Totalni chcieli „urwać” się z Sejmu, by protestować na ulicach. Prof. Kik: To rodzaj anarchii politycznej

Borys Budka / Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

Poseł Platformy Obywatelskiej Borys Budka wnosił o zarządzenie przerwy w obradach Sejmu. Wszystko po to, by totalna opozycja mogła pójść… protestować przed Sąd Najwyższy. – To jest czysty wyraz obstrukcji politycznej, torpedowanie po pierwsze parlamentu, po drugie reform dokonywanych przez większość parlamentarną – ocenił w rozmowie z niezalezna.pl politolog prof. Kazimierz Kik.

Na początku dzisiejszego posiedzenia Sejmu RP poseł Borys Budka zwrócił się do marszałka Sejmu o zarządzenie przerwy we wtorkowych głosowaniach Izby od godz. 20 do 22.

Dzisiaj przed Sądem Najwyższym chcą być ci wszyscy, którzy nie godzą się na demontaż niezależnych instytucji państwowych. Dzisiaj posłowie opozycji, klubu PO - ale wierzę, że całej opozycji (...) - będą przed Sądem Najwyższym i prosimy, żeby pan marszałek umożliwił nam wszystkim bycie tam, gdzie tak naprawdę będą ważyły się losy Polski - argumentował Budka.

Sejm odrzucił ten wniosek. O ocenę zachowania opozycji poprosiliśmy profesora Kazimierza Kika.

Według naszego rozmówcy to jest forma nie tylko biernego oporu, ale czystej staroszlacheckiej tzw. złotej wolności, mówiącej, że będę robił co się podoba, a nie to co wynika z moich obowiązków, w tym wypadku obowiązków posła na Sejm RP.

To jest czysty wyraz obstrukcji politycznej, krótko mówiąc torpedowania w oparciu o kompetencje posła Rzeczpospolitej po pierwsze parlamentu, po drugie reform dokonywanych przez większość parlamentarną. Możemy mówić o rodzaju anarchii politycznej, która w żadnych kanonach demokracji się praktycznie nie mieści, chyba że w demokracji szlacheckiej, gdzie rzeczywiście króla miano za nic

– ocenił profesor Kik.
 
Teraz suwerennie wybraną większość parlamentarną ma się za nic, czyli generalnie rzecz biorąc, jest to takie hołdowanie tezie, że liczę się tylko ja, moja partia i moje poglądy, a większość parlamentarna się nie liczy. To jest typowe zjawisko niedojrzałości politycznej. Nie ma takich słów, które można by z oburzenia w tym wypadku wypowiedzieć

– podkreślił nasz rozmówca.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

"NYT" o strategicznym wyzwaniu dla USA

Zdjęcie ilustracyjne / pxhere.com/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/

  

Zbliżenie Chin i Rosji to dla Stanów Zjednoczonych strategiczne wyzwanie - pisze w poniedziałek dziennik "New York Times" i ostrzega, że Waszyngton wraz z sojusznikami nie działa wystarczająco szybko, by przeciwdziałać wysiłkom Pekinu i Moskwy.

"NYT" ujawnia, że w sporządzonej niedawno białej księdze na temat rosnącego strategicznego zagrożenia ze strony Rosji Pentagon ostrzega, iż rosyjski prezydent Władimir Putin może "rozegrać przeciwko USA swoją własną wersję +karty Chin+", co jest "odwróceniem" strategii amerykańskiego prezydenta z lat 1969-1974 Richarda Nixona, który chciał skłócić ze sobą tych dwóch rywali Stanów Zjednoczonych.

Jak czytamy w komentarzu redakcyjnym, "biała księga Pentagonu oraz odrębny raport Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych ostrzegają, że USA i ich sojusznicy nie działają wystarczająco szybko", by przeciwdziałać destabilizującym wysiłkom Rosji i Chin prowadzonym przy użyciu taktyk "szarej strefy", którym blisko do zaangażowania militarnego - chodzi m.in. wojny zastępcze, polityczne i gospodarcze wymuszanie, sianie dezinformacji czy działalność cybernetyczną.

Nowojorska gazeta zauważa, że do niedawna jakiekolwiek zbliżenie między Rosją a Chinami mogło być ignorowane jako "fikcyjne małżeństwo mające niewielki wpływ na amerykańskie interesy".

"Ale odkąd państwa zachodnie nałożyły sankcje na Rosję po jej inwazji na Ukrainę w 2014 roku, władze Chin i Rosji coraz częściej znajdują punkty wspólne, lekceważąc demokrację stylu zachodniego i przedstawiając siebie jako alternatywę dla powojennego przywództwa USA"

- podkreśla "NYT". "Teraz Rosja i Chiny jeszcze bardziej zbliżają się do siebie, co zwiastuje stały układ mogący stanowić dla Stanów Zjednoczonych złożony problem" - ostrzega gazeta.

Na potwierdzenie tej tezy dziennik przypomina o spotkaniu w czerwcu w Moskwie Putina z przywódcą Chin Xi Jinpingiem, któremu podziękował za osiągnięcie w 2018 roku przez oba kraje dwustronnej wymiany handlowej o wartości 100 mld dolarów - o 30 proc. wyższej niż rok wcześniej. "NYT" podkreśla, że obaj przywódcy od 2013 roku spotkali się już prawie 30 razy, a ostatnio Rosja wyraziła zgodę na sprzedaż Chinom najnowszej technologii wojskowej, w tym systemów rakietowych ziemia-powietrze S-400 i myśliwców Su-35.

W komentarzu redakcyjnym napisano także o planach regularnego przeprowadzania wspólnych manewrów wojskowych. W ostatnim czasie - zauważa dziennik - "naukowcy z obu krajów uzgodnili powołanie wspólnego ośrodka badawczego nad Arktyką", Chiny i Rosja "często głosują podobnie w ONZ i mają podobne stanowisko w sprawach Iranu i Korei Północnej; jedni i drudzy stali się bardziej aktywni na Bliskim Wschodzie", a w swoim orędziu do narodu w lutym br. Putin "wyraził przekonanie, że relacje z Chinami poprawią bezpieczeństwo i dobrobyt Rosji".

"Mając na uwadze gospodarczą, wojskową i technologiczną ścieżkę, a także autorytarny model (państwa), to Chiny, a nie Rosja, stanowią znacznie większe wyzwanie w kontekście długoterminowych amerykańskich celów. Oznacza to, że prezydent (Donald) Trump dobrze robi, starając się nawiązać bardziej solidną relację z Rosją i oddalając ją od Chin. Jednak jego działanie jest niezdarne, a czasami nawet sprzeczne z amerykańskimi interesami i wartościami" - ocenia "NYT". Zdaniem gazety USA "nie mogą zabiegać o ocieplanie relacji z konkurencyjnym mocarstwem za cenę ignorowania jego ingerencji w amerykańską demokrację".

Jednocześnie dziennik zauważa, że "nawet w czasach zimnej wojny USA i ZSRR często dokonywały postępów w jednym z aspektów ich stosunków, podczas gdy na innych obszarach pozostawały w konflikcie". W tym kontekście "NYT" uważa, że dziś Amerykanie i Rosjanie mogliby pogłębić współpracę przy eksploracji kosmosu, w kwestii Arktyki czy kontroli zbrojeń.

"NYT" dodaje, że "zważywszy na ich historię, Chiny i Rosja mogą nigdy nie zawrzeć formalnego sojuszu". "Państwa te podzieliła wojna i rywalizacja ideologiczna, a nawet teraz konkurują o wpływy w Azji Środkowej i Wschodniej, a także w rejonie Arktyki. Trudności mogą sprawić również ich obecnie odmienne drogi: Chiny to wschodząca potęga i partner dominujący, a Rosja jest w fazie spadku. Chiny mają drugą na świecie największą gospodarkę, a Rosja nie jest nawet w pierwszej dziesiątce" - czytamy.

"Wciąż jednak mogą mieć coraz więcej wspólnych celów, jeszcze bardziej zagrażając zachodnim interesom. Ameryka musi raczej zgromadzić wokół siebie swoich demokratycznych sojuszników zamiast ich besztać i nakreślić bardziej godną zaufania wizję swego politycznego i gospodarczego modelu" - konkluduje "New York Times".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl