Opisane jesienią 2017 r. przez „New York Times” i „New Yorker” seksskandale z udziałem Harveya Weinsteina (który wyprodukował m.in. takie tytuły jak „Zakochany Szekspir”, „Jak zostać królem” czy „Django”) wywołały lawinę coming outów, w których znane aktorki zaczęły przyznawać, że również były molestowane przez znanego producenta. Tak narodziła się akcja #MeToo, która z czasem rozprzestrzeniła się na inne środowiska i kraje, piętnując przypadki napastowania kobiet.

Dziś lista aktorek oskarżających Weinsteina liczy ponad 80 ofiar, wśród których znalazły się m.in. Salma Hayek, Cara Delevingne i Paz de la Huerta. Ta ostatnia oskarżyła filmowca o dwukrotny gwałt i to właśnie jej zeznania sprawiły, że sprawą Weinsteina zajęła się policja. 30 maja tego roku w sądzie na Manhattanie w Nowym Jorku Weinstein został postawiony w stan oskarżenia za gwałt i inne przestępstwo seksualne w związku z zarzutami dwóch kobiet - wspomnianej już la Huerty i Lucii Evans, która twierdzi, że Weinstein zmusił ją w 2004 r. do seksu oralnego. Wcześniej, 25 maja, usłyszał zarzuty, ale nie ustosunkował się do nich i został zwolniony za kaucją w wysokości miliona dolarów. Obie kobiety reprezentuje Carrie Goldberg, specjalistka w sprawach przestępstw seksualnych, Weinsteina broni Benjamin Brafman: - Jeśli dojdzie do procesu, oczekujemy uniewinnienia pana Weinsteina - powiedział niedawno adwokat producenta.

Po ujawnieniu - czy raczej opisaniu seksafery (nadużycia Weinsteina względem kobiet zdawały się w Hollywood tajemnicą poliszynela), Amerykańska Akademia Filmowa wyrzuciła Weinsteina ze swoich szeregów, najważniejsi twórcy zrezygnowali ze współpracy z nim, a w konsekwencji studio The Weinstein Company zbankrutowało. Mroczna historia Weinsteina zainspirowała również innego filmowca - Brian De Palma, twórca głośnego "Człowieka z blizną”, zapowiedział, że ma w planach nakręcenie horroru o Weinsteinie. Pomysł ten spotkał się ze skrajnymi reakcjami - według przeprowadzonej przez serwis Niezalezna.pl sondy (stan na 4 czerwca, godz. 9:10), taka sama liczba internautów (38%) uważała, że to dobry sposób na nagłośnienie skandalu, ale tyle samo respondentów wskazało, że przenoszenie afery na duży ekran nikomu nie pomoże - zwłaszcza ofiarom. Ostatecznie wyniki przechyliły się nieznacznie ku tej drugiej odpowiedzi. Wyniki można porównać TUTAJ.