Kpt. Zdzisław Broński ps. „Uskok” zaliczany jest do najodważniejszych i najbardziej bezkompromisowych dowódców antykomunistycznego podziemia. Dowodzone przez niego oddziały w latach 1944 – 1949 przeprowadziły wiele głośnych akcji przeciwko siłom reżimowym, plasując się bez wątpienia na czele najgroźniejszych przeciwników komunistycznej władzy na całej wschodniej flance kraju. Były to głównie akcje polegające na rozbijaniu posterunków Milicji Obywatelskiej. „Uskok” nigdy nie skorzystał, wraz z podległymi mu partyzantami z amnestii z 1947 r., pomimo iż był do tego wielokrotnie namawiany. O tym, ile kpt. Broński znaczył dla komunistów może świadczyć fakt, że w obławie na niego brał udział sam dyrektor Departamentu III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego płk Jan Tataj, który przez kilkadziesiąt minut prowadził z nim pertraktacje poprzez właz „bunkra”. Co ciekawe, w pewnym momencie rozmów usłyszał od polskiego oficera, aby mu nie przeszkadzał ponieważ… ten pisze listy. Chwilę później „Uskok” nie chcąc oddać się w ręce reżimowej władzy odbezpieczył granat i się wysadził. Komuniści przewieźli szczątki jego ciała do Lublina, gdzie zostały okazane rodzinie. Jednak co później się z nimi stało i gdzie zostały pochowane do dzisiaj nie wiadomo.

Miejsce, w którym kpt. Broński odebrał sobie życie podczas obławy, od lat rozpalało wyobraźnie archeologów. Zespół ekspertów z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN-u pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka podjął się przeczesania ziemi w miejscu, gdzie miał znajdować się „bunkier” polskiego żołnierza.

W poniedziałek rozpoczęliśmy pracę w miejscowości Nowogród na Lubelszczyźnie w miejscu gdzie niegdyś stała stodoła. Pod nią odkryliśmy pomieszczenie o wymiarach ok. 2,5 metra na 2 metry, około 1,5 metra wysokości i żadnym wypadku nie można nazwać go bunkrem, jak to uczynili komuniści. Warto podkreślić, że w stodole, w której się znajdowała kryjówka, wybuch niegdyś pożar, miejscowa ludność rozebrała ją, teren był pomieszany. Jednak mimo to wierzyliśmy, że tutaj mogą jeszcze znajdować się jakieś fragmenty rzeczy osobistych naszego bohatera, a może nawet jego szczątki

– powiedział nam wiceprezes IPN-u.

Po dokładnym sprawdzeniu terenu okazało się, że eksperci z IPN-u się nie pomylili…

Więcej w piątkowym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”