Według lekarza ortopedy konieczna będzie operacja Glika. Czy to przekreśla występ w Rosji?

Robert Lewandowski i Kamil Glik / Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

Kamil Glik prawdopodobne ma tego typu uraz, w którym uszkodzone są także mięśnie i wymaga leczenia operacyjnego. Zwykle pacjenci wracają do pełnej sprawności w ok. 3 miesiące, sportowcy czasem po 6 tygodniach – ocenił lekarz ortopeda Michał Drwięga.

30-letni Glik, środkowy obrońca AS Monaco i jeden z podstawowych zawodników reprezentacji prowadzonej przez Adama Nawałkę, doznał kontuzji w poniedziałek na treningu, podczas gry w siatkonogę.

Jak powiedział wczoraj lekarz reprezentacji Jacek Jaroszewski, doszło do uszkodzenia więzozrostu barkowo-obojczykowego, czyli struktur stabilizujących obręcz obojczykowo-barkową.

Więzozrost to ścisłe, częściowo ruchome połączenie kości pasmami tkanki łącznej. Od strony barku obojczyk utrzymują w prawidłowej pozycji dwa więzadła: kruczo-obojczykowe oraz barkowo-obojczykowe.

Specjalizujący się w operacjach barku lekarz ortopeda Michał Drwięga z Carolina Medical Center podał, że na uszkodzenie więzozrostu barkowo-obojczykowego są szczególnie narażeni sportowcy, którzy uprawiają sporty kontaktowe, sporty walki, rugby, futbol amerykański, kolarstwo, narciarstwo czy jeździectwo. Deformacja stawu związana najczęściej z upadkiem na bark w ponad 90 proc. przypadków prowadzi do uszkodzenia więzadeł, a nie złamania obojczyka.

Do takiego urazu dochodzi, gdy człowiek pada głową dół, uchyla ją i pada barkiem na podłoże – albo, co częste wśród piłkarzy, zostaje przez kogoś podcięty i robi fikołka

- opisał specjalista.

Wyjaśnił, że aby sklasyfikować uszkodzenie stawu obojczykowego, stosuje się sześciostopniową skalę Rockwooda.

Są to jednak nie tyle stopnie, co typy – wyższy numer nie zawsze oznacza cięższy uraz – zauważył dr Drwięga. W przypadku I i II stopnia nie następuje zerwanie obu więzadeł, toteż zwykle wystarcza leczenie zachowawcze – chusta, gips czy orteza. III stopień – z zerwaniem więzadeł – leczony jest operacyjnie lub zachowawczo, zależnie od sytuacji. Występuje wówczas tzw. objaw klawisza – obojczyk odstaje, a po wciśnięciu na miejsce odskakuje jak klawisz fortepianu. Stopnie IV, V i VI wymagają leczenia operacyjnego – uszkodzone są także mięśnie, a w stopniu VI obojczyk ulega przemieszczeniu.

Jak wyjaśnił Michał Drwięga, u Kamila Glika najprawdopodobniej doszło do urazu typu V.

W takim wypadku wskazane jest leczenie operacyjne – najczęściej obojczyk łączony jest z wyrostkiem kruczym za pomocą bardzo wytrzymałej i elastycznej taśmy, przewlekanej przez wywiercone w kości otwory i zawiązanej na pięć supełków. Pętle taśmy przytrzymują na miejscu płytki w kształcie "psiej kości" (dogbone). Taśma nie musi być usuwana i pozostaje na stałe

- opisał ortopeda.

Dodał, że leczenie operacyjne w przypadku typowego pacjenta pozwala na powrót do pełnej wytrzymałości więzadeł w ciągu 3 miesięcy.

Natomiast zawodnicy – na własne ryzyko - niekiedy wygrywają zawody już po 6 tygodniach od operacji

- zauważył Drwięga.

Jak podkreślił ekspert, w przypadku "zwykłego" pacjenta, najważniejsze jest szybkie wyleczenie, zatem najlepszym rozwiązaniem jest natychmiastowa operacja. Według niego wyczynowego sportowca, któremu zależy na ważnej imprezie sportowej, można leczyć zachowawczo (naklejając odpowiednie taśmy, stosując zastrzyki i środki przeciwbólowe), a operacje przeprowadzić później.

W przypadku Glika można mówić o konflikcie interesów pomiędzy klubem a reprezentacją. Przy leczeniu zachowawczym nadawałby się do gry. Bardzo często pacjenci nie odczuwają dolegliwości bólowych już kilka dni po urazie

– ocenił Drwięga.

Wczoraj Kamil Glik pojechał do kliniki w Nicei, wskazanej przez AS Monaco, w celu przeprowadzenia szczegółowych badań i konsultacji lekarskich. Ostateczna decyzja w sprawie kontuzjowanego piłkarza spodziewana jest jutro.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Samochód wjechał w tłum ludzi

/ anngp26

  

Sześć osób zginęło w piątek po tym, jak samochód wjechał w tłum ludzi w chińskiej miejscowości Zaoyang w prowincji Hubei. Kierowca został zastrzelony przez policję.

Na razie nie są znane szczegóły wypadku. Chińska telewizja CCTV poinformowała jedynie, że samochód celowo wjechał w tłum ludzi, zabijając sześc osób i raniąc siedem.

Jak podkreślają agencje, podobne wypadki w Chinach zdarzają się dosyć często. Pod koniec listopada ub. roku 29-letni bezrobotny wjechał samochodem w grupę uczniów, którzy przechodzili przez ulicę w północno-wschodniej prowincji Liaoning, zabijając pięć osób i raniąc co najmniej 19. Jak poinformowała wówczas policja, mężczyzna ten miał "myśli samobójcze z powodu kłótni z żoną" i wybierał swoje ofiary "losowo".

Pięć dni później w wiosce w południowo-zachodniej prowincji Syczuan kierowca z nieznanego powodu uderzył w pieszych, zabijając siedmiu z nich. W innym wypadku pod koniec zeszłego roku mężczyzna wjechał swoją ciężarówką w dużą grupę ludzi, których następnie zaatakował łopatą i nożem.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl