O czym milczy komunistyczny Pekin. WYWIAD z Hanną Shen, ekspertką ds. Azji

- Współpracować powinniśmy z każdym. Ale każdego, z kim chcemy współpracować, musimy dobrze poznać. Poznać jego sposób działania. O tym możemy się dowiedzieć z obserwacji, jak ten ktoś zachowuje się w innych krajach. To nam powie, czego możemy oczekiwać i jak możemy się przygotować - mówi w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” korespondentka na Tajwanie Hanna Shen.

Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Wczoraj w Warszawie przy pełnej sali w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP) pod patronatem Strefy Wolnego Słowa odbyły się spotkanie z Panią oraz pokaz dwóch filmów o komunistycznych Chinach – „W imię Konfucjusza” i „Trudno uwierzyć”. Dlaczego zaproponowała Pani polskiemu widzowi właśnie te dwa filmy?

Te filmy są warte uwagi, ponieważ obrazują, w jaki sposób działa państwo chińskie – partia komunistyczna i system tam obowiązujący. Pierwszy z nich pokazuje instytuty Konfucjusza, działające w różnych krajach świata, w tym w Polsce. Jest to film na czasie, ponieważ w tej chwili w Kongresie amerykańskim wchodzi ustawa, która ma nadać IK status agenta zagranicznego. Czyli ten sam status, który już ma w USA rosyjska stacja RT. Ponadto film był także niedawno pokazywany w parlamentach brytyjskim i australijskim. Widać zatem, że kolejne kraje zaczynają coraz głębiej badać ten temat. Drugi film mówi zaś o tym, jak Komunistyczna Partia Chin traktuje swoich wewnętrznych przeciwników – mniejszości narodowe Ujgurów i Tybetańczyków, chrześcijan czy członków ruchu Falun Gong. Te osoby są narażone na to, że mogą się stać dostarczycielami „części zamiennych”. Chodzi o nielegalne pobieranie i sprzedawanie ich organów – rogówek, serc, nerek. W trakcie takich zabiegów ci ludzie są zabijani.

Kim są autorzy tych filmów?

„W imię Konfucjusza” wyreżyserowała Chinka Doris Liu. Była ona wykładowcą w Chinach i przyjechała na studia do Kanady. Tam zainteresowała się działającym w kraju instytutem Konfucjusza, który według oficjalnej wersji ma promować chińskie kulturę i język za granicą. Jak mówiła sama Liu, jej uwagę zwróciło to, że w Chinach w wielu miejscach, zwłaszcza na prowincji, w dalekich wsiach, edukacja nadal jest na bardzo złym poziomie. A w tym samym czasie ogromne pieniądze są wydawane na kulturę i promocję języka chińskiego za granicą. Wówczas również usłyszała historię chińskiej nauczycielki, która była prześladowana, gdy pracowała w Instytucie Konfucjusza. Liu znalazła wiele artykułów o innych kontrowersjach, jakie IK wywołuje swoją działalnością. I dlatego postanowiła nakręcić film, który opowiedziałby prawdę o tej jednostce. Autorem drugiego filmu – „Trudno uwierzyć” – jest Ken Stone, profesjonalny reżyser, który dwukrotnie zdobył nagrodę Emmy za inne produkcje dokumentalne.

Jednak w Polsce nadal często Chiny są kojarzone z „komunistycznym parkiem rozrywki”, w którym komunizm nie jest „na poważnie”. Dlaczego Polacy mają taki wizerunek Państwa Środka?

W Polsce panuje wizerunek, który serwuje nam Komunistyczna Partia Chin. Jest on kreowany m.in. przez takie instytucje, jak Instytut Konfucjusza czy chińska ambasada, której przedstawiciele często spotykają się z polskimi politykami i przedstawiają im zniekształcony wizerunek Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL). Do Polaków trafia więc jednostronny przekaz. Niestety również osoby badające Chiny w Polsce nie chcą szukać innych źródeł informacji, rozmawiać z innymi osobami, które są niewygodne dla władz w Pekinie. W dużym stopniu takie zachowanie wynika ze strachu przed konsekwencjami – np. byciem niezapraszanym do Chin, nieotrzymaniem stypendium czy wizy. To jest taka poprawność polityczna z chińską charakterystyką. Polskim specjalistom od Chin jest wygodniej nie mówić o pewnych tematach. Ale oczywiście to nie znaczy, że każdy jest taki. Są ludzie, którzy podnoszą trudniejsze tematy. I zaczyna ich być coraz więcej.

Jednak nadal ci, którzy mówią całą prawdę o komunistycznych Chinach, w tym Pani, spotkają się z zarzutem, że to, co mówią oznacza, iż Polacy w ogóle nie powinni współpracować z Pekinem, na czym może stracić np. polska gospodarka.

Współpracować powinniśmy z każdym. Ale każdego, z kim chcemy współpracować, musimy dobrze poznać. Poznać jego sposób działania. O tym możemy się dowiedzieć z obserwacji, jak ten ktoś się zachowuje w innych krajach, jak prowadzi ekspansję i biznesy. To nam powie, czego możemy oczekiwać i jak możemy się przygotować. W Polsce faktycznie, poza takim wizerunkiem „parku rozrywki”, nie ma informacji, jak wyglądają chińskie inwestycje np. w Malezji, w której niedawno odbyły się wybory, o czym pisała „Codzienna”. Jednym z głównych tematów w tym kraju były właśnie inwestycje chińskie. I partia, która promowała ścisłą współpracę z Chinami, przegrała te wybory, dlatego że się okazało, iż Chińczycy przynieśli ze sobą do Malezji ogromną korupcję. Jeżeli będziemy wiedzieli takie rzeczy znacznie wcześniej, to będziemy w stanie się przed tym uchronić. I być może się okaże, że są takie sfery, w których będziemy naprawdę dobrze współpracowali, bo wcześniej się do tego dobrze przygotujemy.


Według statutu centrala Instytutu Konfucjusza (IK) jest zarządzana przez radę, z której ponad 20 członków to albo wiceministrowie chińskiego rządu, albo wysocy rangą urzędnicy w różnych departamentach partii komunistycznej. Przewodniczącym rady jest jeden z 25 czołowych członków Biura Politycznego Komunistycznej Partii Chin (KPCh).
IK działają w pięciu miastach w Polsce: w Opolu, Poznaniu, we Wrocławiu, w Gdańsku i Krakowie. Dotychczas w wyniku protestów nie został otwarty instytut na Uniwersytecie Warszawskim.
Falun Gong jest dyscypliną podobną do jogi, łączącą elementy ćwiczeń oraz medytacji. Promuje również postawy prospołeczne. Już w 1999 r. uprawiało go 70–100 mln Chińczyków. Właśnie masowość ruchu oraz brak struktury zostały uznane przez komunistyczne władze Chin za zagrożenie. Z tego powodu ówczesny prezydent Jiang Zemin rozpoczął prześladowanie zwolenników ruchu.
Oficjalnie władze chińskie mówią, że w kraju odbywa się rocznie ok. 10 tys. transplantacji. Tymczasem badania prowadzone m.in. przez kanadyjskich prawników, którzy występują w filmie „Trudno uwierzyć”, mówią, że takich zabiegów jest zapewne od 60 tys. do 100 tys. Podejrzewa się, że w większości pozostałych 50 tys. albo 90 tys. operacji są przeszczepiane organy pobierane od więźniów sumienia – w tym chrześcijan i członków ruchu Falun Gong. Ci ostatni mają wyjątkowo dobre zdrowie, bo nie palą i nie piją alkoholu, dlatego częściej są ofiarami nielegalnych operacji.

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

#SDP #Falun Gong #Chiny #Hanna Shen

​Olga Alehno
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo