Agencja KCNA nazwała trwające od piątku ćwiczenia prowokacją.

"Stany Zjednoczone powinny poważnie zastanowić się nad losem planowanego szczytu Korea Północna - USA w związku z tym prowokacyjnym wojskowym zamieszaniem, jakie prowadzą wspólnie z władzami Korei Południowej"

- napisała KCNA.

Spotkanie Trumpa i Kima jest planowane na 12 czerwca i ma się odbyć w Singapurze. Rzeczniczka Departamentu Stanu USA Heather Nauert poinformowała, że administracja nadal pracuje nad przygotowaniem tego szczytu, a jej resort nie otrzymał informacji od władz Korei Północnej o jego odwołaniu.

- Kim Dzong Un powiedział wcześniej, że rozumie konieczność (...) kontynuowania wspólnych manewrów USA i Korei Południowej

- dodała Nauert.

Pjongjang ogłosił też, że z powodu ćwiczeń odwołuje zaplanowane na dziś rozmowy na wysokim szczeblu z Koreą Południową. KCNA nazwała doroczne manewry sił powietrznych USA i Korei Południowej o kryptonimie "Max Thunder" próbą przed dokonaniem inwazji na Koreę Północą i prowokacją.

"Wymierzone w nas ćwiczenia, które przeprowadzane są w Korei Południowej, stanowią jaskrawe naruszenie Deklaracji z Panmundżomu i świadomą prowokację militarną, która jest sprzeczna z pozytywnym rozwojem sytuacji na Półwyspie Koreańskim"

- napisała KCNA.

Deklaracją z Panmundżomu nazwano listę ustaleń, jakie zapadły podczas kwietniowego szczytu Kima z prezydentem Korei Południowej Mun Dze Inem, w tym wezwania do formalnego zakończenia wojny koreańskiej z lat 1950-1953 oraz "całkowitej denuklearyzacji" Półwyspu Koreańskiego.

We wspólnej deklaracji podpisanej przez Muna i Kima zapowiedziano, że obie Koree będą dążyć do przekształcenia rozejmu w układ pokojowy, który formalnie położy kres wojnie z lat 50. zakończonej zawieszeniem broni.

Agencja Yonhap podała, że dwutygodniowe ćwiczenia wojskowe Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej, w których udział bierze około stu samolotów, w tym myśliwce F-22 i bombowce B-52, rozpoczęły się w piątek.