Premier Mateusz Morawiecki podczas przemówienia w Parlamencie Europejskim ocenił, że "próby ograniczenia polityki spójności to jest populizm; polityka spójności, ambitna walka z nierównościami, to "sytuacja win-win" dla krajów założycielskich UE oraz dla wszystkich innych państw członkowskich".

Zdaniem Janusza Szewczaka, posła PiS, wiceszefa komisji finansów publicznych "populizm uprawia Komisja Europejska przedstawiając takie propozycje cięć".

Od dawna twierdzę, że Polska zbyt słabo akcentuje koszty związane z naszą akcesją do UE i korzystaniem ze środków spójności, bo netto rocznie to około 30 mld zł, czyli mniej więcej tyle, ile zyskujemy rocznie dla budżetu uszczelniając system VAT. Należy też pamiętać, że nasze składki do budżetu UE to ok. 200 mld zł od momentu przyjęcia do Wspólnoty. To nie jest tak, że wyłącznie my na tym korzystamy, bo z każdego euro uzyskanego z UE ok. 60-80 eurocentów wraca, np. w formie zakupu technologii, licencji, odsetek od kredytów – wyjaśnił w rozmowie z Niezalezna.pl.

Poseł PiS podkreślił, że "to nie jest tak, że tylko my jesteśmy beneficjentami, wprost przeciwnie".

To, co teraz proponuje UE, jeśli chodzi o politykę spójności, to jest przede wszystkim propozycja. Moim zdaniem takie cięcia nie zostaną. Są one sprzeczne z podstawowymi zasadami unijnego traktatu, czyli solidarności. Zapewne o budżecie będzie decydował zupełnie inny kształt PE i KE. bo sukcesy w wyborach odniosą ugrupowania bardziej eurosceptyczne. To raczej chęć dokuczenia Polsce, grillowania, potępienia jej za sukcesy, za to, że szybko się rozwijamy, gonimy, depczemy po piętach wielkim i bogatym, chcemy wybić się na suwerenność gospodarczą i finansową. To się nie podoba, bo chodzi o wielkie pieniądze, a ich źródełko miało płynąć wyłącznie na Zachód – ocenił nasz rozmówca.

Zdaniem Janusza Szewczaka "UE ma przed sobą tak gigantyczne problemy, że nie powinna zajmować się Polską, a tym, czy przetrwa – czy przetrwa waluta euro, co zrobią z Portugalią, Włochami, Hiszpanią, Grecją, które potrzebują setek miliardów euro na to, żeby je wydobyć z kryzysu. U nas te wskaźniki wszystkie idą w górę".

Dobrze, że dajemy odpór na arenie międzynarodowej, że premier twardo i bardzo merytorycznie odpiera te zarzuty, ale to UE tonie i działania Timmermansa, Junckera, a zwłaszcza Merkel  jej szkodzą i przyczyniają się do obniżenia  jej autorytetu – dodał.