Udało się Panu coś niemożliwego – połączył Pan ogień i wodę. Przeciwko Pana ustawie o szkolnictwie wyższym protestuje skrajna lewica i konserwatyści, jak prof. Jacek Bartyzel.

To nie jest pierwszy raz, kiedy skrajności podają sobie ręce. Rzeczywiście ta ustawa budzi opór głównie skrajnej lewicy, ale też niektórych przedstawicieli środowisk konserwatywnych. Natomiast reprezentatywne gremia środowiska akademickiego na czele z Parlamentem Studentów czy Krajową Reprezentacją Doktorantów udzielają temu projektowi jednoznacznego poparcia. Podobnie jak prawicowe organizacje studenckie: NZS, Koliber, Młodzi dla Polski, Studenci dla Rzeczpospolitej czy Młoda Prawica.

Ale studenci, ci, którzy protestują, mówią: „Gowin zaczyna tonąć, a my idziemy dalej, żądając odrzucenia ustawy”.

Nadzieja, że utonę, jest przedwczesna. W ubiegłym tygodniu klub Prawa i Sprawiedliwości udzielił mi oficjalnego poparcia. Wygraliśmy też wszystkie głosowania na posiedzeniu komisji edukacji. Ale miejmy jasność: w proteście przeciw mojej ustawie nie chodzi o „utopienie” Gowina. Celem jest walka z całym rządem Zjednoczonej Prawicy.

A jak się Pan odniesie do zarzutów, że po wprowadzeniu ustawy rektorzy będą autorytatywnie mianowani?

Rektorzy będą wybierani jak do tej pory, przez kolegium rektorów. Kandydatów na rektorów miał wskazywać nowy organ, czyli rada uczelni. Ostatecznie wobec wątpliwości zgłaszanych także przez część posłów PiS zdecydowaliśmy, że będzie to robić rada albo inny organ wskazany w statucie danej uczelni.

Tu z kolei są zastrzeżenia, że będą to osoby, które w statucie uczelni mogą się znaleźć tylko po to, by wskazywać danego rektora.

Niech moi krytycy się zdecydują: bronią autonomii uczelni przed moim rzekomym „zamordyzmem” czy przeciwnie – chcą tę samorządność ograniczyć? Jeśli ktoś uważa, że senat jest niezdolny do racjonalnej decyzji i wyboru sensownej rady, to tym samym kwestionuje samą zasadę samorządności uczelni.

A co z procesem nadawania habilitacji? Tu zarzuty są takie, że habilitacja zostanie osłabiona.

Najpierw zapytajmy, czy habilitacja powinna istnieć. Moim zdaniem nie. Od wielu lat kolejne międzynarodowe ciała eksperckie wskazują, że habilitacje już są barierą w rozwoju polskiej nauki, a nie gwarancją jej jakości. Ale ponieważ środowisko akademickie w Polsce jest do habilitacji bardzo przywiązane, to w projekcie ustawy ją pozostawiliśmy. Nie będzie już jednak wiązać się z tak licznymi przywilejami jak dotychczas. Chcę wyrwać młodych doktorów z jarzma feudalnej zależności od starej profesury.
Osobna sprawa to pytanie, kto ma nadawać habilitację. Dziś wszystkie uczelnie przymusowo dzielą się na wydziały. Ja chcę dać im autonomię. Pewnie większość zostanie przy strukturze wydziałowej. Może jednak znajdą się takie, które – śladem czołowych uczelni świata – podzielą się na szkoły czy college’e. A jeżeli nie ma przymusowych wydziałów, to nie możemy ustawą przyznawać wyłączności na nadawanie habilitacji wydziałom.

Znów powołam się na prof. Bartyzela, który mówi, że to poskutkuje tym, iż humaniści będą głosować w sprawie nadania bądź nienadania tytułu przedstawicielom nauk ścisłych i odwrotnie, a jedni i drudzy nie mają do tego kompetencji.

Profesor Bartyzel nie przeczytał dokładnie ustawy. My wskazujemy dokładnie, że senat może wskazać organ, który nadaje habilitację. Zapewne będą to w większości uczelni rady wydziałów, jak obecnie. Ale na przykład w małych uczelniach artystycznych z powodzeniem mogą to być senaty. Decyzja będzie należała do uczelni. Ci, którzy chcą przymusowo utrzymać wydziały, tak naprawdę opowiadają się za peerelowskim modelem uczelni.

A co z mniejszymi uczelniami? Mówi się, że część Polski stanie się pustelnią akademicką. I tak na przykład, jeśli uniwersytet w Lublinie starci statut uniwersytetu, to Katolicki Uniwersytet Lubelski będzie jedynym uniwersytetem we wschodniej Polsce.

Tego zarzutu kompletnie nie rozumiem. I nie rozumieją go sami zainteresowani. Proszę zwrócić uwagę, że zarówno państwowe wyższe szkoły zawodowe, jak i tzw. porozumienie zielonogórskie, skupiające ponad dwadzieścia średniej wielkości uczelni akademickich, ustawę popierają. Uważam więc, że zarzut, iż ustawa uderza w średnie uczelnie, jest demagogiczny. A co do twierdzenia, że na ścianie wschodniej przetrwa tylko KUL – przywołam artykuł ustawy, w którym jednoznacznie stwierdzamy, iż wszystkie istniejące uniwersytety i akademie zachowają swój dotychczasowy status.

Wywiad w całości ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”