Wszystko zaczęło się od sporu wokół dekomunizacji nazw ulic.

- W Polsce trzeba dokończyć dekomunizację. Przed ustawą w Warszawie było około 100 ulic wychwalających bohaterów poprzedniego ustroju. Mamy tylu polskich bohaterów, którzy nie są jeszcze uczczeni - warto o nich pamiętać [...] Sowieccy agenci komunistyczni nie powinni być czczeni poprzez nazwy ulic

- mówił poseł PiS Dariusz Piontkowski.

Tymczasem istny popis wiedzy historycznej dał po chwili Marek Balt z SLD. Najpierw stwierdził, że gdyby nie lata PRL, nie można byłoby mówić o 100-leciu niepodległości Polski.

- Bez tych ponad 40 lat PRL nie ma 100 lat niepodległości Polski – twierdził Balt.

Internauci szybko zwrócili mu uwagę na fakt, że jest różnica pomiędzy 100. rocznicą odzyskania niepodległości a okresem 100 lat niepodległości...

 
Dalej było jednak jeszcze lepiej. Polityk przekonywał, że data „17 września” w nazwie ulicy w sumie nie jest taka zła. Na uwagę, że przecież tego dnia Polskę zaatakowali Sowieci, Balt zaczął dość pokrętnie tłumaczyć swoją teorię:

- Nie czcimy daty 17 września, tylko przypominamy, że to była agresja Rosji. Nie upieram się co do niektórych rzeczy... Dyskutujemy o dekomunizacji ulic, a ja bym chciał zdekomunizować prezydenta RP. Przecież przyjmował w zeszłym roku I sekretarza Komunistycznej Partii Chin, był w komunistycznym Wietnamie...

- odwracał kota ogonem polityk Lewicy.

Napięcie rosło dosłownie z każdą minutą. W pewnym momencie wiceprzewodniczący SLD oświadczył, że w zasadzie jego ugrupowanie jest... partią antykomunistyczną.

- Jesteście antykomunistycznym środowiskiem jako SLD? - spytał wprost Michał Rachoń słysząc kolejne deklaracje Balta.

- Ależ oczywiście. My jesteśmy socjalistami. Jest różnica... Jest różnica między socjalistami, a komunistami – przekonywał wiceprzewodniczący SLD.