Kadencja jako bożek praworządności

  

Obrońcy patologicznego układu ciążącego nad polskim wymiarem sprawiedliwości celowo sprowadzają cały spór do kwestii kadencji I prezesa Sądu Najwyższego. Sądzą, że w ten sposób łatwo wykażą, iż obecne władze łamią konstytucję. Zapisaną w niej w art. 183.3 sześcioletnią kadencję traktują jako normę absolutną, niemal najistotniejszy wskaźnik praworządności. Tymczasem tutaj racjonalna i od dawna utrwalona interpretacja zakłada, że aby pełnić funkcję prezesa Sądu Najwyższego, najpierw trzeba mieć status sędziego, a ten z kolei można utracić z różnych powodów przewidzianych przez prawo.

Nie tylko przekroczenie granicy wieku emerytalnego, ale też np. popełnienie przestępstwa czy dopuszczenie się kłamstwa lustracyjnego lub też rezygnacja samego zainteresowanego np. z przyczyn osobistych albo zdrowotnych powoduje utratę mandatu koniecznego do sprawowania funkcji i w rezultacie faktyczne skrócenie kadencji. Co ciekawe, taka zdroworozsądkowa wykładnia od wielu lat była powszechnie uznawana przez specjalistów za niesporną, a wykoślawione logicznie wywody pojawiły się dopiero teraz wraz z politycznym zapotrzebowaniem.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts