"GN" pytał o zarzuty wielu polskich artystów wobec ministerstwa kultury, że pomija w swoim mecenacie twórców o poglądach liberalno-lewicowych.

Od początku mówiłem, że będzie korekta

- powiedział prof. Piotr Gliński w rozmowie z "Gościem Niedzielnym".

Polega ona na tym, że ci twórcy, którzy dotychczas nie otrzymywali wsparcia od państwa, a więc - nieco upraszczając - o wrażliwości konserwatywnej i prawicowej, czy twórcy lokalni, na pewno mają w tej chwili łatwiejszy dostęp do państwowych środków, niż poprzednio. To jest po prostu sprawiedliwe, bo wcześniej była olbrzymia nierównowaga. Tak działa wahadło demokracji

- powiedział minister kultury.

Gliński podkreślił jednak, że twórcy o poglądach liberalno-lewicowych nie są pomijani.

Wszyscy polscy twórcy, którzy w ostatnim czasie odnieśli sukcesy zagraniczne - Małgorzata Szumowska, Paweł Pawlikowski czy Olga Tokarczuk - korzystali i korzystają ze wsparcia mecenatu państwa. Ostatnio przyznałem też grant p. Krystynie Jandzie na sztukę o Grzegorzu Przemyku

- mówił Gliński.

W demokracji jest tak, że osoba która "nie podaje ręki ministrowi kultury" ma prawo otrzymywać pieniądze publiczne

 - podkreślił.

Jednym z planów ministra Glińskiego było wspieranie polskich filmów, które opowiadałyby o historii naszego kraju.

Obecnie przygotowywanych jest kilkanaście różnych produkcji o nieopowiedzianej polskiej historii

- powiedział Gliński wymieniając filmy, które już powstają, jak film o Piłsudskim w reż. Michała Rosy, czy obraz o rodzinie Ulmów w reż. Rafała Wieczyńskiego. We wrześniu ruszają zdjęcia do filmu o rotmistrzu Pileckim w reż. Leszka Wosiewicza, gotowy jest też już, jak mówił minister, scenariusz filmu o Szmulu Zygielbojmie, trwają prace nad scenariuszami seriali o czasach Legionów czy armii Andersa.