Sikorski na sądowych deskach. Nie pomogły zeznania Anne Applebaum i absolwenta sowieckiej MGIMO

Radosław Sikorski / Maciej Łuczniewski/Gazeta Polska

Maciej Marosz

Dziennikarz \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

  

To będzie trudna do przełknięcia porażka sądowa Radosława Sikorskiego. Przegrał z kretesem w procesie, w którym żądał od b. premiera Jarosława Kaczyńskiego przeprosin i zasądzenia grubej kasy.

Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił w całości pozew Radosława Sikorskiego oburzonego dwoma wywiadami, których Jarosław Kaczyński udzielił w 2016 r. PAP i Onet.pl - informowaliśmy dziś na niezalezna.pl.

Pozew o ochronę dóbr osobistych powoda nie zasługiwał na uwzględnienie – uznał sąd.  

Postępowanie wykazało, że powód nie jest uprawniony do ochrony swoich dóbr osobistych w realiach tej sprawy

– brzmiało uzasadnienie.

Jarosław Kaczyński odnosił się w wywiadzie do cofnięcia noty dyplomatycznej  w sprawie uznania miejsca katastrofy smoleńskiej za obszar eksterytorialny. Sikorski twierdzi, że nie cofnął noty dyplomatycznej i w ogóle nie była ona formułowana przez polskie MSZ. W pozwie były szef resortu spraw zagranicznych uznał, że słowa prezesa PiS naruszają jego dobre imię, cześć i godność.

Jak się okazało do wykazania tego nie pomogły złożone w interesie Sikorskiego zeznania m.in. jego żony Anne Applebaum jak i b. podwładnego ministra Jarosława Bratkiewicza, znanego też jako absolwenta sowieckiej kuźni kadr MGIMO.

Wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego nie stanowiły w ogóle naruszenia dóbr osobistych powoda

– mówiła sędzia Anna Ogińska-Łągiewka. Wypowiedzi b. premiera zdaniem sądu, zawierały neutralne informacje dotyczące pełnienia funkcji ministra spraw zagranicznych przez powoda.

Sporne wypowiedzi u przeciętnego, rozsądnego odbiorcy, nie mogły wzbudzać przeświadczenia o przekraczaniu przepisów prawnych czy łamaniu norm moralnych przez Jarosława Kaczyńskiego

– uznał sąd.  Sędzia zaznaczyła w uzasadnieniu, że dwa wywiady udzielone przez prezesa PiS zawierały negatywną opinię na temat polskich władz po katastrofie smoleńskiej.

Pozwany dodał też ocenę prawną tych działań, do których  jako kierujący partią z dużym poparciem społecznym miał politycznie, społecznie ale i prywatnie (jako brat zmarłego prezydenta) uzasadnione prawo

– stwierdził sąd. Jak zaznaczył, samo to  było już  wystarczającym powodem do oddalenia pozwu w całości. Sąd wskazał jednak, że również, gdyby hipotetycznie uznać, że sporne wypowiedzi naruszają jednak dobra osobiste powoda, to i tak pozew należałoby odrzucić, ze względu na okoliczności tej sprawy.

Powód i pozwany mają odmienne poglądy polityczne i szeroko komentują wydarzenia polityczne.
Powód znany jest z charakteru swoich wypowiedzi o czym zeznawał w tej sprawie

– podkreślił sąd.

Odnosiło się to do rozprawy, w której Radosław Sikorski przyznawał, że sam posługuje się brutalnym językiem. Powtarzał swoje obraźliwe stwierdzenia wobec Jarosława Kaczyńskiego, którego wcześniej nazywał „wrednym dziadygą i dyktatorkiem”, b.premier Beatę Szydło, którą określił jako „wrednego babsztyla” czy  b. ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, którego obraźliwie tytułował „świrem”.

Wypowiadając się wówczas Sikorski podkreślał, że nie tylko nie uznaje tego za przekroczenie norm, co może rozszerzyć te swoje wypowiedzi.

Reakcja sądu na między innymi te zeznania dla byłego szefa dyplomacji okazała się druzgocąca.

Pozwany Jarosław Kaczyński działał w uzasadnionym interesie społecznym a jego wypowiedzi mieściły się w ramach dozwolonej prawem krytyki, której zakres jest znacznie szerszy w przypadku osób publicznych niż osób prywatnych

– zakończyła uzasadnienie sędzia Ogińska-Łągiewka.

W procesie Sikorski domagał się przeprosin od Jarosława Kaczyńskiego i zasądzenia od niego 30 tys. zł na rzecz jednej z fundacji. Tymczasem to on ma zapłacić pozwanemu przez siebie prezesowi PiS ponad 4 tys. zł kosztów procesowych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Niemcy kłócą się z USA ws. Nord Stream 2. „Nikt nam nie przeszkodzi”

/ fdecomite CC BY 2.0

  

Niemiecki socjaldemokratyczny minister spraw zagranicznych Heiko Maas oświadczył dziś, że nawet ewentualne sankcje USA nie wstrzymają zbudowania gazociągu Nord Stream 2 z Rosji do Niemiec po dnie Bałtyku.

- Nikt nie przeszkodzi - powiedział Maas uczestnicząc w politycznym forum dyskusyjnym agencji dpa. Karne posunięcia Stanów Zjednoczonych mogą wprawdzie skłonić niektórych udziałowców tego przedsięwzięcia, w tym koncerny niemieckie, do wycofania się, ale nie doprowadzą do fiaska całego projektu - zaznaczył. Dodał, że wtedy Rosja urzeczywistniłaby go sama i nie miałoby się już wtedy żadnego wpływu na kontynuowanie tranzytu gazu przez Ukrainę.

Jak wskazał Maas, negocjacje w sprawie ukraińskiego tranzytu prowadzone są obecnie z udziałem Unii Europejskiej. - Wszystko to obróciłoby się wniwecz, gdyby wprowadzono sankcje, a ten gazociąg zostałby potem zbudowany przez samych Rosjan - podkreślił szef niemieckiej dyplomacji.

Rzecznik ambasady USA w Berlinie potwierdził w niedzielę, że ambasador Richard Grenell wysłał do realizujących projekt gazociągu Nord Stream 2 zachodnich koncernów list z zapowiedzią objęcia ich amerykańskimi sankcjami, jeśli nie wycofają się z tego przedsięwzięcia.

- List przypomina, że jakakolwiek firma współpracująca z rosyjskim sektorem energetycznych rurociągów eksportowych naraża się na sankcje USA z tytułu CAATSA (Ustawy o Przeciwdziałaniu Przeciwnikom Ameryki poprzez Sankcje) - oświadczył rzecznik, dodając, że budowie drugiego bałtyckiego gazociągu z Rosji do Niemiec sprzeciwiają się także inne państwa europejskie.

Odnosząc się do listu, Maas powiedział dziś, że nie jest jego zadaniem mówienie ambasadorom o tym, co im wolno, niemniej „o tym, czy (taki) sposób eksponowania siebie leży w interesie Stanów Zjednoczonych, muszą zdecydować już same Stany Zjednoczone”.

Formalnie jedynym udziałowcem spółki odpowiedzialnej za projekt Nord Stream 2 jest rosyjski Gazprom, ale podpisała ona umowy o finansowaniu tego przedsięwzięcia przez niemieckie koncerny Wintershall i Uniper oraz holendersko-brytyjski Shell, francuski Engie (dawniej GDF Suez) i austriacki OMV. Wszystkie te firmy energetyczne byłyby odbiorcami dostarczanego nowym gazociągiem surowca.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl