Utracone dobro kultury – obraz Izaaka van den Blocke wrócił do Gdańska

Odzyskane dzieło Izaaka van den Blocke / mng.gda.pl

  

Izaak van den Blocke był wybitnym gdańskim malarzem. Obraz „Zesłanie Ducha Świętego” przez kilkadziesiąt lat uznawano za utracone dobro kultury. Po przejściu wieloletniego procesu restytucji został uroczyście przekazany Muzeum Narodowemu w Gdańsku przez sekretarza stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Jarosława Sellina. Dzieło to, datowane na około 1610 r., pierwotnie znajdowało się w drugiej kondygnacji niezachowanego, późnobarokowego ołtarza głównego z kościoła św. Brygidy w Gdańsku.

Obraz „Zesłanie Ducha Świętego” zaginął po 1945 r., a odnaleziony został kilkadziesiąt lat później – w 2007 r. Musiał przejść długi i żmudny proces restytucji, aby można go było włączyć do zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku. 

W Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Departamencie Dziedzictwa Kulturowego za Granicą i Strat Wojennych działa specjalny Wydział ds. Restytucji Dóbr Kultury, który poszukuje naszych strat. Okazuje się, że nie wszystkie poszukiwane dobra kultury znajdują się poza granicami Polski, te dzieła odnajdują się także na terenie kraju, tak jak w przypadku tego właśnie obrazu. Zadanie przed nami jeszcze długie i duże, ponieważ mamy w rejestrze dzieł utraconych około 63 tys. rekordów –  zidentyfikowanych, opisanych, udokumentowanych dzieł, które staramy się odnaleźć.

– powiedział minister Jarosław Sellin podczas uroczystości połączonej z prezentacją obrazu.

fot. Andrzej Leszczyński/MN Gdańsk

Warto przy tym zaznaczyć różnice znaczeniowe między pojęciami dzieło „odnalezione” a dzieło „odzyskane”. Odnalezione dobro kultury może stać się dziełem odzyskanym tylko w przypadku pozytywnie zakończonego  procesu restytucji, który wymaga przeprowadzenia badań proweniencyjnych, rekonstruujących i dokumentujących jego pochodzenie. Nie można też zapomnieć o kontekście historycznym, który szczególnie  w przypadku Gdańska – z jego bogatą i złożoną historią oraz licznymi dobrami kultury, które można w tym mieście podziwiać – ma duże znaczenie. Otóż, trzeba pamiętać, że w wyniku zmian granic po II wojnie światowej Polska na mocy podpisanych umów zyskała prawo do dóbr kultury znajdujących się w publicznych kolekcjach na terenach, których w jej granicach przed wojną nie było. 

Otrzymujemy środki z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na badania utraconych dzieł kultury. I to jest proces, który przybliża nas do odzyskiwania kolejnych dzieł.

– mówił dyrektor Muzeum Narodowego w Gdańsku Wojciech Bonisławski. 

„Zesłanie Ducha Świętego” to obraz utrzymany w stylu manierystycznym. Uwagę zwraca delikatny, laserunkowy modelunek partii dłoni oraz twarzy, co wskazuje na wysokie umiejętności warsztatowe artysty. 

Dzieło ma niestety liczne uszkodzenia, ubytki, zabrudzenia, nosi nawet ślady pożaru – jego faktura miejscami wygląda tak, jakby została poparzona. O procesie konserwacji obrazu, któremu zostanie on poddany, mówiła podczas pokazu zastępca dyrektora MN w Gdańsku, główny konserwator zbiorów muzealnych Anna Gosławska-Fortuna.Konserwacja uchroni obraz od dalszej destrukcji i – na ile to możliwe – doprowadzi do stanu pierwotnej świetności.

Dramatyczne losy tego obrazu właśnie się kończą, a zaczyna ciężka praca konserwatorska.

– dodał dyrektor muzeum na zakończenie uroczystości. W planach jest ponadto wyeksponowanie odrestaurowanego dzieła w stałej Galerii Nowożytnego Malarstwa Gdańskiego, dzięki czemu będzie on dostępny dla szerokiej publiczności. 

Izaak van den Blocke pochodził z rodziny artystów niderlandzkich, która  osiadła w Gdańsku. Jego ojciec Wilhelm był m.in. twórcą Bramy Wyżynnej w mieście, a brat Abraham – Złotej. Izaak malował obrazy alegoryczne, mitologiczne i religijne, dekorował fasady kamienic. Najważniejszym dziełem artysty jest 25 obrazów o treściach alegorycznych, przedstawiających apoteozę Gdańska, wykonanych do Sali Czerwonej ratusza gdańskiego (jeden zaginął).

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: mkidn.gov.pl,mng.gda.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

Znikający Birgfellner. Nie ma głównego świadka, nie ma dowodów

Gerald Birgfellner / Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Grzegorz Broński

Dziennikarz „Gazety Polskiej”, „Gazety Polskiej Codziennie” i portalu niezależna.pl.

Kontakt z autorem

  

„Czynności podejmowane przez zawiadamiającego i jego adwokatów (…) wskazują na dążenie do nieuzasadnionego wydłużenia czynności” – tak prokuratura ocenia zachowanie Geralda Birgfellnera i jego pełnomocników Romana Giertycha oraz Jacka Dubois. Austriak nie stawił się bowiem na wezwanie, nadal brakuje oryginalnych nagrań. Z kolei mecenasi winę zrzucają na prokuraturę.

W najnowszym numerze „Gazeta Polska” ujawnia zaskakujące biznesowe związki firmy Austriaka.

„Zarządcą cypryjskiej spółki Geralda Birgfellnera – austriackiego biznesmena, który nagrywał Jarosława Kaczyńskiego – jest firma powiązana z aferą Panama Papers. Obsługuje ona jednocześnie głównego udziałowca największego rosyjskiego koncernu miedziowego, kontrolowanego przez zaufanego oligarchę Władimira Putina”.
– ustalił autor publikacji Grzegorz Wierzchołowski.

Z kolei wczoraj Prokuratura Okręgowa w Warszawie wydała komunikat poświęcony zachowaniu Austriaka i jego pełnomocników w związku z prowadzonymi czynnościami sprawdzającymi. Są problemy z kontynuacją przesłuchania mężczyzny, który złożył zawiadomienie przeciwko prezesowi PiS. Na wczoraj (i dzisiaj) wyznaczono kolejny termin, ale nie stawił się na wezwanie. Przebywa poza granicami Polski.

Po raz pierwszy Birgfellner zeznawał 11 lutego.

„Pomimo gotowości prokuratora zawiadamiający i jego pełnomocnik nie wyrazili zgody na kontynuowanie czynności dnia następnego, czyli 12 lutego 2019 r. Została ona wznowiona dopiero 13 lutego 2019 r., a przerwana po dwóch godzinach, na wniosek zawiadamiającego, z przyczyn osobistych”.
- wylicza prokurator Łukasz Łapczyński i dodaje:

„Dotychczas zeznania zawiadamiającego są bardzo zdawkowe, a on sam zasłania się w wielu wypadkach niepamięcią”.

Prokurator i pełnomocnicy Austriaka umówili się, że telefonicznie ustalą nowy termin, ale próby skontaktowania z mec. Giertychem okazały się bezskuteczne. Dlatego prokurator wyznaczył termin na 21 i 22 lutego.

„20 lutego 2019 r. o godz. 14.30 pełnomocnik zawiadamiającego Geralda B. adwokat Roman Giertych przesłał do prokuratury faksem pismo, w którym poinformował, że jego klient nie stawi się na wezwanie”.
- podaje prokurator Łapczyński, który tłumaczy, że zgodnie z prawem „niezakończenie przesłuchania zawiadamiającego o przestępstwie uniemożliwia podjęcie decyzji procesowej”.

Poza tym nadal brakuje kluczowego dowodu, czyli oryginałów nagrań rozmów Birgfellnera i prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

„Nośnik elektroniczny przedstawiony prokuraturze zawierał jakieś zapisy dwóch rozmów, co do których nie można stwierdzić z całą pewnością, czy dotyczą one spotkań wskazanych przez zawiadamiającego i opisanych w »Gazecie Wyborczej«”.
- wyjaśnia rzecznik prokuratury.

Po komunikacie głos zabrał najpierw mec. Jacek Dubois.

„Prokuratura słuchała naszego klienta przez dwa dni i dostała cały podstawowy materiał, który daje jej dane uprawdopodabniające, że do czynu zabronionego doszło. Przykro mi, że prokuratura dokonuje społecznej dezinformacji”.
- stwierdził w rozmowie z PAP.

Później na Facebooku pojawiło się oświadczenie Giertycha i Dubois, w którym zarzucono prokuraturze podawanie „szeregu nieprawd i zniekształceń odnoszących się do dotychczasowego przebiegu postępowania sprawdzającego”. W kilku punktach adwokaci przedstawili swoją wersję wydarzeń ubarwioną komentarzem. Nie zawsze zawierającym prawnicze sformułowania.

„Utyskiwania ze strony rzecznika sprowadzają się do negatywnej oceny braku decyzji o wszczęciu postępowania, którą to ocenę pełnomocnicy zawiadamiającego podzielają”.
- napisali Giertych i Dubois.

Trzy dni temu adwokaci wysłali wniosek o zmianę prokurator prowadzącej postępowanie. A jak wyjaśniają, że po jednym z przesłuchań biegła tłumaczka odjechała spod prokuratury tym samym samochodem co Birgfellner i Giertych? Twierdzą, że to był zwykły gest uprzejmości, bo podwozili ją na przystanek autobusowy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl