O sprawie pisze dziś flamandzkojęzyczny "De Standaard" i frankofoński "Le Soir". Wyniki badań to pokłosie inicjatywy obywatelskiej - minionej zimy wolontariusze partii Ecolo i Groen zawiesili w 192 miejscach w belgijskiej stolicy czujniki mierzące stężenie dwutlenku azotu (NO2).

Miejsca wybrano tak, by dawały jak najlepszy ogląd jakości powietrza: zarówno tam, gdzie odbywa się intensywny ruch samochodów, ale także tam, gdzie są tereny zielone. Niektóre miejsca zostały również wybrane ze względu na obecność szkoły, przedszkola lub szpitala.

Wyniki opublikowane przez "De Standaard" pokazują, że w 20 proc. miejsc średnia koncentracja NO2 była powyżej normy europejskiej wynoszącej 40 mikrogramów na metr sześcienny (odczyt uśredniony dla czterech tygodni).

O jakości powietrza w belgijskiej stolicy pisze również "Le Soir", który w artykule na pierwszej stronie podaje, że brukselska minister zajmująca się m.in. sprawami środowiska Celine Fremault chce, by od 2030 r. obowiązywał zakaz wjazdu do Brukseli samochodów napędzanych silnikiem Diesla. Propozycję taką ma złożyć władzom regionu w czwartek.

Belgijski dziennik podkreśla, że taki krok byłby pójściem w kierunku, w jakim zwróciły się inne metropolie europejskie. Paryż ma cel na 2024 r., Rzym zamknie swoje historyczne centrum w 2024 r., a Mediolan - w 2030 r.

Świadomość dotycząca tego, jaki wpływ na jakość powietrza mają samochody napędzane olejem napędowym, zwiększyła ujawniona w 2015 roku afera Dieselgate. W jej wyniku ujawniono nielegalne praktyki kilku niemieckich producentów zaniżających rzeczywisty poziom substancji toksycznych, w tym tlenków siarki, w spalinach silników wysokoprężnych.

W ubiegłym roku po raz pierwszy od 20 lat w Belgii sprzedano więcej nowych samochodów z silnikiem benzynowym niż napędzanych silnikiem wysokoprężnym.