Po takich słowach gwiazdy światowego kina przeciwnikom prezydenta USA Donalda Trumpa włos jeży się na głowie. Legendarny aktor i reżyser Clint Eastwood zszokował swoim wystąpieniem podczas 25-lecia pokazu własnego filmu "Bez przebaczenia" z 1992 roku, który miał pokaz specjalny w Cannes.

Jak wykazywał, ​​amerykańska obsesja na punkcie politycznej poprawności zaczęła się w czasie premiery jego filmu z 1971 roku "Brudny Harry".

Wiele osób uważało, że jest to film niepoprawny politycznie. To było na początku ery politycznej poprawności, w której jesteśmy teraz. Dziś zabijamy samych siebie, straciliśmy poczucie humoru

- mówił lokalnym mediom, dodając, że film Dona Siegela "był interesujący i śmiały".

Jednak największe kontrowersje wywołały słowa Eastwooda o samym Hollywood: 

 Hollywood jest miejscem zdrajców i pedofilów. Postanowiłem opuścić to straszne miejsce i walczyć przeciwko zdrajcom u boku prawdziwych amerykańskich patriotów, wraz z prezydentem Trumpem

- zaznaczył.

Na jego słowa zareagowali amerykańscy internauci: