewiele się to zdało.

- Niecodzienny widok przerwał dzieciom korzystanie z atrakcji jednego z polkowickich placów zabaw. Trójka chłopców w wieku od 10 do 14 lat zauważyła przejeżdżający chodnikiem pojazd, a następnie jego zderzenie z pobliską latarnią. Nastolatkowie zwrócili uwagę również na to, że kierowca może znajdować się pod wpływem alkoholu i mimo, że mężczyzna odjechał z miejsca zdarzenia, postanowili zadzwonić pod numer alarmowy

- tłumaczy st. sierż. Przemysław Rybikowski z komendy policji w Polkowicach (woj. dolnośląskie).

Policjanci w krótkim czasie namierzyli i zatrzymali kierowcę. Alkomat po badaniu 52-latka wykazał 2,3 promila alkoholu w jego organizmie.

- Mieszkaniec Polkowic w rozmowie z policjantami tłumaczył, że z obawy przed policyjną kontrolą postanowił być bardziej niewidoczny i zamiast jezdni na trasę przejazdu wybrał chodnik. Mężczyzna zaraz po tym jak został zatrzymany, stracił również prawo jazdy

- dodaje Rybikowski.

Teraz mężczyźnie grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: dolnoslaska.policja.gov.pl, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl