Wiceszef resortu sprawiedliwości był pytany na dzisiejszej konferencji prasowej czego jego zdaniem można się spodziewać po dzisiejszym wysłuchaniu Polski w ramach art. 7 unijnego traktatu. Jaki odpowiedział, że „wszystko jest po stronie Komisji Europejskiej”.

Jak ocenił, w zaproponowanych rozwiązaniach reformy wymiaru sprawiedliwości „nie było żadnego elementu, który nie funkcjonował w innych państwach Unii Europejskiej”.

To trochę jest tak, że w innych państwach można, a w Polsce nie można, no i (jest) pytanie, czy Polska ma prawo reformować swój niewydolny system wymiaru sprawiedliwości, czy nie

- mówił.

(…) to wszystko, co się dzisiaj dzieje (...) - jestem przekonany – to jest „ustawka” Donalda Tuska, który jest mocno powiązany z elitami europejskimi i wszyscy czekają tylko na to, żeby w Polsce rządziła inna partia i wszystko to mówią w imię demokracji - są w stanie „mrozić środki” w imię demokracji, a przypominam, że demokracja polega na tym, że Polacy wybierają kogo chcą i raz wybierają Platformę (Obywatelską), raz wybierają PiS, ale dla niektórych urzędników w Unii Europejskiej demokracja jest tylko wtedy, kiedy wybierana jest Platforma

- powiedział. Jak podkreślił Jaki, „na taką definicję demokracji nie możemy się zgodzić”.

Dzisiejsze wysłuchanie podczas Rady ds. Ogólnych, o które wnioskowała Komisja Europejska, to kolejny krok w prowadzonej wobec polskich władz procedurze mającej na celu zagwarantowanie praworządności. Jest ono etapem przed ewentualnym głosowaniem w Radzie UE w sprawie stwierdzenia wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Polskę wartości unijnych. Stwierdzenie takiego ryzyka przez Radę oznaczałoby przejście do kolejnego etapu postępowania z art. 7., czyli tzw. mechanizmu sankcyjnego. Do tego potrzebne byłoby jednak uzyskanie większości kwalifikowanej, czyli głosów 4/5 krajów członkowskich.