Ile osób pracowało w Stoczni Szczecińskiej za PO? Nitras i koledzy mają coraz większą fantazję

/ fot. Tomasz Duklanowski

  

W ubiegłym roku Platforma Obywatelska informowała, że terenach byłej Stoczni Szczecińskiej za rządów PO – PSL pracowało do 2 tysięcy osób. Dziś podczas obrad „gabinetu cieni” Sławomir Nitras (wiceszef gabinetu spraw zagranicznych) podbił stawkę. Poinformował, że w okresie ich rządów na terenie stoczni pracowało... 2,5 tysiąca osób. Jeszcze trochę i okaże się, że za PO zakład zatrudniał 10 tysięcy pracowników...

Sławomir Nitras jest zapamiętany przez szczecińskich stoczniowców jako poseł sprawozdawca tzw. specustawy stoczniowej likwidującej przemysł okrętowy. Po jej przegłosowaniu przez rząd PO – PSL, Stocznia Szczecińska przestała istnieć. Majątek został zdewastowany i wywieziony na złom.

Dzisiaj podczas „gabinetu cieni” PO w Szczecinie, poseł Nitras twierdził, że po likwidacji Stoczni Szczecińskiej na jej terenie, gdzie powstał Szczeciński Park Przemysłowy, miało pracować 2,5 tysiąca osób.

Tymczasem w ubiegłym roku partyjny kolega Nitrasa – marszałek Olgierd Geblewicz - mówił, że na terenach byłej Stoczni Szczecińskiej pracowało do 2 tysięcy osób. Wygląda na to, że liczba pracowników za rządów PO – PSL wciąż wzrasta, bo dziś Nitras zaprzeczył słowom swojego partyjnego kolegi. Jak tłumaczył te różnice w liczbach? Zapytany o to przez dziennikarza Radia Szczecin, odpowiedział:

- Proszę pana, 2,5 tysiąca to były dane oficjalne

– wyjaśnił.

Tymczasem w rzeczywistości nie można dziś odpowiedzieć na pytanie, ilu pracowników pracowało w firmach na terenach dawnej Stoczni Szczecińskiej. Nie było bowiem elektronicznego systemu rejestracji pracowników i można to było szacować jedynie na podstawie wydawanych przepustek.

W obradach brał udział szczeciński poseł Norbert Obrycki, który pełni rolę ministra gospodarki morskiej w "gabinecie cieni" Schetyny. To on w Radiu Szczecin nie był w stanie odróżnić gazowca od statku napędzanego na gaz. 

Przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów w „gabinecie cieni”, poseł Stanisław Gawłowski nie wziął udziału w dzisiejszych obradach, gdyż co najmniej do lipca przebywać będzie w areszcie w związku z zarzutami korupcji.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Wiceminister kultury: Dzięki Polsce udało się zablokować niekorzystną dyrektywę

/ pixabay.com/CC0/Capri23auto

  

Prezydencja rumuńska odwołała dzisiaj wieczorem zaplanowane na poniedziałek negocjacje krajów UE z Parlamentem Europejskim ws. kontrowersyjnych regulacji dot. prawa autorskiego po tym, gdy państwa członkowskie nie potrafiły znaleźć kompromisu ws. mandatu do negocjacji.

Informacje te potwierdziła rzeczniczka rumuńskiej prezydencji Raluca Anghel. Jak zaznaczyła, krajom członkowskim nie udało się wypracować mandatu do negocjacji z PE i prezydencja musi teraz rozważyć, jakie podjąć dalsze kroki w tej sprawie.

- Propozycja dotycząca dyrektywy w sprawie praw autorskich jest bardzo złożona (…). Mogłaby przynieść wiele korzyści jednolitemu rynkowi cyfrowemu, ale niesie ze sobą również wiele konsekwencji i Rada UE potrzebuje więcej czasu na to, aby osiągnąć mocne stanowisko

 – powiedziała Anghel. Nie chciała jednak podać szczegółów piątkowych rozmów.

- Nie było wystarczającej zbieżności stanowisk w kluczowych kwestiach, negocjacje odwołano i nie jest to niespodzianką. Prezydencja ma wypracować nową propozycję mandatu na podstawie przedstawionych stanowisk i zaproponować tryb działania

 – powiedział PAP unijny dyplomata.

Polska jest zadowolona z tego, co się stało w piątek w Brukseli.

- Dzięki Polsce udało się zablokować niekorzystną dyrektywę o prawie autorskim. Nie ma mandatu do trilogu. Czekamy na kolejną propozycję prezydencji

 – napisał na Twitterze wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Paweł Lewandowski.


Parlament Europejski poparł we wrześniu projekt dyrektywy o prawie autorskim dotyczącym internetu. Za propozycją opowiedziało się wtedy 438 europosłów, przeciw było 226, a 39 wstrzymało się od głosu.

Było to drugie podejście do projektu dyrektywy o prawie autorskim. Na początku lipca europosłowie odrzucili stanowisko komisji prawnej PE, we wrześniu propozycja projektu uzyskała większość.

Nowa dyrektywa ma zmienić zasady publikowania i monitorowania treści w internecie. Przepisy wzbudzają sporo kontrowersji. Przeciwnicy tych regulacji ostrzegają przed cenzurą w internecie i końcem wolności w sieci, zwolennicy wskazują natomiast, że zmiana prawa jest konieczna, by chronić twórców i dostosować przepisy do rzeczywistości.

Eurodeputowani utrzymali budzący zastrzeżenia art. 13 projektu dyrektywy, który wprowadza obowiązek filtrowania treści pod kątem praw autorskich, oraz art. 11, dotyczący tzw. praw pokrewnych dla wydawców prasowych.

Proponowane przez eurodeputowanych przepisy przewidują, że giganci internetowi, np. platformy takie jak Facebook, będą musieli płacić, jeśli korzystają z pracy artystów i dziennikarzy.

PE podkreśla, że wiele wprowadzonych przez niego zmian ma na celu zagwarantowanie, że artyści, zwłaszcza muzycy, wykonawcy i autorzy scenariuszy, a także wydawcy wiadomości i dziennikarze, otrzymają wynagrodzenie za swoją pracę gdy inni korzystają z niej za pośrednictwem takich platform, jak YouTube lub Facebook, oraz agregatorów wiadomości, takich jak Google News.

Stanowisko europarlamentu zaostrza proponowane przez Komisję Europejską rozwiązania w sprawie odpowiedzialności platform internetowych i agregatorów za naruszenia praw autorskich. Dotyczyć ma to również fragmentów, gdzie wyświetlana jest tylko niewielka część tekstu wydawcy wiadomości.

W tekście uściślono również, że niekomercyjne encyklopedie online, takie jak Wikipedia, oraz platformy oprogramowania open source, takie jak GitHub, będą automatycznie wyłączone z wymogu przestrzegania praw autorskich.

Europosłowie opowiedzieli się też za wzmocnieniem pozycji autorów i wykonawców, umożliwiając im żądanie dodatkowego wynagrodzenia od strony wykorzystującej ich prawa, jeśli początkowo uzgodnione wynagrodzenie stało się "nieproporcjonalnie" niskie w stosunku do generowanych wpływów.

W tekście dodano również, że korzyści powinny obejmować "przychody pośrednie". Umożliwiłoby to również autorom i wykonawcom cofnięcie lub wypowiedzenie wyłączności licencji na eksploatację ich utworów, jeżeli uznaje się, że strona posiadająca prawa do eksploatacji nie respektuje ich praw.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl